Awans wywalczony w kwadrans. Hiszpańsko-portugalski popis w Puławach
To był kwadrans, który wstrząsnął drugoligową Wisłą Puławy. W tym czasie w meczu 1/16 finału Pucharu Polski ekstraklasowy Widzew wbił gospodarzom cztery gole. Po dwa razy trafili Fabio Nunes z Jordim Sanchezem i choć łodzianie przez ponad pół godziny grali w osłabieniu to pewnie awansowali do kolejnej rundy.

W pierwszej rundzie Widzew bez kłopotów poradził sobie z trzecioligową Concordią Elbląg. Wisła sprawiła niespodziankę, bo pokonała pierwszoligowego Chrobrego Głogów. To jednak łodzianie byli faworytem, mimo że trener Daniel Myśliwiec wystawił skład złożony w dużej mierze ze zmienników.
Zobacz również:
Dla gospodarzy była to pierwsza okazja od sześciu lat, by gościć zespół z ekstraklasy. W 2017 roku do Puław przyjechała Legia Warszawa i wygrała w pucharze 4:1. 34 lata temu Wisła mierzyła się z Widzewem w Pucharze Polski 0:1
Wystarczyła dobra gra przez kwadrans
Po pierwszych dwudziestu minutach można było powiedzieć, że to gospodarze grają nie w drugiej lidze, a w ekstraklasie. Od początku rzucili się na Widzew i wysokim pressingiem zmusili do błędów. Gdyby potrafili je wykorzystać, mogli strzelić trzy bramki.
Najpierw bramkarz Jakub Szymański podał tak, że rywal przejął piłkę, ale Janusz Nojszewski źle odegrał i młody bramkarz naprawił błąd. Pomyłki zdarzały się także bardziej doświadczonym zawodnikom jak kapitanowi drużyny. Mało brakowało, by Patryk Stępiński strzałem głową pokonał własnego bramkarza. Po kolejnym błędzie strzał Nojszewskiego z trudem odbił Szymański.
I za chwilę Widzew w końcu wcielił się w rolę drużyny ekstraklasy, która gra z drugoligowcem. W ciągu kwadrans wbił puławianom cztery bramki. Zaczął Fabio Nunes, potem dwa gole wbił Jordi Sanchez i ponownie trafił Portugalczyk. Łodzianie zupełne wybili z głowy grę w piłkę rywalom.
Łodzianom było mało też po przerwie. Trener Myśliwiec zrobił aż cztery zmiany i szybko przed okazję stanął Fran Alvarez, ale jego mocny strzał zablokował obrońca. Gospodarze walczyli o honorową bramkę i mieli okazję. Najpierw strzał Dawida Kołtańskiego z rzutu wolnego odbił Szymański, a po chwili po rzucie rożnym strzelił Reltewski, ale znów piłka nie wpadła.
Sytuacja nieco zmieniła się w 54. minucie, kiedy Ciganiks zobaczył drugą żółta, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Łodzianie ponad półgodziny musieli więc grać w osłabieniu. I Wisła miała okazje. Mocno strzelali Kołtański i Jan Flak, ale Szymański świetnie bronił.
W końcu gospodarzom udało się zdobyć gola. W 73. minucie z bliska trafił Jan Flak, ale więcej puławianie nie byli w stanie zdziałać.










