Reklama

Reklama

Złota Piłka. Dlaczego Lewandowski nie znalazł się wśród 30 nominowanych

Przed dwoma laty był "kabaret", teraz nie ma nic. Robert Lewandowski nie powalczy o kolejną "dziesiątkę" w plebiscycie "Złotej Piłki" magazynu "France Football". Nie ma go nawet wśród trzydziestu nominowanych.

Dla najlepszego zawodnika Bayernu Monachium, mistrza Niemiec i półfinalisty Ligi Mistrzów, który w ubiegłym sezonie zdobył tytuł króla strzelców Bundesligi, to duża niespodzianka. I nie pierwsze rozczarowanie związane z tym plebiscytem. W zasadzie lepiej byłoby napisać, że "Lewemu" ze "Złotą Piłką" jest nie po drodze. Choć - gwoli sprawiedliwości - nie zawsze... z jego winy.

Przed rokiem był "dopiero" dziewiąty, mimo tego, że kolejny raz dominował w Bundeslidze i bił rekordy goli w eliminacjach do mundialu. Wystarczyło jedynie na to, aby załapać się do czołowej "dziesiątki". Nic więcej. Dwa lata temu było jeszcze gorzej, bo 16. miejsce tak rozeźliło (albo rozśmieszyło - do wyboru) naszego najlepszego zawodnika, że pozwolił sobie publicznie o tym zakomunikować. Jak pisał w mediach społecznościowych, dla niego to był "le cabaret".

Reklama

Zgryźliwy komentarz akurat w tamtym przypadku wydawał się trochę uzasadniony. Gdyby system głosowania był inny (każdy juror miał możliwość przyznawania punktów jedynie trzem kandydatom, a nie pięciu, jak dzisiaj), "Lewy" być może wypadłby lepiej. Z drugiej strony, paradoksalnie - dobrze, że przy takim systemie w ogóle dostał jakiekolwiek punkty, gdy za przeciwników miał Cristiana Ronalda, Leo Messiego i Neymara.

Tak czy inaczej, pozostał niedosyt.

Szczególnie, że nadzieje zostały rozbudzone. W 2015 roku Lewandowski zajął czwarte miejsce, ocierając się o podium. To jedyny raz, kiedy naprawdę był w czołówce najlepszych piłkarzy na świecie. W otoczeniu graczy z największych klubów ligi hiszpańskiej.

Czy również dlatego chciał tak bardzo zmienić środowisko w ostatnim okienku transferowym i przenieść się do Realu, bo uznał, że to jedyny sposób, aby jeszcze zaistnieć indywidualnie w futbolu na najwyższym poziomie? Można bowiem mówić wiele rzeczy, ale piłkarze zwykle przywiązują ogromną wagę do najbardziej prestiżowego piłkarskiego plebiscytu. Gdy przed rokiem Thomas Mueller z Bayernu nie znalazł się wśród nominowanych, to potem uparcie odmawiał rozmowy z "France Football", a napięcie redakcji z Bayernem było poważne. Właśnie z tego powodu.

Co teraz stało się z Lewandowskim? Dlaczego wypadł z gry całkowicie? Najprostsza odpowiedź - konkurencja była tak duża, że nie zmieścił się wśród nominowanych. I to w sytuacji, gdy w "30" można znaleźć ostatecznie aż 15 napastników, a szesnasty uplasował się tuż za tą listą. Nieoficjalnie wiadomo bowiem, że Romelu Lukaku walczył o "30" z jednym z piłkarzy Realu Madryt. "France Football" uzasadnia brak Polaka w taki sposób: "słabo spisywał się w meczach o dużą stawkę".

W praktyce - aż pięciu zawodników grających na podobnej pozycji znalazło większe uznanie od "Lewego". Aguero, Benzema, Cavani, Firmino oraz Kane. Czy od każdego z nich Polak miał rzeczywiście gorszy sezon? To sprawa na pewno dyskusyjna. Aguero też chciałby jak najszybciej zapomnieć o fatalnym mundialu i nawet jeśli zdobył z City mistrzostwo, to wśród strzelców Premier League był dopiero trzeci (21 goli), a w Lidze Mistrzów zakończył przygodę w ćwierćfinale. Cavani z kolei dominował w Ligue1 z PSG i zdobył kluczowe bramki w Rosji przeciwko Portugalii, ale w Lidze Mistrzów nie zaistniał. W przeciwieństwie do Benzemy (wyraźnie wygrał bezpośredni pojedynek z Lewandowskim w starciu Realu z Bayernem) oraz Firmino. A zatem - w zależności, na co zwrócimy uwagę, można znaleźć mocniejsze i słabsze punkty. Tylko obecność Kane'a nie zostawia wątpliwości - i po lidze, i po mundialu.

Ale to jeszcze nie wszystko. Z naszych informacji wynika, że Polak nie był w ogóle przedmiotem jakichkolwiek poważniejszych dyskusji w gronie dziennikarzy "FF", którzy typowali kandydatów. Thierry Marchand z redakcji "FF" mówi, że w tym roku wyjątkowo obeszło się bez ostrych starć i trudnych wyborów. A tak bywało w latach poprzednich.

Na kolejną szansę Polak musi zatem poczekać przynajmniej rok, choć patrząc na nominowanych - bez żadnego gracza Bayernu i w ogóle z Bundesligi! - trudno oprzeć się wrażeniu, że z innej wielkiej ligi europejskiej droga do "Złotej Piłki" jest jednak krótsza. Nawet do czołowej "30".

Czytaj więcej: "Lewy" pominięty! Oto "30" nominowanych!

Remigiusz Półtorak

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL