Gigant wielkim pośmiewiskiem. Oni mogą spaść z ligi. Sensacja dekady coraz bliżej
W 29. kolejce Premier League Tottenham Hotspur doznał kolejnej porażki. Tym razem Spurs polegli 1:3 z Crystal Palace w derbach Londynu. Ta przegrana zbliża "Koguty" do strefy spadkowej. Biorąc pod uwagę tylko 10 ostatnich kolejek w Premier League, żadna drużyna nie zaprezentowała się aż tak fatalnie jak Tottenham. Jeśli ten klub spadnie do Championship, będzie to sensacja deklady na Wyspach Brytyjskich.

Te derby Londynu od samego początku były meczem ostrym. Obfitującym w agresywne faule. Wystarczy powiedzieć, że sędzia Andrew Madley do 25. minuty pokazał trzy żółte kartki.
Co ciekawe, jako pierwszy strzelanie rozpoczął Tottenham Hotspur - wcześniejszy gol Crystal Palace autorstwa Ismaili Sarra został nieuznany. Bramkę, już prawidłową, zdobył Dominic Solanke.
Problemy Tottenhamu miały się jednak dopiero zacząć. W 37. minucie meczu Micky van de Veen popełnił fatalny błąd - mocno pociągnął do tyłu za lewą rękę wychodzącego "sam na sam" z bramkarzem Ismailę Sarra.
Sędzia nie dość, że podyktował rzut karny dla Crystal Palace, to jeszcze wyrzucił holenderskiego obroncę z czerwoną kartką. Po chwili "jedenastkę" na gola zamienił sam faulowany.
Jeszcze przed przerwą stołeczne "Orły" dorzuciły dwa gole. Na listę strzelców w doliczonym czasie gry wpisywali się: Jorgen Strand Larsen i ponownie Ismaila Sarr. Pierwsza połowa zakończyła się wynikiem 1:3 z perspektywy gospodrzy.
Zanosiło się na to, że w drugiej połowie gole będą padać dalej. Tottenham Hotspur zaczął grać jednak o wiele bardziej świadomie i poprawił swoją organizację. Palace natomiast nie wykazywało wielkiej chęci do ataku. Nie można powiedzieć, że włączyło tryb ekonomiczny, ale nie była to chęć zdobycia gola na 4:1 za wszelką cenę.
Tottenham nad przepaścią. Coraz bliżej spadku. To byłaby sensacja dekady w Premier League
Tottenham ostatecznie przegrał to spotkanie 1:3 i tym samym znalazł się zaledwie punkt nad strefą spadkową. W tym momencie degradacja "Kogutów" z Premier League jest bardzo realna.
Spadek Tottenhamu z Premier League byłby bez wątpienia sensacją dekady. Jest to bowiem jeden z największych i najbogatszych klubów w Europie. Posiadający jeden z najnowocześniejszych stadionów piłkarskich świata. Co roku znajdujący się raczej w czołówce tabeli - zresztą nadal jest uczestnikiem Ligi Mistrzów, gdzie zmierzy się z Atletico Madryt w ramach 1/8 finału.
Ostatnią wielką sensacją w Premier League było zdobycie tytułu mistrzowskiego przez Leicester City. Od tamtego wydarzenia latem minie dokładnie 10 lat. To by oznaczało, że w Anglii co dekadę musi wydarzyć się coś nieprawdopodobnego.
Tottenham nadal jest "nad kreską", ale w tym momenci jest to najgorzej grający zespół w całej Premier League. Jeśli Spurs szybko nie poprawią swojej gry, spadną do Championship, co będzie oznaczać dla nich finansową tragedię - spadek przychodów o ok. połowę. W obliczu konieczności utrzymania tak drogiego stadionu, byłby to istny kataklizm.
W tym sezonie Tottenham Hotspur jest najgorzej punktującą drużyną na własnym stadionie. Spurs zdobyli 10 punktów w 15 spotkaniach. Równie fatalne jest tylko Burnley, które prawdodpodbnie spadnie z ligi.
Pod względem tylko 10 ostatnich kolejek Tottenham plasuje się na ostatnim miejscu w Premier League. "Koguty" zdobyły w tym okresie tylko 4 punkty.
Wiele wskazuje na to, że już niedługo Igor Tudor, który przecież dopiero co zastąpił Thomasa Franka na tym stanowisku, zostanie pozbawiony posady trenera pierwszej drużyny Tottenhamu. Ten projekt zmierza ku absolutnej zagładzie.










