Reklama

Reklama

Wołowski: Czeska szansa tymczasowej reprezentacji

Po klęsce w Mariborze reprezentacja Polski sięgnęła dna. Dziś w Pradze się w nie zapadnie lub od niego odbije.

Po trzech latach do bramki staje Jerzy Dudek. Mecz z Finami w Bydgoszczy (1:3) na starcie eliminacji Euro 2008 był dla rezerwowego bramkarza Realu drugą skrajnością wobec finału Champions League w Stambule jeszcze z Liverpoolem. Od maja 2005, gdy znalazł się na absolutnym szczycie zaliczył cztery lata bolesnego siedzenia na ławie. Nie jestem pewien, czy nie ma dziś w Polsce lepszego bramkarza, być może jest nim nawet Artur Boruc, ale coś mi podpowiada, że jednak decyzja Majewskiego była słuszna. Koszmar drużyny w eliminacjach MŚ 2010 zaczął się od kiksów golkipera Celtiku i byłoby w tym coś niestosownego, gdyby ominęły go wszelkie konsekwencje. Po Euro 2008 Boruc uwierzył, że jest mężem opatrznościowym dla drużyny, z czego, jak wiemy, wyniknęło niewiele dobrego. Niech ma czas do przemyśleń?

Reklama

Dudek naczekał się na swoją szansę: no to ją ma. Razem z nim do kadry wraca Arkadiusz Głowacki, czyli reprezentacyjny Dr Jeckyll i Mr Hyde. Stoper o największym być może talencie i umiejętnościach, którego nieszczęściem stały się spektakularne kiksy w kilku ważnych meczach (Anglia 2004, Finlandia 2006). Wiślak dostaje dziś kolejną okazję gry, z czego cieszą się ci, którzy od dawna uważali, że swoje odcierpiał.

Dla Piotra Polczaka z Cracovii partnerowanie Głowackiemu w środku obrony może być jak skok do spienionego oceanu dla kogoś, kto uczył się pływać w brodziku. Na co dzień bije się o utrzymanie w słabiutkiej lidze, dziś ma zatrzymać Barosza wspieranego przez Rosickiego. Właśnie powrót gwiazdy Arsenalu to największa zmiana w składzie Czechów. Czekali, czekali, aż się doczekali, choć nie mają pewności, czy nie za późno.

Poważną szansę w Pradze dostaje też Ireneusz Jeleń, który był "objawiątkiem" niemieckiego mundialu, by potem na miejsce u Beenhakkera głównie czekać. Majewski stawia na niego bezdyskusyjnie, zobaczymy jak bardzo mylił się jego poprzednik. Obok Jelenia wystąpi pewnie jeszcze szybszy Grosicki, co wyraźnie wskazuje, że w odróżnieniu od Beenhakkera, Majewskiemu nie zależy na grze napastnika tyłem do bramki. Wracamy więc do koncepcji gry z kontry, przez lata lansowanej przez rodzimą myśl szkoleniową.

Zobaczymy jak w tej drużynie odnajdzie się Obraniak, który u Beenhakkera poprzestał na imponującym debiucie w spotkaniu towarzyskim z Grecją. Wtedy rywalizował o miejsce ze Smolarkiem, dziś pozycja jego jest pewna. Błaszczykowski powalczy w Pradze o to, by przypominać choć cień piłkarza, który rozstrzygnął pierwszy mecz obu drużyn. Drużyn, które wydawały się faworytami grupy, a dziś wyprzedzają San Marino.

Na kogo zdecyduje się trener w środku boiska? Na lepszego w konstruowaniu akcji Rogera, czy na lepszego w tyłach Iwańskiego? Pomocnik Legii to bez porównania większe ryzyko, ale skoro Majewski robi wszystko, by odróżniać się od Beenhakkera?O Iwańskiego kłócono się w Polsce niemal bezustannie, dla jednych był tylko ligowym "dreptaczem", dla innych kandydatem na reprezentacyjnego lidera. Niech usiądą dziś wieczorem wygodnie i szukają nowych argumentów w dyskusji.

Drużyna jest nowa, kilku graczy zagra ze sobą pierwszy raz, a rywal nie będzie żartował. Czesi obiecali Słowakom, że wykąpią ich w piwie jeśli tylko ograją Słowenię otwierając im drogę do barażu. W Pradze będą chcieli pobić Polaków bezdyskusyjnie i wysoko.

Rewolucja, która dokonała się w reprezentacji Polski po klęsce w Mariborze, sprawia, że niewiele o niej nie wiemy. Znacznie więcej o jej czeskim rywalu, który będzie ratował dziś swoje szanse jak ranny zwierz.

Mecz ze Słowenią był nokautem, który ze względu na specyfikę piłki nożnej trzeba było przetrwać. Gdyby to był boks, należało natychmiast rzucić ręcznik. Kiedy tylko opadły emocje wydłużone nieco przez szarpaninę Beenhakkera z Latą, trzeba było zrobić remanent w składzie mebli, który właśnie wyleciał w powietrze. Lato postawił na Majewskiego, Majewski na Głowackiego, Dudka, Grosickiego, Polczaka, Iwańskiego ?i dziś wieczorem przekonamy się, co z tego wyjdzie. Jeśli nawet uznamy, że szanse na baraż praktycznie nie istnieją, trzeba powiedzieć sobie otwarcie: drużyna Majewskiego nie walczy wyłącznie o honor, ale przede wszystkim o wspięcie się na wyższe miejsce niż to zawstydzające przedostatnie, tuż nad San Marino.

DYSKUTUJ O ARTYKULE Z DARKIEM WOŁOWSKIM!

Dowiedz się więcej na temat: majewski | bramki | Jerzy Dudek | mecz | Dariusz Wołowski | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje