Szalony spektakl z Manchesterze. Osiem goli w "Teatrze Marzeń". Dramatyczne zwroty akcji
Zwieńczenie 16. kolejki Premier League było iście spektakularne. W meczu Manchester United - AFC Bournemouth padło aż osiem goli, a ozdobą meczu było bez wątpienia piękne trafienie z rzutu wolnego Bruno Fernandesa. Ostatecznie żadna z drużyn nie może czuć się w pełni zadowolona z wyniku, który padł na Old Trafford.

Za nami niesamowity mecz zamykający 16. kolejkę angielskiej Premier League. Strzelanie goli na Old Trafford rozpoczęło się już w 13. minucie, a na listę strzelców wpisał się Amad Diallo.
Manchester United prowadził dość długo, ale w 40. minucie Antoine Semenyo pokazał, że nadal prezentuje bardzo wysoką formę. Dał "Wisienkom" bramkę wyrównującą, ale ten wynik goście byli w stanie utrzymać tylko przez kilka minut.
W doliczonym czasie Bruno Fernandes zanotował ładną asystę przy golu Casemiro. Piłka spadła na głowę Brazylijczyka a ten skierował ją do siatki przy bliższym słupku. Interwencja bramkarza Bournemouth była bardzo niefortunna.
Rollercoaster w "Teatrze Marzeń". Szalona wymiana ciosów
Po zmianie stron goście od razu ruszyli do ataku. Najpierw gola zdobył Evanilson, który bardzo precyzyjnym strzałem po ziemi tuż przy słupku pokonał bramkarza Manchesteru United.
Chwilę później Tavernier wykorzystał bardzo złe ustawienie muru Manchesteru United oraz nieporadność jego bramkarza Senne Lammensa. Nie był to bardzo trudny do obrony strzał, ale mimo to piłka zatrzepotała w siatce.
Manchester United przegrywał 2:3, ale szybko wziął się w garść. W 77. minucie gospodarze otrzymali rzut wolny po zagraniu ręką. Piłkę niedaleko pola karnego ustawił Bruno Fernandes. Strzał Portugalczyka był po prostu fenomenalny.
Portugalczyk uderzył w kierunku dalszego słupka i trafił w samo okienko bramki. Po tym ciosie Bournemouth było wyraźnie zamroczone, a po chwili straciło kolejnego gola. Tym razem na listę strzelców wpisał się Matheus Cunha. Było już 4:3 dla "Czerwonych Diabłów".
To jednak nie był koniec strzelania goli w tym meczu. W 84. minucie Senne Lammens wpuścił bramkę numer "4". Eli Junior Kroupi otrzymał piłkę w polu karnym i bez zastanowienia kopnął w kierunku bramki lewą nogą. Bramkarz Manchesteru United nie był w stanie obronić tego uderzenia i mieliśmy już ośmiobramkowy remis.
W doliczonym czasie AFC Bournemouth miało jeszcze jedną doskonałą okazję na strzelenie gola na wagę zwycięstwa. Piłkę po strzale "szczupakiem" Davida Brooksa tym razem doskonale odbił Senne Lammens. Tym samym bramkarz United odkupił swoje winy. Ta sytuacja z 96. minuty mogła zmienić losy meczu.
Więcej goli w tym meczu już nie padło, choć kilka razu w doliczonym czasie było naprawdę blisko. Ostatecznie "Czerwone Diabły" i "Wisienki" podzieliły się punktami po szalonym widowisku.












