Afera po decyzji Marciniaka. I wielka zmiana stała się faktem. Teraz doszło do egzekucji
W 13. kolejce angielskiej Premier League Manchester United pokonał Crystal Palace 2:1. W pierwszej połowie "Czerwone Diabły" znajdowały się jednak w bardzo trudnej sytuacji i padły ofiarą zmiany przepisów, która nastąpiła po głośnej aferze z Szymonem Marciniakiem w roli głównej. Gdyby nie ona, rzut karny Jeana-Philippe'a Matety nie zostałby powtórzony, a anulowany. I to spotkanie mogło potoczyć się zupełnie inaczej.

W pierwszej połowie tego spotkania gospodarze mieli więcej z gry, ale przez długi czas to nie przekładało się na gole.
Manchester United jednak nie był tylko tłem dla dobrze dysponowanej drużyny Crystal Palace. "Czerwone Diabły" potrafiły przedostawać się z piłką pod bramkę gospodarzy, ale zabrakło konkretów.
W pierwszej połowie kibice byli świadkami kilku celnych strzałów na bramkę z gry, ale żaden piłka po żadnym z nich nie znalazła drogi do bramki.
Dopiero w 35. minucie sędzia podyktował rzut karny za faul Lenny'ego Yoro na Jeanie-Philippie Matecie. Francuz osobiście podszedł do strzału z 11. metra.
Piłka po jego uderzeniu trafiła do siatki, ale po chwili interweniował VAR. Powtórka potwierdziła, że Mateta nieumyślnie dwa razy dotknął piłki przy strzale z rzutu karnego.
Jeszcze do niedawna taki błąd skutkowałby anulowaniem rzutu karnego i przyznaniem piłki rywalom. Byłoby to przewinienie. Zasady jednak zmieniły się po meczu Atletico Madryt - Real Madryt w Lidze Mistrzów, po którym wybuchła wielka afera.
Wówczas Szymon Marciniak zdecydował, że kluczowy rzut karny Juliana Alvareza zostanie anulowany, ponieważ Argentyńczyk nieumyślnie dotknął piłkę dwa razy - identycznie jak Mateta.
W przypadku strzału Argentyńczyka sytuacja nie była jednak tak oczywista, jak teraz. Najbardziej szczegółowe powtórki wideo nie przekonały tych, którzy uważają, że Julian Alvarez wcale nie dotknął piłki nogą postawną, czyli lewą, zanim oddał strzał prawą.
Zmiana zasad po wielkiej aferze. Właśnie byliśmy świadkami egzekucji nowych reguł
Wówczas wybuchł skandal na cały piłkarski świat. Uznano, że jedynym słusznym rozwiązaniem będzie zmiana zasad. Odtąd w takim przypadku rzut karny jest nie anulowany, a powtarzany.
I właśnie tak stało się w Londynie. Sędzia ponownie wskazał na "wapno" zarządził powtórkę. Tej Jean-Philippe Mateta również nie zmarnował. Do przerwy Manchester United przegrywał na Selhurst Park 0:1. Doszło więc do egzekucji nowych przepisów, które zmieniły się po aferze z Szymonem Marciniakiem w roli głównej.
W 54. minucie Manchester United doprowadził do wyrównania. Gola z trudnej pozycji zdobył Joshua Zirkzee.
Niespełna 10 minut później Manchester United zdobył kolejnego gola. Bruno Fernandes tylko lekko dotknął piłkę przy rzucie wolnym niedaleko bramki strzeżonej przez Hendersona.
W tym momencie mur Crystal Palace rozpadł się, a Mason Mount znalazł małą przestrzeń między rywalami i posłał strzał na bliższy słupek. Bramkarz był całkowicie zaskoczony i nie zdążył z interwencją.












