Reklama

Reklama

"Zniewagi piłkarzy puściłem w niepamięć"

- Zniewagi puściłem już w niepamięć. Nie chcę ścigania oskarżonych - oświadczył w poniedziałek przed Sądem Rejonowym w Koszalinie ostatni z policjantów pokrzywdzonych, według prokuratury, przez piłkarzy: Radosława Majdana, Piotra Świerczewskiego i Jarosława Chwastka.

Policjant Janusz R. początkowo domagał się ścigania piłkarzy, ale jak powiedział w poniedziałek przed sądem, czas - jaki minął od zdarzenia - spowodował, że zmienił zdanie. Policjant potwierdził jednak, że Radosław Majdan wyzywał zatrzymujących go funkcjonariuszy.

Proces sportowców (zgodzili się na podawanie pełnych danych osobowych) toczy się przed sądem od czerwca minionego roku.

Radosław Majdan (bramkarz Polonii Warszawa), Piotr Świerczewski (obecnie Zagłębie Lubin) i Jarosław Chwastek (b. gracz Pogoni Szczecin, obecnie w IV-ligowej Gwardii Koszalin) są oskarżeni o to, że w nocy z 27 na 28 lipca 2008 r. w pensjonacie Villa Siesta w nadmorskim Mielnie (Zachodniopomorskie) przemocą zmuszać policjantów do odstąpienia od czynności służbowych, za co grozi do trzech lat więzienia, i znieważali ich, co jest zagrożone grzywną, ograniczeniem wolności lub pozbawieniem jej do jednego roku.

Reklama

Świerczewskiemu przedstawiono dodatkowo zarzut spowodowanie u jednego z funkcjonariuszy rozstrój zdrowia trwający powyżej 7 dni - piłkarz miał wykręcić mu palec prawej dłoni. Grozi za to do 5 lat więzienia.

Policjanci przyjechali do Villi Siesta na interwencję dotyczącą zakłócania ciszy nocnej przez grupę młodzieży. Ludzie ci nie byli w żaden sposób związani z piłkarzami, którzy tym czasie przebywali w pensjonacie.

Na miejscu policyjnej interwencji przypadkowo pojawił się Świerczewski. Najpierw doszło do wymiany zdań z funkcjonariuszami, a potem do szarpaniny, w której uczestniczyło łącznie sześciu policjantów i trzech piłkarzy.

Oskarżeni nie przyznają się do winy, uważają, że to oni są pokrzywdzonymi. Zgodnie twierdzą, że zajście sprowokowali policjanci agresywnym zachowaniem. Te linię obrony potwierdzają niektórzy z przesłuchanych dotychczas świadków.

Zdaniem piłkarzy na ich korzyść powinno również świadczyć nagranie z kamery monitoringu pensjonatu. Film ma być odtworzony na kolejnej rozprawie, którą wyznaczono na 1 marca.

Nagranie, zanim trafiło do akt śledztwa, zostało we wrześniu 2008 r. zaprezentowane w telewizyjnym programie "Tomasz Lis na żywo". Prokuratura zaskoczona istnieniem zapisu zdarzenia wszczęła w tej sprawie postępowanie, zakończone oskarżeniem dwóch mężczyzn - współwłaściciela Villi Siesta i technika, który montował monitoring - o utrudnianie śledztwa i składanie fałszywych zeznań.

W zeszłym roku sprawa trafiła na wokandę koszalińskiego sądu, ale już na pierwszej rozprawie została zawieszona do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia sprawy piłkarzy. Zakończenie procesu piłkarzy prawdopodobnie będzie możliwe w kwietniu. W poniedziałek sąd poinformował strony, że dopiero na początku tego miesiąca uda się przesłuchać ostatniego ze świadków, który obecnie przebywa za granicą.

Przed zamknięciem przewodu sąd musi jeszcze zapoznać się z zeznaniami mieszkającej na południu Polski rodziny O., która w nocy z 27 na 28 lipca 2008 r. wezwała policjantów do Villi Siesta. Członkowie rodziny na początku lutego mają być przesłuchani przez jeden z tamtejszych sądów. Świadkowie nie mogli się stawić przed koszalińskim sądem z uwagi na stan zdrowia, co potwierdził biegły medycyny sądowej.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy