Prezes Rakowa o zerwaniu umowy z Zondacrypto. Chodziło też o pieniądze
- Nie chcę i nie mogę ujawniać szczegółów współpracy, ale mogę powiedzieć, że oprócz kwestii wizerunkowych, argumenty finansowe też były jednym z powodów wypowiedzenia umowy z Zondacrypto - mówi w wywiadzie dla Interii prezes Rakowa Częstochowa Wojciech Cygan, z którym rozmawiamy przy okazji zbliżającego się finału Pucharu Polski, w którym jego klub zmierzy się z Górnikiem Zabrze.

Przemysław Langier (Interia Sport): Ile prawdy byłoby w stwierdzeniu, że wygrana w Pucharze Polski uratuje Rakowowi sezon?
Wojciech Cygan (prezes Rakowa Częstochowa): - Ten sezon jest dla nas specyficzny - zmiana trenera w trakcie rozgrywek, gra na wiosnę w europejskich pucharach, a do tego wyjątkowo płaska tabela Ekstraklasy. Przy końcowej ocenie sezonu trzeba to także brać pod uwagę. Sam finał to mecz wyjątkowej wagi - nie tylko, jeśli chodzi o nagrody, ale też o prestiż, czy to, jakie konsekwencje może spowodować zwycięstwo. Wielu chłopaków, których mamy dziś w składzie, jeszcze tego w karierze nie doświadczyło.
Od finansowego wymiaru tego finału i tak nie uciekniemy. Jak istotne dla budżetu Rakowa jest wygranie Pucharu Polski i zgarnięcie 5 mln zł?
- Każdy, kto patrzy w liczby i widzi, jak wyglądają budżety klubów Ekstraklasy, jest w stanie ocenić, jaki procent budżetu może stanowić ta kwota. Nie jest to na pewno wartość jedynie symboliczna. Ona waży dużo, ale staram się być jeszcze czasem romantykiem futbolu i wierzyć, że emocje przeżywane na stadionie to wciąż coś więcej, coś, czego nie jesteśmy w stanie sprowadzić do dyskusji o pięciu milionach potencjalnej nagrody.
Romantyczne historie się zdarzają, ale bez pieniędzy nie da się zbudować niczego stabilnego.
- Oczywiście, dlatego nie mówię, że pieniądze nie mają tu znaczenia. Tym bardziej, że za wygraną nie idzie tylko wpływ wspomnianych 5 mln zł, ale i gra w europejskich pucharach, gdzie można zdobyć kolejne bardzo istotne środki dla funkcjonowania klubu.
Raków musi grać w europejskich pucharach
Europejskie puchary to coś obligatoryjnego dla Rakowa z perspektywy tego, że nie możecie rekompensować braku wpływów od UEFA na przykład z tytułu dnia meczowego?
- Tak i także dlatego przed sezonem głośno mówiliśmy, że walczymy o mistrzostwo Polski, choć akurat tym razem trafił się taki sezon, w którym przed długi okres w grze o tytuł było pół ligi. Dla nas puchary są bardzo ważne, bo Europa jest dla nas ważnym źródłem pozyskiwania istotnego finansowania. Jest dokładnie, jak pan mówi - te bardziej "naturalne" źródła w naszym przypadku są niewystarczające.
Planem A jest wygranie Pucharu Polski i awans do europejskich pucharów. A zakładacie konieczność wdrożenia planu B?
- Przy budżetowaniu nie mamy w zwyczaju odgórnego zakładania sukcesu. Powiedzmy, że operujemy na wariancie racjonalnym i możliwym do zrealizowania.
Czyli Łukasz Tomczyk będzie mógł liczyć na lepsze ze swojej perspektywy okienko transferowe przy wygraniu Pucharu Polski i walce o Ligę Europy?
- Nie podpinałbym tego pod wynik sobotniego finału, tylko mówił o samej zasadzie, że jeżeli drużyna po awansie do pucharów ma trzy fronty do zagrania, a alternatywą stanowią dwa - bez Europy - to z założenia można zakładać, że kadra będzie budowana na różnych zasadach.
