Reklama

Reklama

Wrzeszczeli na nich "Krzyżacy, szkopy, germańce". A oni grali w polskiej ekstraklasie

To była drużyna jedyna w swoim rodzaju. Na boisko wychodzili piłkarze o imionach Ginter, Manfred, Helmut, Konrad, Joachim, Rainhold albo Hubert i... bili na wyjeździe Legię Warszawa. Unia Racibórz kończy dziś 75 lat.

Piłka nożna w Raciborzu ma wspaniałe tradycje. Już w 1903 roku powstał tam Ratibor 03 Sportvereinigung przez wielu uznawany za najstarszy na Górnym Śląsku. Do 1945 roku miasto należało do Niemiec, piłkarze występowali więc w rozgrywkach śląskiej gauligi.

Zgrupowanie zamiast meczu

Po wojnie miasto znalazło się w granicach Polski. Prawie rok po kapitulacji hitlerowców, 27 kwietnia 1946 roku powstał w Raciborzu Klub Sportowy "Plania", z którego rodowód bierze Unia. Dziś raciborzanie grają w śląskiej okręgówce (szósty poziom rozgrywek), z powodu pandemii rozegrali w tym sezonie tylko jeden mecz - trzy dni temu przegrali na wyjeździe z Granicą Ruptawa 0-4 i zajmują w tabeli przedostatnie, siódme miejsce.

Reklama

Jednak w latach 50. i 60. Unia potrafiła zadziwić piłkarską Polskę. Najpierw, w 1954 i 1956 roku zdobyła mistrzostwo Polski juniorów. Za pierwszym razem rozegrali wspaniały turniej we Wrocławiu. Przegrali tylko jeden mecz - z CWKS-em Warszawa, ale musieli zagrać bez dwóch swoich ważnych piłkarzy - Michalskiego i Bugdola. Wszystko dlatego, że nagle, tuż przed meczem, powołano ich na zgrupowanie kadry juniorów... I tak jednak zostali mistrzami.

Manfred Urbas rządzi

Z kolei w 1957 roku jako trzecioligowiec doszła aż do półfinału Pucharu Polski. W drużynie było kilku bardzo zdolnych piłkarzy z młodziutkim napastnikiem Manfredem Urbasem (ksywka "Manel")na czele, Nastolatek wbił hat-tricka Polonii Bytom (3-2) spisując się lepiej niż Jan Liberda, dołożył kolejne dwa gole kiedy Unia eliminowała Zagłębie z Sosnowca (3-1).

Dopiero w półfinale Unia nie dała rady ówczesnemu liderowi ekstraklasy, który właśnie zmierzał po pierwszy tytuł - czyli Górnikowi. Można wyobrazić sobie entuzjazm kiedy Urbas strzelił gola dającego raciborzanom prowadzenie 1-0, zabrzanie odpowiedzieli jednak... siedmioma bramkami (skończyło się 2-7). Jeszcze 25 minut przed końcem było 2-2, ale potem Pohl, Lentner i spółka włączyli turbodoładowanie.

Hubert Kostka szybko do fotografa

Już po tych sukcesach krótko w Unii grał zdolny bramkarz. Nazywał się Hubert Kostka. Na uroczystości z okazji 80. urodzin, w maju 2020 roku, Kostka wspominał, że grał w tym klubie tylko trzy lata, ale wspomina ten okres jako jeden z lepszych w życiu. Rozmawiałem z nim o tym okresie. - Grałem w LZS Markowice (dzielnica Raciborza, przyp. aut.). W 1958 roku drugoligowa Unia rozlepiła na mieście afisze, że szuka bramkarza. Koledzy z liceum niemal siłą prowadzą go na trening. 

Na testach Kostka wypadł świetnie, długo nie potrafili mu tam strzelić gola. Z miejsca dostał propozycję zagrania w sparingu, akurat ma maturę próbną z matematyki. Szybko rozwiązuje zadania i jedzie na mecz z Odrą Opole. Gra połówkę, broni karnego Engelberta Jarka, reprezentanta Polski i najlepszego piłkarza wszech czasów tego klubu. Po meczu działacze od razu chcą go zgłosić do rozgrywek. Nie ma zdjęcia, wiozą go w nocy do zakładu fotograficznego, budzą właściciela, żeby zdjęcie wykonać jak najszybciej. Z Unii Kostka przejdzie do Górnika i stanie się legendą zabrzańskiego klubu.  

Kolarze byli ważniejsi

Po kilku latach juniorzy Unii byli trzonem zespołu, który w 1963 roku awansował do ekstraklasy. Na wyjazdowy mecz do Wrocławia, który od tym zdecydował pojechało aż 3 tysiące raciborskich kibiców. W pierwszym sezonie ekipa z Raciborza zajęła ósme miejsce, które do dziś jest największym osiągnięciem tej ekipy. Unia potrafiła wygrać wtedy na wyjeździe z Legią 2-0, już w 2.minucie na Łazienkowskiej rywali pognębił niezawodny Manfred Urbas. Nic dziwnego, że kiedy w  przechodził do Odry Opole wywołało to wśród raciborskich kibiców powszechne wzburzenie.

W tych latach Unia utrzymywała rozległe kontakty nie tylko w Polsce. W 1962 roku w Opolu 30 tysięcy kibiców czekało na finisz etapowy Wyścigu Pokoju oglądając wcześniej towarzyski mecz Unii z III-ligowym angielskim Port Vale. Przegrywała 0-1, ale kolarze jechali szybciej niż przewidywano i przyjechali na stadion pół godziny wcześniej. Mecz przerwano i nigdy nie dokończono.

Gerard Cieślik nie pomógł

W kolejnym sezonie Unia spadła i już nigdy do najlepszych czasów nie wróciła. Zdarzało się, że nie była podczas meczów dobrze traktowana. Zdarzało się, że kibice gospodarzy krzyczeli na nich "Krzyżacy, szkopy, germańce". Ambicje były, w sezonie 1967/68 zatrudniono jako trenera Gerarda Cieślika, ale to nie pomogło.

***

Z okazji jubileuszu Andreas Rim, mieszkający w Norymberdze od 1982 roku były trampkarz i junior Unii wydał pozycję "Ludzie. Fakty. Epizody. Jubileusz 75 lat klubu Unia Racibórz".

Reklama

Reklama

Reklama