Reklama

Reklama

Zieliński: Lech to największe moje wyzwanie

- Lech to największe wyzwanie w mojej karierze. Nie będę się tu silił na żadne górnolotne deklaracje. Powiem tak: postaram się nie zawieść zaufania - powiedział Jacek Zieliński, nowy trener poznańskiego Lecha.

Kto będzie pracował z Panem w Poznaniu?

- Nie ma jeszcze drugiego szkoleniowca. Wciąż trwają rozmowy z tą osobą, myślę, że więcej można będzie powiedzieć już w przyszłym tygodniu. W moim sztabie znajdzie się miejsce dla Andrzeja Juskowiaka, który będzie zajmował się głównie napastnikami. Andrzej ma nowe, świeże spojrzenie. Zapewne zupełnie inne niż my wszyscy. Na pewno taka osoba jak on przyda się nam w sztabie.

Trenerem bramkarzy będzie natomiast Paweł Primel, który dotychczas pracował w Wodzisławiu Śląskim. To właśnie spod ręki Pawła w ostatnich latach wyszli m.in. Wojciech Skaba, Krzysztof Pilarz, czy ostatnio Adam Stachowiak. A to mówi samo za siebie. Myślę, że będzie to człowiek, który spowoduje, że obsada bramki w Lechu będzie mocną pozycją.

Reklama

Za przygotowanie fizyczne odpowiedzialny będzie natomiast Andrzej Kasprzak, który do tej pory pracował z zespołem rezerw Lecha. Człowiek młody, będący w klubie wiele lat. Mimo młodego wieku bardzo mądry, pojętny. Takie są moje pierwsze decyzje. Nie ukrywam, że bardzo na tych ludzi liczę. 23 czerwca ostro zabieramy się do pracy.

W Poznaniu trener Lecha to jedna z najważniejszych postaci w mieście. Druga. Zdaje sobie Pan z tego sprawę?

- Tak, zdaję sobie z tego sprawę. A dlaczego akurat druga?

Bo pierwszy jest jednak prezydent Poznania...

- A Franiu (Smuda - przyp. red.) mówił, że momentami czuł, że jest na pierwszym miejscu (śmiech). Wiem, że jest to wyzwanie. Absolutnie się jednak z Panem nie zgodzę, że ja pracowałem w spokojnych klubach. Działo się tam naprawdę bardzo wiele. Może nie tyle, co tutaj, chociażby na trybunach, ale też łatwo nie było. Lech to największe wyzwanie w mojej karierze. Nie będę się tu silił na żadne deklaracje górnolotne. Powiem tak: postaram się nie zawieść zaufania. Wszystko dopiero przed nami. Zdaję sobie sprawę jakie tu są oczekiwania, wiem, że poniżej pewnego poziomu Lech zejść nie może. Ja wierzę głęboko, że tak właśnie będzie.

Analizował Pan już, dlaczego Lech nie zdobył "majstra"?

- Nie, nie analizowałem. Ostatnio zajmowałem się tylko trawą i kwiatkami, a więc trochę z tych analiz wypadłem. A mówiąc poważnie, nie będę opowiadał na to pytanie. Nie odpowiem, bo nie czuję się władny na nie odpowiadać. Ogólnie mogę powiedzieć, że po prostu Wisła Kraków była lepszym zespołem.

Ale odpowiedź na to pytanie może być kluczowa dla Pana pracy w Poznaniu?

- Powiem tak: to nie miejsce i czas teraz to analizować. Ja myślę, że za jakiś czas trener Smuda przedstawi zarządowi raport ze swojej pracy, swoje spostrzeżenia. Ja jakieś swoje spostrzeżenia mam. Wymądrzanie się jednak teraz byłoby nie na miejscu. Postaramy się nie popełnić już takiego błędu i wyciągnąć odpowiednie wnioski.

Mistrzostwo Polski ma Pan zdobyć już w pierwszym sezonie pracy?

- Rozmawiałem długo z zarządem, poruszaliśmy wiele spraw, ale tej akurat nie. Ja zdaje sobie sprawę jakie tu są oczekiwania. Jednak wszystko będziemy robić rozsądnie, ze spokojem, krok po kroku. Nie mam żadnego ultimatum typu: albo "majster" albo wylatujesz.