Zobacz również:
Łukasz Tomczyk może pracować w spokoju
Dla was to już finał numer cztery w ostatnich latach, więc pewnie da się porównać go z poprzednimi i pewnie podstawową różnicę stanowi postać trenera. Jak zestawić napięcie, zachowanie, cokolwiek ze strony Marka Papszuna i Łukasza Tomczyka, dla którego będzie to największy mecz w dotychczasowej karierze?
- Trenera mam codziennie dość blisko i widzę, że jest bardzo skoncentrowany mając jednocześnie świadomość jak ważny ten mecz jest dla klubu, dla kibiców, dla całej społeczności. Ale szczególnej nerwowości nie obserwuję. Zresztą Marek Papszun zachowywał się bardzo podobnie. Pewnie pełniejszą odpowiedź będzie się dało wskazać po meczu, bo on generuje dodatkowe emocje. Pamiętamy doskonale na przykład finał z Legią i to, jak gorąco było przy ławkach. Póki co panuje spokój.
Jest różnica między Łukaszem Tomczykiem, a Markiem Papszunem, jeśli chodzi o podejście do krytyki w mediach?
- Nie mam wrażenia, by Łukasz Tomczyk był osobą, która nadmiernie przejmuje się tym, co się mówi w mediach albo by rozpamiętywał krytykę, która się pojawiała. To nigdy nie był temat rozmów między nami. Trener sobie z tym radzi, bo wie doskonale, że na tym polega praca w piłce - czy trenera, czy też prezesa, albo dyrektora sportowego. Każda z tych osób jest narażona na krytykę, pomimo tego, że wiele osób oceniających nie ma pełnej wiedzy, wiarygodnej informacji, czy też w ogóle nie ma pojęcia o tym, co się dzieje w klubie. Czasami dla lepszej klikalności pisana jest dowolna teza, której autor nawet szczególnie nie broni, nie uzasadnia i ona zaczyna sobie funkcjonować w powszechnej opinii. Przejmowanie się tego typu krytyką byłoby samobójstwem, a u Łukasza nie widzę takich tendencji.
Jak obserwuję Raków od wielu lat, wy macie raczej skrajnie cierpliwe podejście do trenerów, bo parę kryzysów w Rakowie już było i żaden nie spotkał się z impulsywną reakcją. Nie denerwuje was w tym wszystkim "nawalanka" sprowadzająca się do zdań z bardzo szybką i wczesną oceną decyzji dotyczącej zatrudnienia Łukasza Tomczyka?
- Zdanie o "skrajnej cierpliwości do trenerów" poczytuję jako komplement. Natomiast co do reszty to nie - po tylu latach, jakie jestem już w piłce, jestem w stanie oddzielić opinie eksperckie, które dla mnie mogą mieć jakieś znaczenie i jakąś wartość od tych opinii "eksperckich", które, tak jak mówię, pojawiają się tylko dla klikalności, czy dla zwiększenia jakiejś atencji w stosunku do danej osoby. Coraz częściej moja reakcja na tego typu wywody sprowadza się do wzruszenia ramionami, ewentualnie do spokojnej reakcji na Twitterze.
W takim razie odrzucając tzw. opinie eksperckie, planujecie dokonać własnej oceny pracy trenera?
- Oczywiście. Po sezonie usiądziemy i na spokojnie porozmawiamy, choć z uwagi na to, że pracujemy w niewielkim budynku i codziennie się ze sobą stykamy, nie mamy problemu, by na bieżąco pewne uwagi wymieniać. Niemniej czas na głębsze refleksje nadejdzie. Podsumujemy sobie ostatnie miesiące, wysłuchamy uwag sztabu, spostrzeżeń trenera, co chciałby zmienić czy usprawnić, i sami przekażemy też swoje przemyślenia.
Rozmawiamy cztery miesiące po ogłoszeniu Łukasza Tomczyka nowym trenerem Rakowa. Jaka jest różnica - o ile w ogóle jest - pomiędzy miejscem zespołu, którego wówczas oczekiwaliście na koniec kwietnia, a tym, które widzimy w rzeczywistości?
