Mistrzowie Anglii za burtą. 0:3 na Anfield. Już śpiewają o zwolnieniu trenera
Kryzys Liverpoolu nie ma końca. Zgodnie z przewidywaniami trener Arne Slot na mecz z Crystal Palace wystawił rezerwową jedenastkę, co jest standardowym manewrem największych zespołów we wczesnych fazach EFL Cup. Trudno jednak kibicom "The Reds" zaakceptować fakt, że po raz dziesiąty z rzędu zespół nie zachował czystego konta, przegrał szóste spotkanie na przestrzeni siedmiu i pożegnał się z rozgrywkami na własnym stadionie. Kluczowy był dublet Ismaili Sarra tuż przed przerwą.

Coś w Liverpoolu wyraźnie się popsuło. Wyliczanka porażek jest długa - 0:1 z Galatasaray, 1:2 z Chelsea i Manchesterem United, 2:3 z Brentfordem oraz 1:2 i 0:2 z Crystal Palace. Ten ostatni mecz miał miejsce w środowy wieczór. "The Reds" nie potrafią wyjść z dołka i na Anfield odpadli z Pucharu Ligi Angielskiej.
Arne Slot zastosował rotacje w składzie, co nie dziwiło, biorąc pod uwagę wczesną fazę rozgrywek. W jedenastce pojawili się Woodman (debiut), Kerkez, Robertson, Gomez, Endo, Ramsay, Ngumoha, Mac Allister, Nyoni, Morrison i Chiesa. Było to więc zestawienie pełne tych, którzy na co dzień są rezerwowymi.
W pierwszym kwadransie mistrzowie kraju nieznacznie, ale dominowali, pierwsze strzały oddali Ngumoha, Morrison i Chiesa. Po 30. minucie goście obudzili się i szybko zagrozili bardziej utytułowanemu rywalowi. Ismaila Sarr w 33. i 37. minucie próbował pokonać golkipera, ale dopiął swego dopiero tuż przed przerwą.
Cierpliwość kibiców Liverpoolu wystawiona na próbę. Zespół odpadł z Pucharu Ligi
Ustrzelił dublet w 41. i 45. minucie. Najpierw wykorzystał złe wybicie Gomeza i Robertsona (czyli tych bardziej doświadczonych), a następnie wraz z kolegami pięknie rozmontował defensywę, kończąc efektowną wielopodaniową akcję. Oznacza to, że czempioni Anglii czekają na zachowanie czystego konta od 14 września i wygranej 1:0 z Burnley.
"Ten mecz to żart z kibiców. Bilety powinny być za symbolicznego funta" - pisał po pierwszej połowie jeden z polskich kibiców Liverpoolu. Druga część na pewno nie przegoniła tej myśli z jego głowy. Gospodarze grali fatalnie, oddali w niej ledwie jeden strzał. Od 79. minuty grali w osłabieniu po czerwonej kartce Nallo za faul na ostatnim zawodniku. Dzieła zniszczenia dopełnił pod koniec Yeremy Pino.
Terminarz nie sprzyja ekipie Slota - mimo że następne dwa mecze zagrają także na Anfield, to przyjezdnymi będą odpowiednio rozpędzona Aston Villa i uskrzydlony zwycięstwem w El Clasico Real Madryt. Potem nie będzie lepiej, "Czerwoni" pojadą na stadion Manchesteru City. Dopiero później rywale będą teoretycznie nieco słabsi (Forest, PSV, West Ham), ale dziś dla Liverpoolu chyba nie istnieje żaden łatwy oponent.
Na trybunach można było usłyszeć już "sacked in the morning" ("zwolniony jutro rano"). To znana przyśpiewka i zarazem przekaz dla trenera, że robi się nieciekawie.













