Bałagan przed finałem Pucharu Polski. Nerwy kibiców Górnika i Rakowa
Nowy finał, stare problemy. Mimo że co roku jest duży problem z przepustowością bram wejściowych na PGE Narodowy, bramy otwierają się dopiero na dwie godziny przed meczem. Patrząc na tłumy i bardzo niską przepustowość, można domniemywać, że nie każdy kibic, który ma bilet na starcie Górnika Zabrze z Rakowem Częstochowa, zobaczy to spotkanie od pierwszych minut.

Tegoroczny finał jest inny od wcześniejszych - nie było wcześniej spotykanego przemarszu kibicowskich grup na stadion, a przed spotkaniem panuje bardzo duży spokój. Przedzierając się przez tłumy kibiców, bardzo trudno usłyszeć "zaczepne" przyśpiewki. Zarówno kibice Górnika Zabrze, jak i Rakowa Częstochowa skupiają się na swoich drużynach, jakby czując szansę na coś historycznego. Stąd choćby piosenka "Całe życie czekałem na mecz", którą zaintonowali fani wicelidera Ekstraklasy. To przeróbka ich "ligowej" przyśpiewki, która w każdy weekend zaczyna się od słów "Cały tydzień czekałem na mecz". Górnik ostatnie znaczące trofeum zdobył w 1988 roku (mistrzostwo Polski), a krajowy puchar jego piłkarze poprzednim razem podnieśli w 1972 roku. Dla większości fanów, którzy zasiądą dziś na PGE Narodowym ten mecz faktycznie może urastać zatem do rangi "życiowego".
Kibice raczej nie wejdą na czas
Niestety wielu z nich zapewne nie zobaczy spotkania od pierwszej do ostatniej minuty, bo o ile na moment powstawania tego tekstu, do rozpoczęcia meczu pozostała godzina, o tyle trudno się spodziewać, by tempo wpuszczania fanów nagle przyspieszyło. W poprzednich latach wielokrotnie spotykaliśmy się z relacjami kibiców, z których wynikało, że usiedli na swoich miejscach mniej więcej w okolicy półmetka pierwszej połowy i wszystko wskazuje na to, że nie inaczej będzie tym razem. Bramy PGE Narodowego otworzyły się o godzinie 14, mimo iż z historii wynika, że to za późno. Co ciekawe, przy meczach reprezentacji Polski stadion też otwiera się na dwie godziny przed spotkaniem, ale wszystko idzie sprawniej - być może z racji "innego profilu" kibiców. Mecze z barwami klubowymi zawsze wzbudzają większe poczucie ryzyka, że coś się może stać.
Sami kibice nie dają powodu, by czegokolwiek się obawiać. Fani Rakowa i Górnika mieszają się ze sobą, ale nie dochodzi do żadnych scen, których wolelibyśmy nie oglądać. Optycznie przewaga Zabrzan jest mocno widoczna, co nie uchodzi uwadze także kibiców Rakowa. Idąc w kierunku właściwej bramy, słyszałem słowa chłopca w czerwonej koszulce Częstochowian: - Tato, tu są sami "biali" (takie koszulki dominują dziś wśród kibiców Górnika).
Cezary Kulesza nie obejrzy finału ze stadionu
Do małego bałaganu doszło też na sektorze VIP - aczkolwiek tu bez winy PZPN. Okazało się, że meczu nie zobaczy Cezary Kulesza, który utknął w Kanadzie. Prezes piłkarskiego związku przebywał w Vancouver na kongresie FIFA wraz z pozostałymi członkami polskiej delegacji, przebywał już w samolocie oczekującym na start. Wówczas pasażerowie otrzymali informację, iż jeden z samolotów musiał zawrócić z powodu usterki mechanicznej. Z tego powodu na dłuższy czas został wstrzymany ruch na pasie startowym, z którego miał wylecieć samolot do Toronto, gdzie przedstawicieli PZPN czekała przesiadka do Warszawy. Z racji opóźnienia, samolot do Polski odleciał bez nich.















