Z każdym tygodniem wracają do gry coraz to poważniejsze piłkarskie rozgrywki. Niebawem wystartuje również uznawana za najlepszą ligę świata angielska Premier League. I choć do rozpoczęcia pozostał jeszcze niemal tydzień, to wszyscy kibice brytyjskiego futbolu z ogromną ciekawością spoglądali w kierunku niedzielnego starcia o Tarczę Wspólnoty. W nim zmierzyli się ze sobą mistrz Anglii - Arsenal, a także zwycięzca pucharu Anglii - Manchester City.
Rywalizacja zaczęła się od razu "z wysokiego c". Po składnej akcji sporo miejsca w środku pola miał Myles Lewis-Skelly. Pomocnik Arsenalu świetnym podaniem odnalazł Riccardo Calafioriego, dzięki czemu Włoch znalazł się sam na sam z Gianluigim Donnarummą. Boczny obrońca uderzył po ziemi na bliższy słupek, czym zupełnie zmylił swojego rodaka. Po zaledwie 25. sekundach mistrzowie Anglii prowadzili 1:0.
Trafienie to spowodowało, że "Obywatele" chcieli szybko odrobić straty. Spotkanie toczyło się w pewnej chwili od bramki do bramki z całkowitym ominięciem środkowej linii. Mimo to do konkretów nie doszło. Swoich stałych fragmentów gry nie wykorzystali również "Kanonierzy". Znani z licznych goli po rzutach rożnych tym razem do bramki nie trafili.
Do 20. minuty najgroźniejszą sytuacją zespołu Enzo Maresci był strzał z dystansu Phila Fodena. Wtedy jednak na wysokości zadania stanął David Raya, który sparował piłkę w odpowiednie miejsce. Po chwili "cios" wyprowadzili mistrzowie Anglii. Z prawej stronie wrzucał Martin Odegaard, a głową idealnie futbolówkę zgrał debiutant - Christos Tzolis. Z jego serwisu skorzystał Kai Havertz, który także głową pokonał interweniującego Donnarummę.
W 40. minucie dać o sobie znał Erling Haaland. Norweski snajper był niekryty w okolicach 11. metra w polu karnym rywali, lecz nie wykorzystał podania Jeremy'ego Doku i uderzył wprost w hiszpańskiego golkipera Arsenalu. W ten sposób do przerwy 2:0 prowadzili piłkarze Mikela Artety.
Nokaut w meczu o Tarczę Wspólnoty. Haaland i spółka bez szans
Druga część meczu bliźniaczo przypominała pierwszą. Z lewego skrzydła doskonałym podaniem popisał się wspomniany już Tzolis, a adresatem okazał się Odegaard. Ten już samym przyjęciem sprawił, że minął linię obrony "The Citizens". Z kilku metrów poczekał na ruch golkipera rywali i gdy ten w ciemno rzucił się w lewo, to postanowił uderzyć w prawo. Było 3:0.
Po tym golu intensywność meczu znacznie spadła. Spotkanie zamieniło się trochę w piłkarskie szachy, a częściej mogliśmy oglądać podania wszerz boiska. W okolicach 64. minuty "Kanonierzy" mogli prowadzić już 4:0. Pojedynek z Gvardiolem na prawej stronie wygrał Bukayo Saka. Anglik zamiast podać zdecydował się na strzał, lecz jedynie w boczną siatkę.
Ostatnie minuty meczu toczyły się pod dyktando Arsenalu. Mistrzowie Anglii kontrolowali wydarzenia na murawie i nie dawali Manchesterowi stworzyć żadnych dogodnych sytuacji. Nic nie zmieniły nawet liczne zmiany w obydwu zespołach. Gra zwyczajnie nie porywała kibiców.
Finalnie na obiekcie Principality Stadium w Cardiff nic się nie zmieniło. Arsenal pokonał Manchester City 3:0 i zdobył pierwsze w tym sezonie trofeum - Tarczę Wspólnoty. Bez wątpienia jest to kapitalny początek rywalizacji dla "Kanonierów". I pewnego rodzaju przedsmak tego, co czeka nas na boiskach angielskiej Premier League.
















