Szykuje się sensacyjny spadek? Tego w historii piłki nożnej jeszcze nie było
W 34. kolejce Premier League naprzeciw siebie stanęły dwie ekipy, które są mocno zaangażowane w walkę o utrzymanie w lidze. Spotkanie na King Power Stadium pomiędzy miejscowym Leicester City a Evertonem zakończyło się podziałem punktów. Wynik 2:2 nie jest jednak satysfakcjonujący dla żadnej ze stron. W następnych meczach "Lisy" i "The Toffees" będą kontynuować starania o uniknięcie degradacji do Championship.

W pierwszej połowie tego spotkania nie można było narzekać na brak emocji. Łącznie padły w niej aż trzy bramki, ale piłkarze obu drużyn mogli strzelić ich jeszcze więcej. W dziewiątej doliczonej minucie James Maddison zmarnował rzut karny. Mimo to do przerwy "Lisy" prowadziły 2:1 po golach Caglara Soyuncu i Jamiego Vardy'ego. Autorem jedynej bramki dla "The Toffees" był Dominic Calvert-Lewin.
Przed zmianą stron doszło również do niebezpiecznego zdarzenia z udziałem jednego z najbardziej zasłużonych piłkarzy w ekipie Evertonu. Seamus Coleman doznał kontuzji i opuścił boisko na noszach. Gdy kapitan "The Toffees" był znoszony, pokazał w kierunku kibiców uniesiony kciuk, zapewniając, że sytuacja z jego zdrowiem nie jest tragiczna.
Remis w meczu o utrzymanie w Premier League
W 54. minucie drużyna Leicester City mogła bardzo pożałować zmarnowania "jedenastki" przez Jamesa Maddisona. Właśnie wtedy Alex Iwobi zdobył wyrównującego gola i dał swojej drużynie nadzieję na zwycięstwo. Nigeryjczyk przez cały sezon był jedną z wyróżniających się postaci w zespole Evertonu i w kluczowym momencie ponownie stanął na wysokości zadania.
Gol Alexa Iwobiego był ostatnim w spotkaniu na King Power Stadium. Spotkanie Leicester City - Everton zakończyło się wynikiem 2:2, co sprawia, że walka o utrzymanie w Premier League z udziałem tych dwóch zespołów zapowiada się niezwykle emocjonująco. Aktualnie w lepszej sytuacji znalazły się "Lisy", jednak różnica pomiędzy nimi a Evertonem jest mikroskopijna.
W następnej kolejce angielskiej Premier League Leicester City zmierzy się ze stołecznym Fulham, który w tym momencie gra już "o nic" - nie liczy się w walce o europejskie puchary i nie grozi mu spadek do Championship. Everton Seana Dyche'a czeka o wiele trudniejsze zadanie w postaci wyjazdowego meczu z Brighton & Hove Albion.
W tym momencie "Lisy" z 30 punktami w dorobku zajmują bezpieczne 16. miejsce w tabeli ligi angielskiej. Everton natomiast uzbierał tylko o jeden punkt mniej, ale plasuje się na 18. lokacie i do następnej kolejki przystąpi ze strefy spadkowej.
Spadek którejkolwiek z tych dwóch drużyn byłoby dość dużą sensacją z perspektywy historycznej. Everton jest jednym z sześciu klubów, który nigdy w swojej historii nie poznał smaku degradacji (poza nim Manchester United, Tottenham Hotspur, Arsenal, Chelsea i Liverpool). Leicester City natomiast w sezonie 2015/16 święciło zdobycie tytułu mistrzowskiego. Bieżący sezon w ich wykonaniu to dowód na to, że osiem lat to w piłce nożnej niczym wieczność.
Zobacz również:











