Reklama

Reklama

Żona rosyjskiego oligarchy obnaża plany dygnitarzy. Tak chcieli się ratować

Zarema Salichowa, żona rosyjskiego miliardera i właściciela Spartaka Moskwa, nie gryzie się w język. Stawia druzgocącą dla Rosjan diagnozę stanu tamtejszego sportu i ze zrozumieniem podchodzi do surowych sankcji nakładanych na sportowców. Odziera ze złudzeń - jej zdaniem nie ma się co dziwić, że UEFA wyrzuca reprezentację i rosyjskie kluby piłkarskie ze swoich rozgrywek. A lepiej wcale nie będzie. Przy okazji obnaża plany rosyjskich dygnitarzy, którzy mieli liczyć, że uratują się dzięki pieniądzom, jakie Gazprom inwestuje w międzynarodowy sport.

Żona oligarchy i właściciela Spartaka Moskwa, Leonida Feduna, cieszy się w Rosji ogromna popularnością. Zarema Salichowa jest zresztą jedną z ważniejszych postaci rosyjskiego futbolu. Choć nie pełni już żadnej oficjalnej funkcji (jeszcze w zeszłym roku zasiadała w zarządzie moskiewskiego klubu), wciąż ma dużo do powiedzenia w sprawach Spartaka i w ogóle piłki nożnej. I korzysta z tego, że jej głos jest chętnie wysłuchiwany przez kibiców z Rosji.

Reklama

Po agresji Putina na Ukrainę zasłynęła ostrą oceną przyszłości rosyjskiej piłki nożnej i szerszej sportu w kontekście sankcji nakładanych za wywołanie wojny. Bez ogródek stwierdziła, że jeśli nic się nie zmieni i obcokrajowcy będą masowo opuszczać rosyjskie poletko sportowe, dojdzie do kryzysu. "Nasz statek piłkarski zatonie szybciej niż Titanic" - podsumowała.

Nie oglądałeś Ligi Mistrzów? Zobacz skróty ze wczoraj!

W innej wypowiedzi Salichowa oskarżała wysokich dygnitarzy, że ci nie robią nic, by ratować rosyjski sport. "Wciąż nie słyszeliśmy ani jednej konkretnej propozycji wsparcia rosyjskiego futbolu. Nie podjęto żadnych działań! Tyle, że wszystko jest niby w porządku: przepływ gazu i obieg waluty nie ustają" - pisała w felietonie dla Sports.ru.

Teraz znów zabrała głos. I ponownie słowami odziera ze złudzeń.

Biały Dom alarmuje: Rosja nielegalnie przetrzymuje amerykańską koszykarkę

Zarema Salichowa bezlitosna dla Rosjan. Nie dziwi się, że rosyjscy sportowcy wyrzucani są z aren międzynarodowych

Zarema Salichowa komentuje decyzję UEFA o dalszym wykluczeniu Rosjan z rozgrywek organizowanych pod swoimi auspicjami i odbieraniu organizacji sportowych imprez. Jej zdaniem już dawno można było spodziewać się takiego obrotu zdarzeń. W jej ocenie sprawa jest jasna. Rosja, przez atak na Ukrainę, uniemożliwiła Ukraińcom normalną rywalizację na arenach międzynarodowych, więc sama też nie powinna móc na nich występować.

Twierdzi, że przed rosyjskimi sportowcami "wszystkie drzwi i okna są zatrzaskiwane z hukiem" i że będzie jeszcze gorzej, ponieważ cały narodowy futbol zaczyna chylić się ku upadkowi. A rosyjski związek piłkarski nie działa w tej sprawie racjonalnie. Przy okazji żona miliardera obnaża założenia moskiewskich dygnitarzy, którzy mieli liczyć, że uratują ich pieniądze płynące z Gazpromu na konto międzynarodowej federacji. 

"Zamiast działać szybko i oszczędzać to, co można jeszcze uratować, RFU składa szaloną ofertę na organizację Euro 2028 i Euro 2032. Najwyraźniej mocno wierzyli, że Gazprom, który od 2012 roku płaci UEFA setki milionów euro w ramach umów sponsorskich, pomoże. A przynajmniej zapewni Zenitowi miejsce w europejskich rozgrywkach. Udało nam się ugrać tylko finał Ligi Mistrzów (konkretnie w Petersburgu, a nie w Łużnikach - ważny szczegół), ale i to poszło w niwecz"  - recenzuje.

Odniosła się też do jednego z koronnych argumentów Rosjan w temacie wykluczania rosyjskich sportowców. Często apelują o rozdzielenie sportu i polityki. Zdaniem Salichowej to hipokryzja i slogan używany wyłącznie wtedy, gdy jest wygodny.

Dyrektor Zenita nie zgadza się z karami UEFA i popiera własną federację

Reklama

Reklama

Reklama