Podpisał Pan umowę na rok z opcją przedłużenia. Szczerze zapytam, czy to nie za duże ryzyko zwłaszcza w Poznaniu? Trener Smuda miał umowę na trzy lata.

- Nie widzę w tym nic złego. To jest uczciwa propozycja, dla mnie to nie jest żaden problem. Moim zdaniem rok czasu to okres odpowiedni, by pewne rzeczy ocenić. Także nie mam żadnych kompleksów, nie czuję się też niedowartościowany. Ja swoją robotę wykonuję jak najlepiej, a resztę ocenią kibice, zarząd, no i media.

Przedstawił Pan włodarzom klubu listę piłkarzy jakich chciałby mieć?

- Nie. Nazwiska są te same, jakie się tu wcześniej przewijały. Byłoby szaleństwem jakbym przyszedł i od razu chciał coś zmieniać. Lech działa długofalowo, ma dobrze rozwinięty skauting, sprawnie łowi nowych graczy, także rozmawiamy o transferach. Wiele nazwisk się pokrywa. W mojej ocenie tego co mi przedstawiono, nie ma powodu, by tu robić nie wiadomo jaką rewolucję. Ten zespół jest naprawdę dobrze poukładany, ma bardzo dobrych piłkarzy. Nie ma co za dużo przy nim majstrować.

Franciszek Smuda swego czasu od Pana dostał Puchar UEFA, a teraz mamy sytuację odwrotną?

- No faktycznie. Nie zwróciłem na to uwagi. Widocznie jest w życiu jakaś sprawiedliwość. A historia zatoczyła koło (śmiech). Oczywiście to był taki żart. Mówiąc już poważnie: tak to po prostu w życiu czasem bywa.

Lecha Poznań pod Pana wodzą stać na Mistrzostwo Polski?

- Nie ma innego wyjścia. Taki klub jak Lech regularnie musi walczyć o wysokie cele. Mistrzostwo również. Lech przypadkowo tego "majstra" w tamtym sezonie nie zrobił. Co do mojej pracy w Polonii Warszawa, to cel miałem taki sam, i było blisko. Niestety w decydującym momencie mieliśmy za gorące głowy, za bardzo chcieliśmy. Życie później wszystko zweryfikowało. W Lechu "majster" to cel od kilku lat. Lech jednak pokazał jak mistrza Polski się ciężko zdobywa. Przez ostatnie lata chłopaki regularnie o coś walczyli, tytuł był na wyciągnięcie ręki, a jednak zawsze czegoś brakowało.

W jakim stylu w kolejnym sezonie zagra Lech Poznań?

- Ja nie gram defensywnej piłki. Jest różnica między murowaniem bramki, a rozsądną grą w obronie. Gra się tak jaki ma się potencjał, wykonawców. Lech grał ofensywnie i tak będzie grał nadal. Ja też chciałbym grać jak Barcelona, mieć takich zawodników. Na razie oni jednak grają w Barcelonie.

A popiera Pan zdanie Franciszka Smudy, że Lech miał zbyt wąską kadrę?

- Myślę, że tak. Ale przeglądałem całą kadrę Lecha i było kilku graczy, którzy szansy nie dostali. Może tu tkwił właśnie zmarnowany potencjał. Ciężko mi powiedzieć. Mogę się wypowiedzieć tylko na temat tych, którzy grali.

A na sławę i popularność jest Pan gotowy?

- Nie, spokojnie. Jeszcze nie zacząłem pracy, a już jest mowa o sławie. Na sławę trzeba sobie zasłużyć. Trzeba najpierw coś zrobić w Lechu, a potem od tego odcinać kupony. A poza tym od szumu medialnego do sławy jest jeszcze daleka droga.

Pracował Pan już z tak międzynarodowym towarzystwem?

- Nie, ale świat się zmienia, coraz bardziej otwieramy się na Europę. Ja nie widzę w tym żadnych problemów. Myślę, że dam sobie radę. Dużo graczy jest tu z Bałkanów, podobną grupę miałem i w Grodzisku Wielkopolskim, i Warszawie, także będzie dobrze.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL