Zabójcze cztery minuty w Londynie. Nici z trofeum. Czekają ponad 30 lat
Arsenal pewnym krokiem zmierza w tym sezonie po mistrzostwo Anglii. "Kanonierzy" mają obecnie dziewięć punktów zapasu nad Manchesterem City i tak naprawdę wszystko znajduje się w nogach podopiecznych Mikela Artety. Obie drużyny zmierzyły się dziś w bezpośrednim pojedynku. I to bardzo prestiżowym, ponieważ stawką był Puchar Ligi Angielskiej. Na legendarnym Wembley tablica wyników długo pokazywała bezbramkowy remis. W cztery minuty sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni.

Trudno było w tym roku o lepszy skład finałowego starcia o Puchar Ligi Angielskiej. Na największym piłkarskim obiekcie w stolicy Wielkiej Brytanii skonfrontowały się czołowe dwie drużyny Premier League. Na sukcesie zależało zwłaszcza Arsenalowi. Zawodnicy prowadzeni przez Mikela Artetę mogli napisać piękną historię i po raz pierwszy od ponad trzydziestu lat triumfować w EFL Cup. Przemawiała dodatkowo za nimi seria wygranych spotkań.
W 2026 roku "Kanonierzy" przegrali zaledwie jedną potyczkę, prawie dwa miesiące temu. "Kiedy jesteś w takiej sytuacji i przez lata nie zdobyłeś żadnego trofeum, to oczywiście dodaje to więcej presji, ale też motywacji, bo naprawdę tego chcesz. I to właśnie mamy. To dla nas coś naprawdę ważnego i coś, co staramy się osiągnąć od jakiegoś czasu, a teraz mamy ku temu okazję" - zapowiadał na konferencji prasowej opiekun stołecznej drużyny.
Manchester City lepszy od Arsenalu w finale Pucharu Ligi Angielskiej. Dwa ciosy na Wembley
Na Wembley długo brakowało dziś najważniejszego, czyli bramek. Obie ekipy do szatni schodziły przy bezbramkowym remisie. Aresnalowi na nic zdała się większa liczba celnych strzałów. Głośno na trybunach zrobiło się dopiero po godzinie gry. Ale nie w czerwonej części trybun, a tej błękitnej, ponieważ indywidualnym błyskiem popisał się Nico O'Reilly. 21-latek zaliczył dublet w zaledwie kilkaset sekund, za każdym razem pokonując golkipera po uderzeniu futbolówki głową. Drużyna Pepa Guardioli takiej przewagi nie wypuściła już z rąk.
Liderzy Premier League nie zdobyli dziś nawet bramki honorowej i wciąż muszą czekać na trzeci w historii EFL Cup. Team z Manchesteru dołożył do kolekcji dziewiąty tego typu puchar. Jeżeli powtórzą osiągnięcie w przyszłym roku, to w historycznej klasyfikacji zrównają się z Liverpoolem.












