Łukasz Fabiański po wyjeździe z Polski spędził na Wyspach Brytyjskich aż 18 lat. Były bramkarz reprezentacji Polski w tym czasie reprezentował trzy kluby, a ostatnie lata swojej kariery spędził w West Ham United. Fabiański barwy "Młotów" bronił od 2018 roku, będąc przez kolejnych pięć sezonów podstawowym bramkarzem zespołu.
Sytuacja zaczęła się zmieniać przez ostatnie dwa lata. Szkoleniowcy West Hamu chętniej zaczęli stawiać na Francuza Alphonse'a Areolę, a Polak stracił niezaprzeczalny status bramkarza numer jeden. Wreszcie nadszedł moment, w którym trzeba było powiedzieć pas. Wraz z końcem sezonu 2024/25 Fabiański postanowił odejść z West Hamu.
Londyński klub zadbał o to, by pożegnać swoją wieloletnią gwiazdę w godny sposób. Pojawił się jednak pewien zgrzyt, o którym było głośno. Wydawało się, że ostatni domowy mecz poprzedniego sezonu z Nottingham Forest będzie dla Fabiańskiego idealny, by podziękować swoim kibicom za lata wsparcia. Trener Londyńczyków postanowił pokrzyżować te plany i nie pozwolił Polakowi zagrać ani minuty. Co prawda ten błąd został naprawiony w kolejnym tygodniu, lecz pożegnanie z klubem na stadionie rywala to już nie to samo.
Problemy West Hamu na starcie sezonu. Bez Fabiańskiego wszystko idzie nie tak, jak powinno
Już bez Fabiańskiego, który wciąż nie znalazł nowego klubu, West Ham United rozpoczął kolejny sezon Premier League. I już po dwóch kolejkach można mówić o potężnym falstarcie. W zeszłym tygodniu na inaugurację zmagań "Młoty" przegrały aż 0:3 z Sunderlandem - beniaminkiem wskazywanym przez wielu jako głównego kandydata do spadku z ligi. W następnej kolejce poprzeczka poszła zdecydowanie w górę, a efekt tego był jeszcze bardziej druzgocący.
Zaczęło się kapitalnie. W 6. minucie po fenomenalnym strzale z dystansu Lucasa Paquety gospodarze nieoczekiwanie wyszli na prowadzenie w derbowym starciu z Chelsea. Po dziewięciu minutach wynik meczu strzałem głową wyrównał Joao Pedro, lecz już w 18. minucie West Ham ponownie wyszedł na prowadzenie. Chociaż na moment. Po małym zamieszaniu w polu karnym futbolówkę do bramki skierował Niclas Fullkrug. Niemiec w tej sytuacji zrobił wszystko tak, jak należy, jednak chwilę wcześniej na pozycji spalonej znalazł się dogrywający piłkę Jean-Clair Todibo.
Można powiedzieć, że na tym pozytywy ze strony gospodarzy się zakończyły. Chelsea sprawnie wrzuciła wyższy bieg i do przerwy prowadziła 3:1 dzięki trafieniom Pedro Neto i Enzo Fernandeza. Po przerwie było jeszcze gorzej, a fatalnie w bramce West Hamu spisywał się sprowadzony latem z Leicester City Mads Hermansen. Duński bramkarz fatalnie zachował się przy dwóch kolejnych dośrodkowaniach z rzutu rożnego, w efekcie czego "The Blues" w przeciągu czterech minut strzelili kolejne dwie bramki. Pomyłki golkipera gospodarzy bezlitośnie wykorzystali Moises Caicedo oraz Trevoh Chalobah.
West Ham United przegrywając 1:5 w derbowym spotkaniu z Chelsea zakopał się na dnie ligowej tabeli. Jeśli chodzi o sytuację w tabeli, to ciężko po dwóch kolejkach wyrokować coś konkretnego. Problemem jest postawa na boisku podopiecznych Grahama Pottera. Zaledwie jedna strzelona bramka przy aż ośmiu straconych wygląda bardzo blado. "Następca Fabiańskiego" spisuje się kiepsko od samego początku, a alternatywą wydaje się być jedynie wysłużony Areola.
Zobacz również:















