Niesamowity thriller pod Jasną Górą. Padło 8 goli. Oto drugi finalista PP
Raków Częstochowa pokonał GKS Katowice rzutami karnymi 4:2 w drugim półfinale Pucharu Polski. To był prawdziwy futbolowy thriller. Po 90 minutach 3:3, po dogrywce - 4:4. Wojnę nerwów w serii "jedenastek" wygrali gospodarze, trafiając we wszystkich próbach bezbłędnie. W wielkim finale na zespół spod Jasnej Góry czeka już Górnik Zabrze.

GKS Katowice przystępował do tego spotkania jako trzykrotny zdobywca Pucharu Polski i pięciokrotny finalista rozgrywek. Ale po raz ostatni w bezpośrednim meczu o trofeum meldował się... jeszcze w XX wieku. Dokładnie w 1997 roku.
Raków wciąż pamięta smak niedawnych sukcesów, łącznie z tytułem mistrzowskim. Z roli krajowego hegemona musiał jednak w ostatnim czasie zrezygnować. Do rangi wydarzenia urosła dzisiaj informacja, że... trener Łukasz Tomczyk nie straci posady bez względu na wynik.
Puchar Polski. Wymiana ciosów w boju o finał. Najpierw koncert gości, potem potrójna riposta Rakowa
Pierwsza odsłona w wykonaniu gospodarzy była fatalna. Lepsza klasowo drużyna niż GKS być może rozstrzygnęłaby losy awansu już do przerwy. Tu skończyło się na rezultacie 0:2.
Wynik spotkania w 21. minucie otworzył Erik Jirka. Wpadł z piłką w pole karne i mimo że momentalnie pojawiło się obok niego aż czterech defensorów, uderzył nie do obrony. Stojący między słupkami Oliwier Zych przez moment miał piłkę na rękawicy, ale ostatecznie musiał skapitulować.
Prowadzenie gości podwyższył strzałem z rzutu karnego Arkadiusz Jędrych. "Jedenastka" podyktowana została za faul na Bartoszu Nowaku, a winowajcą okazał się Oskar Repka. Jeszcze niedawno zawodnik "Gieksy".
Katowiczanie poczuli się już finalistami Pucharu Polski. I to okazało się niewybaczalnym błędem. Zaraz po rozpoczęciu drugiej połowy zostali rzuceni na kolana.
Nie minęło pięć minut po zmianie stron i mieliśmy remis 2:2! Kontaktową bramkę strzałem sprzed pola karnego zdobył Jonatan Brunes. Potem po centrze z kornera głowę przystawił idealnie Bogdan Racovitan i wszystko zaczynało się od nowa.
Ale zszokowanych piłkarzy GKS nie było już stać na kolejny zryw. Zamiast tego stracili trzeciego gola. Rzut karny zmarnował wprawdzie Brunes, ale bezbłędnie dobijał wprowadzony z ławki Lamine Diaby-Fadiga.
Kiedy arbiter doliczył do podstawowego czasu gry osiem minut, nic nie zapowiadało, że za moment rozegra się thriller. Tyle że właśnie wtedy jak spod ziemi wyrósł przed Zychem wszędobylski Adam Zrelak i strzałem z bliska doprowadził do wyrównania.
Kilka chwil później publika na stadionie w Częstochowie zamarła, gdy główny rozjemca zaczął biec w stronę monitora VAR. Chodziło o potencjalny rzut karny dla gości po starciu Racovitana ze Zrelakiem. Analiza trwała bardzo długo, ale ostatecznie... skończyła się niczym.
W dogrywce tempo spotkania mocno siadło. Żadna ze stron nie była skłonna do podjęcia ryzyka. Spektakl zamienił się w piłkarskie szachy.
Mimo to obaj bramkarze zaliczyli po jeszcze jednej kapitulacji. W 112. minucie samobójczego gola zaliczył Alan Czerwiński.Radość gospodarzy nie trwała jednak długo. Cztery minuty później sprzed "szesnastki" huknął Eman Marković i było 4:4!
W serii rzutów karnych wojnę nerwów wygrali gospodarze. Trafiali do siatki bezbłędnie od początku do końca. Po stronie rywala pudłowali Jirka i Sebastian Milewski.
Raków wraca do finału PP po trzech latach przerwy i zamierza sięgnąć po to trofeum po raz trzeci w historii. Data i arena bez zmian: 2 maja, PGE Narodowy w Warszawie.
Rzuty karne:
1:0 - Lenardo Rocha
1:1 - Jędrych
2:1 - Diaby-Fadiga
2:2 - Nowak
3:2 - Struski
3:2 - Jirka (broni Zych)
4:2 - Racovitan
4:2 - Milewski (słupek)













