Historyczny mecz III-ligowca, Raków zaskoczony. Gol w 93. min. Oto półfinaliści PP
W czwartek o godz. 13:30 rozpoczął się ostatni z ćwierćfinałów Pucharu Polski. Avia Świdnik na własnym stadionie zmierzyła się z Rakowem Częstochowa. Obie ekipy zagrały na murawie, która pozostawiała wiele do życzenia, jednak dla kibiców III-ligowego klubu i tak było to wielkie święto oraz niezapomniane widowisko. Do 93. minuty gospodarze przegrywali 0:1. W jednej z ostatnich akcji meczu sensacyjnie doprowadzili do remisu, jednak ostatecznie polegli 1:2 po dogrywce. Oto komplet półfinalistów PP.

GKS Katowice, Zawisza Bydgoszcz i Górnik Zabrze - te trzy kluby w ostatnich dniach cieszyły się z awansu do półfinału Pucharu Polski. Jasnym było, że w czwartkowe popołudnie komplet czterech ekip uzupełni Avia Świdnik lub Raków Częstochowa.
Dla III-ligowca, który na co dzień rywalizuje w IV grupie, na czwartym poziomie rozgrywkowym, tegoroczna przygoda w PP jest niezwykła. W swojej części drabinki ograł m.in. Ruch Chorzów czy Polonię Bytom. Raków natomiast rozprawił się z Cracovią i Śląskiem Wrocław, aby zameldować się w ćwierćfinale.
Raków już witał się z gąską. Gol na 1:1 w 93. minucie
Spotkanie rozpoczęło się o godz. 13:30, w słoneczny czwartek. Od razu w oczy rzucał się stan murawy na Stadionie Miejskim im. Czesława Krygiera w Świdniku, który do najlepszych nie należał. Piłkarze obu zespołów rywalizowali na żółtej, niezwykle gęstej trawie z dziesiątkami nierównych kępek. Mimo to warunki zarówno dla Rakowa, jak i Avii, były identyczne. Niepowtarzalnego klimatu dodawała... dmuchana zjeżdżalnia, którą można było dostrzec nawet w transmisji na żywo.
W pierwszych minutach spotkanie wyglądało tak, jak można było się tego spodziewać. To ekipa gości, jako przedstawiciel Ekstraklasy, zdecydowanie dłużej utrzymywała się przy piłce, kreowała sytuacje przy pomocy ataku pozycyjnego. Wszystkiemu z perspektywy trybun przyglądał się Łukasz Tomczyk. To efekt kary, jaką trener częstochowskiej ekipy za komentarze dotyczące pracy sędziów po przegranym ostatnio 3:4 meczu z Lechem.
Choć przy podaniach piłka często podskakiwała na wybojach, to Raków i tak nie rezygnował z małej gry i technicznych zagrań. Na boisku oglądaliśmy niemal "galowy garnitur" w postaci chociażby Iviego Lopeza, Oskara Repki czy Tomasza Pieńki. Z meczem szybko pożegnał się Jean Carlos. Hiszpan udał się na ławkę z kontuzją, jego miejsce zajął Adriano. Dwukrotni zdobywcy Pucharu Polski przeważali, ale nie oznacza to, że Avia nie miała swoich okazji.
Około 24. minuty żółtą kartkę za faul na Marcinie Piglu otrzymał Mitja Ilenić. Gospodarze dostali rzut wolny, tuż obok pola karnego, jednak z niezłego dośrodkowania nie padła bramka. Momentami drużyna prowadzona przez 29-letniego Wojciecha Szaconia wychodziła nieco wyżej, aby spróbować odebrać futbolówkę w środkowej części boiska. I czasami to się opłaciło.
W 38. minucie klub ze Świdnika przeprowadził świetny kontratak. Tuż zza linii szesnastki strzelał Michał Zuber. Jego uderzenie zostało zablokowane, Avia zanotowała rzut rożny, których w pierwszej połowie zebrała aż pięć. Dla porównania - faworyt przez 45 minut wykonywał ten stały fragment gry zaledwie raz. Raków wcale nie zdominował III-ligowca. Irytacja rosła wraz z kolejnymi akcjami, po których gospodarze nie mogli objąć prowadzenia. Jednocześnie "kopciuszek" grał naprawdę mądrze, kompaktowo w defensywie, blisko siebie, zasługiwał na pochwały. To długo owocowało czystym kontem z rywalem, który za moment będzie walczył o ćwierćfinał Ligi Konferencji z włoską Fiorentiną.
Przełamanie nastąpiło w piątej minucie doliczonego do pierwszej połowy czasu gry. W polu karnym Avii sprytem i siłą wykazał się Jonatan Brunes. Norweg wygrał przebitkę, po czym przytomnie, płaskim strzałem pokonał wychodzącego z bramki golkipera Avii. W ten sposób Częstochowianie objęli upragnione prowadzenie tuż przed przerwą. Tomczyk i cały sztab mogli odetchnąć z ulgą.
W drugiej części gry na boisku pojawił sięPatryk Makuch. Raków wciąż przeważał na połowie przeciwnika, jednak nie podkręcał tempa. Brakowało ruchliwości, bardziej bezpośrednich ataków. Często kończyło się na bezproduktywnych podaniach wszerz.
III-ligowiec uciekł spod topora!
W 80. minucie kibice gospodarzy byli bliscy euforii. Avia stanęła przed wyśmienitą okazją na bramkę wyrównującą. Ostatecznie na wysokości zadania stanął Kacper Trelowski, a jednocześnie w wykończeniu nie popisała się ofensywa III-ligowca. Częstochowianie nadal utrzymywali jednobramkowe prowadzenie. "Kopciuszek" miał już duże problemy ze stwarzaniem kolejnych sytuacji. Ale to nie przeszkodziło mu w strzeleniu wyrównującego gola w 93. minucie! Piłkę do siatki wpakował Dominik Zawadzki, który wszedł z ławki rezerwowych. Przymierzył technicznie, w kierunku dalszego słupka. Sen skazywanej na pożarcie Avii trwał. Chwilę później rozpoczęła się dogrywka.
W niej Raków błyskawicznie zdobył drugą bramkę. Jej autorem był Ariel Mosór. 23-latek najlepiej odnalazł się w tłoku po wykonanym rzucie rożnym. Avia walczyła, nękała rywali z Ekstraklasy kolejnymi wrzutkami, lecz do końca spotkania nie oglądaliśmy już żadnego trafienia. Zespół Łukasza Tomczyka w wielkich trudach wygrał 2:1 i został ostatnim półfinalistą.
Losowanie par półfinału Pucharu Polski odbędzie się w piątek 6 marca o godz. 12:00.














