Nieudana pogoń przy Bułgarskiej. Jeden cios, karny i czerwona kartka w hicie Pucharu Polski
Gdy podczas ceremonii losowania Lech Poznań trafił na Górnika Zabrze, można było mówić o starciu mistrza kraju z wiceliderem. Przez trzy miesiące to zestawienie nie straciło na wartości, bo trzeci w tabeli "Kolejorz" ma tyle samo punktów co liderująca Jagiellonia, a podopieczni Michala Gasparika są czwarci w stawce. Miejsce w półfinale Pucharu Polski było tylko dla jednej z tych drużyn. Wygrała ta, która była niezwykle pracowita w defensywie.

Pierwsze minuty należały do Górnika, szybko wywalczył on rzut rożny, strzał głową oddał Yvan Ikia Dimi. "Kolejorz" potrzebował niespełna kwadransa, by się ocknąć i dłużej pozostać przy piłce. Z drugiej strony to posiadanie też nie przynosiło niezwykłych efektów. Kibice nie oglądali piłkarskiego spektaklu, brakowało skuteczności. Strzały oddawali Bengtsson, Kozubal, Rodriguez czy Moutinho.
Najlepszą okazję w pierwszej połowie miał chyba jednak Mikael Ishak. Dobrze przyjął w polu karnym dośrodkowanie od Joela Pereiry i posłał ją w kierunku dalszego słupka. Bramkarz nawet nie miał szans, by się rzucić, ale trafieniu zapobiegł Josema. Zabrzanie musieli mieć świadomość, że jak tak dalej pójdzie, to w końcu będą przegrywać.
Poszli więc mocniej do przodu, co się opłaciło. Najpierw ostrzeżenie wysłał Hellebrand, następnie Dimi i Chłań. Kolejnego już nie było, w 41. minucie Lukas Sadilek wyprowadził przyjezdnych na prowadzenie. Sam podprowadził piłkę do przodu z prawego sektora, oddał ją Dimiemu. Francuz świetnie osłonił piłkę, obrócił się z nią już w "szesnastce" i oddał Czechowi, który już z bliższej odległości pokonał Mrozka uderzeniem pod poprzeczkę. Zbyt biernie zachował się Mateusz Skrzypczak.
Nic więcej się już w pierwszej połowie nie wydarzyło. Goście lepiej wykorzystali okresy swojej dominacji.

Lechowi Poznań zabrakło przyczepności i skuteczności. Górnik Zabrze świetny w obronie
Jak można było się spodziewać, "Kolejorz" od początku drugiej części ruszył do odrabiania strat. Publiczność robiła co mogła, atmosfera na Bułgarskiej była naprawdę dobra, choć teoretycznie 13,5 tysiąca widzów to nie bardzo duża frekwencja. Szybko pojawiło się kilka rzutów rożnych, strzały Moutinho i Pereiry, ale czwarty kwadrans tej konfrontacji nie przyniósł jeszcze dogodnej okazji bramkowej. Niels Frederiksen postanowił namieszać w kotle - Walemark, Thordasson i Ismaheel zmieniili Bengtssona, Rodrigueza i Gholizadeha.
Nie przynosiło to jednak przełomu. Trener Lecha denerwował się, że Łubik i Chłań długo leżą na murawie, bo zegar pokazywał już 70. minutę. Niebawem Agnero, bohater hitu z Rakowem (4:3) zmienił Ishaka. Kibice musieli liczyć na kolejną owocną końcówkę, tak jak z Częstochowianami. Górnik dobrze pracował w defensywie, często w ostatniej linii miał aż sześciu piłkarzy, w świetle bramki stało wtedy aż trzech. Potrafił też jednak pojawiać się wysoko na połowie rywala, co przyniosło chociażby niezłą sytuacją Kubickiego z 16 metrów.
Szósty kwadrans zaczął się od małego trzęsienia ziemi - Maksym Chłań pociągnął w polu karnym Pereirę. Nie dość, że został odgwizdany oczywisty rzut karny, to Ukrainiec obejrzał drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska. Do piłki podszedł sam poszkodowany, ale nie uderzył zbyt dobrze, Marcel Łubik obronił "jedenastkę". Futbolówka leciała na przystępnej dla bramkarza wysokości.

Stało się jasne, że w ostatnich kilkunastu minutach mistrz Ekstraklasy 2024/25 przypuści szturm. Znowu jednak brakowało konkretów. Skiksował Skrzypczak, nieudane przewrotki zaliczyli Luis Palma i Agnero. Zabrzanie dali popis ofiarności w defensywie, po 97. minucie i ostatnim gwizdku sędziego byli wręcz wyczerpani. Co ciekawe, w drugiej połowie fani obejrzeli zaledwie jeden celny strzał. Ten z karnego.
Zawodnicy gospodarzy bardzo często się potykali na murawie, która po niedawnych mrozach nie rozpieszcza swoim stanem. Nie może być ona jednak żadną wymówką. Zespół z Bułgarskiej nie zdobył Pucharu Polski od 2009 roku. Oczekiwanie przedłuży się do co najmniej 18 lat. W stawce półfinalistów oprócz Górnika są Zawisza Bydgoszcz i GKS Katowice. W czwartek o 13:30 Avia Świdnik zagra jeszcze z Rakowem Częstochowa. Losowanie par w piątek o 12:00.










