Fatalny błąd bramkarza, trzy gole w hicie Premier League. Szykuje się szalona końcówka sezonu
W trwającym sezonie Premier League przez długi czas wydawało się, że Arsenal jest już właściwie pewny tytułu. Sytuacja zaczęła się jednak nieco zmieniać i Manchester City włączył się do walki. Przed spotkaniem tych ekip na Etihad Stadium w ramach 33. kolejki Premier League różnica w tabeli wynosiła tylko sześć oczek. W Anglii słychać było głosy, że ten mecz przesądzi o tytule. 2:1 wygrał Manchester City, więc walka o mistrzostwo pozostaje bardziej niż otwarta.

Ostatnie sezony angielskiej Premier League zdominowane zostały przez Manchester City. Zespół Pepa Guardioli od sezonu 2022/2023 zaczął zyskiwać mocnego rywala. Do ekip "depczących po piętach" Obywatelom dołączył bowiem Arsenal. "Kanonierzy" trzy razy z rzędu zajmowali drugie miejsce w tabeli.
Ambicje w Londynie są jednak większe tym bardziej, że Arsenal miewał momenty, gdy liderował tabeli. Ostatecznie jednak zawsze kończyło się tak samo. "Kanonierzy" na tytuł czekają od 2004 roku, gdy po wodzą Arsene'a Wengera wygrali, nie przegrywając żadnego ligowego meczu.
Manchester City górą w hicie. Niepokój Arsenalu
Drużyna dowodzona przez Mikela Artetę przejęła pierwsze miejsce w tabeli po siódmej ligowej kolejce i już go nie oddała. Zmieniali się rywale za jej plecami, ale Arsenal stopniowo budował swoją pozycję. Ostatecznie o mistrzostwo kraju znów walczy z Manchesterem City.
Obywatele przed spotkaniem 33. kolejki na Etihad mieli sześć oczek straty, ale także jeden zaległy mecz. W Anglii często padały słowa, które wskazywały, że w niedzielę mogą rozstrzygnąć się losy tytułu. Gospodarze bardzo szybko mogli wyjść na prowadzenie za sprawą Cherkiego.
Jego strzał został jednak wyblokowany przez Gabriela i ostatecznie piłka trafiła w słupek, a potem w ręce bramkarza. Dziesięć minut później wątpliwości już nie było. Cherki wszedł w drybling w polu karnym, a potem lewą nogą kopnął idealnie przy słupku. Gospodarze wyszli na prowadzenie 1:0 już w 15. minucie.
Prowadzenie City nie trwało jednak długo. Kolejny raz w swojej karierze Donnaruma udowodnił, że nogami gra słabo. Włoch próbował ze spokojem wyprowadzić akcję, ale nadział się na pressing Havertza. Niemiec doskoczył do bramkarza i zablokował wybicie, a piłka zatrzepotała w siatce. To był ostatni gol w pierwszej połowie.
W drugą część rywalizacji City chciało wejść z przytupem. Z dwoma bardzo groźnymi atakami poradziła sobie defensywa City wespół z Daivdem Rayą. Kilka minut później świetnym strzałem z dystansu popisał się Eze, ale piłka zakończyła swój lot na słupku. W 66. minucie wątpliwości już nie było.
Futbolówka spadła pod nogi doskonale ustawionego w polu karnym Haalanda. Norweg złożył się do strzału z woleja i pokonał bez żadnych problemów Davida Rayę. Więcej goli już nie zobaczyliśmy, a to oznacza, że już w środku tygodnia City może stać się liderem Premier League. Potrzebuje do tego wygranej z Burnley. Arsenal już nie zależy od siebie.











