Jeszcze tydzień temu był w Widzewie. Koszmarny błąd Gikiewicza. To kosztowało Zagłębie awans
W 1/16 finału Pucharu Polski na stadion Widzewa przyjechał Rafał Gikiewicz, który jeszcze tydzień temu był zawodnikiem łódzkiej drużyny. Teraz bronił dla Zagłębia Lubin i w 112. minucie popełnił koszmarny błąd, po którym łodzianie objęli prowadzenie i wywalczyli awans.

Widzew na transfery wydał ponad 30 milionów złotych i miał walczyć o europejskie puchary. W tabeli Ekstraklasy wciąż tego nie widać - jest dopiero 12. Ma już trzeciego trenera w tym sezonie. Straty w lidze nie są jeszcze duże - do czwartego miejsca traci pięć punktów.
Na razie łatwiejsze wydaje się dostanie do Europy poprzez Puchar Polski. Trener Igor Jovicević podszedł do tego zdania bardzo poważnie i przeciwko Zagłębiu wystawił niemal najmocniejszy skład.
W ekipie rywali było za to trzech zawodników w przeszłości grających w łódzkiej drużynie. Adam Radwański odszedł pięć lat temu w atmosferze skandalu - po ostatniej kolejce został uderzony przez fana. Jakub Sypek odszedł po ostatnim sezonie, bo budujący potężny skład Widzew nie widział dla niego miejsca.
Kibice jednak najbardziej pamiętają Rafała Gikiewicza, który zaledwie tydzień temu na zasadzie transferu medycznego przeszedł do Zagłębia. Po półtora roku regularnej gry okazał się już w Widzewie niechciany. Klub kupił dwóch bramkarzy i Gikiewicz stracił miejsce nawet w kadrze meczowej. W środę był w podstawowym składzie Zagłębia.
Gikiewicz wrócił na Widzew, do przerwy Zagłębie lepsze
Od początku lepiej prezentowali się goście i bez większych problemów przedostawali się pod pole karne. W 13 minucie po rzucie rożnym nikt nie pilnował Luki Lucicia, ale jego strzał głową obronił Velijko Ilic. To jednak nie był koniec akcji, bo piłka trafiła do Kajetan Szmyta. Pomocnik gości strzelił z 16 metrów, piłka odbiła się od obrońcy i wpadła do siatki. Na szczęście dla łodzian okazało się, że był spalony.
Minęła połowa pierwszej części i gospodarze nie stworzyli zagrożenia. Za to przed szansą stanął Szmyt, ale nie trafił dobrze w piłkę. W końcu w 35. minucie z prawej strony podał po ziemi, ale Zeqiri nie sięgnął piłki. Dużo lepszą okazję mieli goście. Strzał Jakuba Sypka znakomicie odbił Ilić, a dobitkę Josipa Corluki ofiarnym wślizgiem powstrzymał Michał Żyro.
Po zmianie stron lepiej zaczął grać Widzew, ale miał problemy, by stworzyć dogodną okazję. A Zagłębie właściwie każdy stały fragment wykorzystywało do tego, by wrzucać piłkę w pole karne. Przez niemal 30 minut żadnej drużynie nie udało się stworzyć bramkowej okazji. W 80. minucie podanie Ricardo Visusa, ale strzał Sebastiana Bergiera zablokował obrońca. W końcówce mocniej nacisnął Widzew. Nie potrafił jednak postawić kropki nad i. W efekcie sędzia zarządził dogrywkę.
W dodatkowym czasie pierwsi okazję mieli łodzianie, ale Fornalczyk z 16 metrów kopnął bardzo niecelnie. Wciąż gola nie było i coraz więcej wskazywało, że spotkanie rozstrzygną rzut karne.
I nadeszła 112. minuta spotkania. Z rzutu wolnego, z ponad 30 metrów mocno uderzył Bartłomiej Pawłowski. Piłka leciała w środek bramki, odbiła się od klatki Gikiewicza i przekroczyła linię bramkową. 1:0 dla Widzewa.














