Kuriozum w Premier League. Szał i czerwona kartka, ruszył na kolegę z drużyny
Żaden z sympatyków angielskiego futbolu zasiadający w poniedziałkowy wieczór do oglądania meczu Manchester United - Everton nie mógł się spodziewać tego, jakie sceny stanie się świadkiem. Po zaledwie kilkunastu minutach gry z boiska wyleciał Idrissa Gueye i nie byłoby w tym nic szczególnego gdyby nie fakt, że czerwoną kartkę obejrzał on po... ataku na swojego kolegę z zespołu.

Poniedziałkowy wieczór przyniósł dokończenie rywalizacji w 12. kolejce Premier League w postaci starcia na Old Trafford, gdzie Manchester United podjął drużynę Evertonu. Dla "The Toffees" spotkanie to było o tyle ważne, że stanowiło ono szansę na doskoczenie do "Czerwonych Diabłów" w tabeli rozgrywek, bowiem oba zespoły dzieliły tylko trzy punkty.
Początkowo nic nie zapowiadało, że w trakcie rywalizacji wydarzy się coś mocno nietypowego, ale gdy powoli mijał pierwszy kwadrans gry oczom kibiców zgromadzonych w "Teatrze Marzeń" ukazała się absolutnie kuriozalna scena.
Premier League: Idrissa Gueye wyrzucony z boiska za... atak na kolegę z drużyny
W 13. minucie doszło do spięcia między Idrissą Gueye'em a Michaelem Keane'em - podkreślmy, piłkarzami jednej drużyny - w wyniku którego obaj gracze najpierw zaczęli na siebie krzyczeć, a potem... przeszli do rękoczynów.
Najpierw Keane odepchnął Gueye'a i choć było to mocno nieeleganckie zachowanie, to kolejną granicę przekroczył już Senegalczyk, który... spoliczkował Anglika. Arbiter główny spotkania, Tony Harrington, widział wszystko jak na dłoni i natychmiastowo pokazał pomocnikowi bezpośrednią czerwoną kartkę.
Na tym zapewne się jednak nie skończy - po takim wybryku angielska federacja prawdopodobnie zawiesi zawodnika rodem z Afryki na więcej niż jedno spotkanie, nie mówiąc tu o stosownej karze finansowej...
Everton nawet w osłabieniu zdołał wyjść na prowadzenie
Co ciekawe gra w osłabieniu nie zdeprymowała jakoś specjalnie Evertonu - podopieczni Davida Moyesa jeszcze przed przerwą zdobyli gola na 1:0, a to wszystko dzięki trafieniu Kiernana Dewsbury-Halla. Ten miły akcent jednak zapewne nie sprawił, że w przerwie w szatni atmosfera nie była naprawdę gęsta...
Niemniej - "The Toffees" utrzymali skromne prowadzenie do końca i w ten sposób zgarnęli komplet punktów.












