6 goli, ostatni w 97. minucie. Emocje w Anglii. Możliwy zwrot w walce o tytuł
Manchester City przed poniedziałkowym wieczorem tracił do liderującego Arsenalu 6 punktów, ale też miał rozegrane dwa mecze mniej. Oznaczało to, że wyścig mistrzowski w pewnym sensie jest "na zero". Podopieczni Pepa Guardioli potknęli się jednak na Goodison Park. Everton może mieć wielki niedosyt, bo nie dowiózł zwycięstwa do końca.

Londyński Arsenal oczekuje na wtorkowy rewanż półfinału Ligi Mistrzów przeciwko Atletico Madryt, ale w poniedziałkowy wieczór otrzymał miłą wiadomość z krajowego podwórka. Znowu mają realną przewagę nad Manchesterem City w walce o mistrzostwo Anglii. "Obywatele" tracili do nich 6 punktów, ale mieli dwa spotkania mniej. Zagrali w poniedziałkowy wieczór przeciwko Evertonowi i tylko zremisowali.
Mecz miał specyficzny przebieg. Pierwsza połowa nie przyniosła piłkarskich fajerwerków, goście z Etihad Stadium przeważali, ale też nie zagrażali zbyt mocno bramce przeciwników. W 43. minucie jednak Erling Haaland dał o sobie znać i trafił gola "do szatni".
Pierwszy kwadrans drugiej połowy nie zapowiadał nadchodzącego "trzęsienia ziemi". Gospodarze wrzucili wyższy bieg i zaskoczyli wszystkich trzema trafieniami pomiędzy 68. a 81. minutą. Nagle zrobiło się 3:1, dublet ustrzelił Thierno Barry, cegiełkę dołożył Jake O'Brien. City nie byłoby jednak sobą, gdyby przestało wierzyć w ratowanie rezultatu. Gdy ma się takie indywidualności jak wspomniany Haaland i Jeremy Doku trzeba atakować do końca. To się opłaciło. Norweg trafił w 83. minucie, a Belg w 97. ładnym, technicznym strzałem zza pola karnego. Skończyło się więc na 3:3.
"The Toffees" mogą czuć duży niedosyt. Dwa tygodnie temu również na swoim obiekcie stracili w 100. minucie remis w derbach z Liverpoolem, przegrywając ostatecznie 1:2. Teraz znowu popsuli ostatnie fragmenty starcia.
Co to oznacza dla City w kontekście walki o tytuł? Przestaje być zależne od siebie. Jeszcze do dziś wygrywanie wszystkich meczów do końca i podtrzymanie lepszego bilansu bramkowego od "Kanonierów" dawało im trofeum. Teraz sytuacja się komplikuje i Guardiola musi liczyć na potknięcie graczy Mikela Artety w którejś z ostatnich trzech kolejek (Arsenal zagra z 18. West Hamem, 19. Burnley i 15. Crystal Palace, które w ostatniej serii gier 24 maja może potencjalnie być kilka dni po finale Ligi Konferencji).
To był więc czarny poniedziałek dla błękitnej części Manchesteru.











