Festiwal goli na Old Trafford, hit United - Liverpool nie zawiódł. Arcyważny rezultat w klasyku
Niemalże na samo zakończenie piłkarskiego weekendu w Anglii doszło do jednego z największych futbolowych klasyków - ekipa Manchesteru United podjęła bowiem na Old Trafford swych wielkich rywali z Liverpool F.C. Hit z pewnością nie zawiódł oczekiwań - zaczął się od dwóch mocnych uderzeń "Czerwonych Diabłów", ale w drugiej połowie "The Reds" zdołali skutecznie odpowiedzieć gospodarzom po ich fatalnych błędach. Ostatecznie to MU triumfowali 3:2, choć piłkarze Arne Slota długo sami mogli myśleć o zgarnięciu kompletu punktów...

Barcelona - Real, Milan - Inter, Bayern - Borussia - kiedy myślimy o wielkich rywalizacjach piłkarskich w Europie, to bez wątpienia taki właśnie pary mogą przyjść nam na myśl. Jeśli zaś spojrzymy w tym kontekście w kierunku Anglii, to od razu nasunie nam się duet Manchester United - Liverpool F.C.
Rywalizacja tych dwóch zespołów jest absolutnie legendarna - i tak się złożyło, że kolejna jej odsłona nadeszła dokładnie 3 maja 2026 roku, kiedy to "Czerwone Diabły" podjęły "The Reds" na własnym terenie. Stawką meczu było zaś przybliżenie się do zakończenia sezonu przynajmniej na trzecim miejscu tabeli.
Grad goli w hicie Manchester United - Liverpool. Odważne ataki i wielkie błędy gigantów
Pierwszy gwizdek wybrzmiał o 16.30 i nie trzeba było przesadnie długo czekać na otwarcie wyniku - już w 6. minucie do siatki trafił Matheus Cunha, który najpierw próbował uderzenia z prawej nogi, a potem ostatecznie strzelił bramkę z nogi lewej. Brazylijczyk ruszył do swego charakterystycznego tańca i to nie był koniec radości dla MU w pierwszej połowie.
W 14. minucie na listę strzelców wpisał się bowiem Benjamin Sesko, który pokonał Fredericka Woodmana z najbliższej odległości po zagraniu Bruno Fernandesa. Słoweniec, po lekko niemrawym początku swej kariery w United, po raz kolejny udowodnił, że konsekwentne stawianie na niego przyniosło owoce.
Do przerwy wynik się nie zmienił, za to już na początku drugiej połowy podopiecznym Arne Slota udało się w końcu odpowiedzieć oponentom - w czym, co trzeba przyznać, "Czerwone Diabły" mocno im pomogły. W 47. minucie Amad Diallo - gracz, który dopiero co zameldował się na murawie - wykonał nieprzemyślane podanie, które przejął Dominik Szoboszlai. Węgier ruszył z rajdem pod bramkę United i w świetnym stylu zdobył gola kontaktowego.
Nie minęło 10 minut, a Szoboszlai dołożył też do swego gola asystę - sytuacja zaś była w ogólnym rozrachunku kuriozalna, bowiem Senne Lammens, bramkarz MU, zagrał futbolówkę... wprost do Alexisa Mac Allistera. Ten od razu zgrał do Szoboszlaia, a akcję wykończył Cody Gakpo, dając Liverpoolowi remis.
To nie był jednak koniec emocji - w 77. minucie do piłki opuszczającej pole karne gości podbiegł przytomnie Kobbie Mainoo, który trafił do siatki w obliczu ospałej reakcji obrony LFC. Było 3:2 dla Manchesteru United.
Ostatecznie wynik już się nie zmienił - zespół z Sir Matt Busby Way zgarnął trzy punkty i tym samym zrobił ważny krok w stronę zakończenia kampanii 25/26 na swoistym podium w Premier League.
Premier League. Przed Manchesterem United i Liverpoolem kolejne ciekawe spotkania
W następnej kolejce angielskiej ekstraklasy Manchester United zagra z Sunderlandem, z kolei Liverpool F.C. zmierzy się z Chelsea. "Czarne Koty" i "The Blues" wciąż wierzą w swój awans do europejskich pucharów, więc szykują się zacięte starcia - odbędą się one 9 maja.












