Wojciech Szczęsny mocno odpowiedział ojcu. O tym wpisie było przed laty głośno
Relacje między Maciejem Szczęsnym a jego synem, Wojciechem, od dawna pozostają, najkrócej rzecz ujmując, napięte. Panowie - z inicjatywy Wojciecha - nie utrzymują ze sobą bezpośredniego kontaktu, ale nawet mimo tego faktu w przeszłości doszło do pewnego bardzo głośnego tarcia między nimi. Punktem wyjścia była tu krytyka... Arsene'a Wengera.

Wojciech Szczęsny zerwał ze swym ojcem kontakt we wrześniu 2013 roku - przez lata powody tej decyzji pozostawały dla szerszej opinii publicznej niejasne, aż więcej światła na sprawę rzucił dokumentalny film o "Teku", który swoją premierę miał w roku 2025.
Ja mam wrażenie, że moja rodzina jest dzisiaj w komplecie. I kurczę, w tym komplecie nie ma Macieja Szczęsnego
Mimo wszystko w 2015 roku, a więc już długo po wielkim tąpnięciu we wzajemnej relacji obu panów, doszło między nimi do poważnego, publicznego zgrzytu. By zrozumieć całą sytuację, trzeba cofnąć się do pewnego zimowego popołudnia...
Maciej Szczęsny uderzył w Arsene'a Wengera. Jego syn stanął w obronie szkoleniowca. "Idiotyczne komentarze"
Dokładnie 1 stycznia 2015 r. londyński Arsenal - którego barwy reprezentował wówczas "Szczena" - przegrał 0:2 z Southampton. Golkiper w ramach odreagowania po potyczce zapalił w szatni papierosa, co koniec końców nie umknęło uwadze trenera Arsene'a Wengera, mimo że ten nie przyłapał bezpośrednio swojego podopiecznego na tym uczynku.
Ostatecznie incydent ten w pewien sposób okazał się punktem zwrotnym dla kariery Polaka na Emirates. Szczęsny został ukarany odsunięciem od pierwszego składu i potem nie był w stanie odzyskać swego dawnego miejsca w hierarchii bramkarskiej. Potem trafił też na wypożyczenie do AS Roma.
Po kilku miesiącach od meczu ze "Świętymi", w momencie, gdy "Tek" pełnił już funkcję "żelaznego rezerwowego", jego ojciec we wpisie na blogu postanowił skrytykować Wengera.
"Pan Wenger nie zalicza się do osób lojalnych. Nie zawsze dotrzymuje słowa i jest do końca szczery. Natomiast bardzo chętnie twierdzi, że na klapach jego marynarki jest popiół z czyjegoś papierosa podczas, gdy w rzeczywistości to jego własny łupież" - padło m.in. w tekście, a słowa te odbiły się szerokim echem zarówno w Polsce, jak i Anglii.
Sam Szczęsny junior zripostował te stwierdzenia w mediach społecznościowych dokładnie 29 maja 2015 r. Dla kontekstu - nazajutrz "Kanonierzy" grali finał Pucharu Anglii z Aston Villą, a w rozgrywkach tych "Tek" mimo wszystko dalej był "jedynką" londyńskiego klubu.
"Naprawdę nie powinienem zajmować się takimi rzeczami na dzień przed finałem pucharu, ale mój ojciec nie zostawił mi wyboru. Nie rozmawiałem z nim od ponad dwóch lat i tak jak wszyscy inni mam dość jego idiotycznych komentarzy na temat klubu i menedżera, którym zawdzięczam tak wiele! Toteż proszę nie uważać jego komentarzy za tożsame z moimi poglądami. Dziękuję za zrozumienie!" - stwierdził ówczesny zawodnik "The Gunners".
Arsenal wygrał tamten finał zdecydowanie, bo 4:0, a Wojciech Szczęsny - mimo wspomnianego zamieszania - nie uległ dekoncentracji i zachował czyste konto.