- Jeżeli chodzi o Puchar Polski, to nie różni się w ogóle. Jeżeli chodzi o europejskie puchary jako historię, to opadnięcie z Fiorentiną w 1/8 finału Ligi Konferencji - biorąc także pod uwagę markę tego zespołu - nie powinno być rozpatrywane w charakterze klęski, choć okoliczności były takie, że można było pewnie wywalczyć jeszcze więcej. Natomiast patrząc na tabelę ligową, pewnie wolałbym, żebyśmy w tej tabeli byli ciut wyżej, choć skoro jesteśmy w walce o medale, to też trudno oceniać to jakoś bardzo negatywnie. Zwłaszcza, że łatwo sobie wyobrazić, że przy tak wyrównanej lidze i przy tak szalonych wynikach jak w tym sezonie mogło być gorzej. Generalnie więc jestem raczej zadowolony z naszej pozycji wyjściowej przed finałem.
Czyli jak by to wyglądało w skali od 1 do 10?
- Na dziś oscyluje wokół 7, ale z potencjałem wzrostu.
Cały czas w uszach bębni mi to, co mówił Marek Papszun po ostatnim meczu poprzedniego sezonu - że być może Michał Świeczewski już ma troszkę inne podejście do zaangażowania w klub. Minął rok od tych słów - da się je jakoś zaktualizować?
- Jestem w stałym kontakcie z Michałem i szczerze mówiąc: nie widzę jakiejś rewolucyjnej zmiany jego zaangażowania.
Zerwanie umowy z Zondacrypto
Nie ma też zmiany prezesa, a miał pan być nim tymczasowo. Rozpocznie pan kolejny sezon w niezmienionej roli?
- Zażartowałbym, że prowizorki zawsze Polakom wychodziły najlepiej i są najtrwalsze, ale byłby to żart, który zakłada bardzo wysoką samoocenę, a ja sam jestem raczej biegunowo odległy od chwalenia samego siebie, więc wolę powiedzieć, że do końca nie wiem, co będzie. Decyzja o tym, jak będzie wyglądał zarząd Rakowa w nowym sezonie formalnie zależy od Rady Nadzorczej, a tak naprawdę od właściciela. I tak jak mówiliśmy o spotkaniu z trenerem Tomczykiem, tak pewnie i mnie czeka taka rozmowa z Michałem. Zbieram do niej swoje uwagi, które właścicielowi przedstawię i zobaczymy, jaka będzie jego wizja i w jaką stronę będzie chciał dalej rozwijać klub. Ale proszę mi uwierzyć - to nie jest najbardziej istotna kwestia, jaka dziś dotyczy Rakowa.
Istotna za to ostatnio była sprawa z zerwaniem umowy z Zondacrypto. Dość niespodziewanie dostał pan w ręce gorącego ziemniaka. Jak duży wpływ na stabilność klubu ma utrata tego sponsora?
- Na pewno jest wyzwaniem dobre zastąpienie tej umowy, zwłaszcza że ta miała funkcjonować także w kolejnych sezonach. Kilka dni temu udało się pozyskać sponsora na przód koszulek na kolejne mecze do końca sezonu (chodzi o firmę Exact x Forestall - przyp. red.). Pracujemy także nad umowami sponsorskimi na przyszły sezon. Wcześniej nie zakładaliśmy, że będziemy musieli otwierać takie rozmowy i to w tak nadzwyczajnym trybie. Sama Zonda była obecna w kilku klubach, my jako pierwsi wypowiedzieliśmy umowę. Niektórzy mówili, że była to decyzja spóźniona, natomiast najpierw trzeba mieć pełną wiedzę o zapisach umowy, o relacjach między podmiotami, które taką umowę zawarły i dopiero na takiej podstawie formułować tak jednoznaczne opinie. Ja jestem przekonany, że decyzja została podjęta w odpowiednim momencie, bo musiała być poprzedzona wnikliwą analizą.
Zonda do momentu rozwiązania umowy wywiązała się finansowo ze swoich zobowiązań?
- Nie chcę i nie mogę ujawniać szczegółów współpracy, ale mogę powiedzieć, że oprócz kwestii wizerunkowych, argumenty finansowe też były jednym z powodów wypowiedzenia umowy.









