Reklama

Reklama

Wojna o normalną piłkę

Miesiąc przed wyborami nowych władz PZPN Trybunał Arbitrażowy przy PKOl, na wniosek rządu RP, wprowadził kuratora na ul. Miodową. FIFA i UEFA zagroziły wykluczeniem naszej reprezentacji z walki w eliminacjach do MŚ. Do dzisiaj rząd miał czas na usunięcie kuratora. Trwa próba sił w walce o uzdrowienie polskiej piłki.

Z naszych informacji wynika, że FIFA ustępuje i daje czas na zawarcie porozumienia między polskim rządem a PZPN-em. Negocjacje trwają od kilku dni, a dzisiaj obie strony wystosowały pismo - projekt porozumienia, który po przetłumaczeniu na angielski wysłano do siedziby FIFA.

Szef FIFA Joseph Blatter daje Polsce jeszcze czas, ale jeśli do jutra nie będzie zgody, światowe władze mogą nam zabrać nawet organizację piłkarskich mistrzostw Europy Euro 2012.

Reklama

- Mamy zaufanie, więc nie będziemy rozpoczynać procedury zawieszenia Polski w prawach członka FIFA - dodał Blatter. Mógł dodać "na razie", bo FIFA nadal wymusza na polskim rządzie wycofanie kuratora.

Polski Związek Piłki Nożnej to największy i zarazem najbogatszy związek sportowy w Polsce. Jest jak duże przedsiębiorstwo i uzurpuje sobie prawo do tego, by być państwem w państwie. PZPN to prawie sześć tysięcy klubów i siedem i pół tys. zespołów młodzieżowych. Zrzesza ponad 330 tys. piłkarzy i ponad dwa tys. piłkarek. PZPN to również milionowe przychody. Związane głównie z prawem prowadzenia piłkarskiej reprezentacji narodowej, której grą emocjonuje się najwięcej Polaków.

29 września na wniosek ministra sportu i turystyki Mirosława Drzewieckiego, Trybunał Arbitrażowy przy PKOl wprowadził do PZPN kuratora, Roberta Zawłockiego. Kurator Zawłocki z kolei zawiesił zarząd PZPN. Teoretycznie tym razem racja jest po stronie prezesa Michała Listkiewicza i jego ludzi. Decyzję o zawieszeniu władz związku powinien bowiem podjąć Trybunał, nie zaś kurator. Poza tym za niespełna miesiąc PZPN miał przeprowadzić wybory, a po nich zmniejszyć zarząd do statutowych 18 członków. Listkiewicz, zgodnie z obietnicą, jaką dał publicznie ministrowi Drzewieckiemu, miał w nich nie startować.

To w czym tkwi problem? W tym, że w praktyce po wyborach nic by się nie zmieniło. Zwolennik reform Zbigniew Boniek miał nikłe szanse na zwycięstwo. Największe poparcie przed wyborami miał Grzegorz Lato i to on pewnie przejąłby schedę po Listkiewiczu.

Czy osoba, która z dumą mówi o sobie: "nie jestem betonem, a żelbetonem", dawałaby gwarancje zmian? Trudno w to wierzyć.

Zatem wszystko na to wskazuje, że linia dotychczasowych władz PZPN byłaby kontynuowana. Kibice zwykli ją określać "rządami leśnych dziadków" bądź "PZPN-owskim betonem".

Nic dziwnego, że wprowadzenie kuratora, choć odbyło się w niejednoznacznych okolicznościach i rząd powoływał się na trochę naciągane argumenty, ma olbrzymie poparcie społeczne. Ruchy ministra Drzewieckiego akceptuje w stu procentach nie tylko jego pryncypał, premier Donald Tusk, ale też kibice. Co więcej, przy okazji walki z PZPN dochodzi do koalicji PO i PiS - porozumienia ponad podziałami rządu z opozycją.

- W imię wyższego dobra, jakim jest naprawienie sytuacji w polskim futbolu, warto zaryzykować groźbę wykluczenia nas ze struktur FIFA i UEFA. Innej drogi nie ma - podkreśla dzisiaj Elżbieta Jakubiak, posłanka PiS, była minister sportu w rządach tej partii.

Zdecydowanie w obronie swego ministra wystąpił premier Tusk. - Nadszedł najwyższy czas, aby umieć zaryzykować, jeśli jest taka potrzeba. Mówię to jako człowiek rozkochany w piłce: dosyć takiego bałaganu - podkreślał w piątek w Sejmie.

- Wiem, że szczególnie wśród tej kibicowskiej części opinii publicznej pojawia się pytanie: a co, jeśli będziemy zmuszeni do wycofania z rozgrywek jakichś drużyn? Ja nie wierzę w ten czarny scenariusz, ale znam życie i wiem, że jeśli potrzebne jest twarde stanowisko, to czasami musi to kosztować - mówił Donald Tusk.

Premier Tusk odniósł się w ten sposób do stanowiska FIFA, która postawiła Polsce ultimatum: jeśli do dzisiaj nie zostanie wycofany kurator i władza w naszym futbolu nie wróci w ręce PZPN, to Polska nie rozegra meczów z Czechami i Słowacją w ramach eliminacji do MŚ 2010 r.

Kibicom nie podoba się, że w ten sposób FIFA blokuje jakiekolwiek reformy w piłce. "Ostatnie ultimatum Polsce to chyba Hitler stawiał w 1939 r. w sprawie korytarza" - napisał w niedzielę na naszym forum Criss. Był to komentarz do felietonu ROMANA KOŁTONIA na temat futbolowej wojny.

Tymczasem batalia polskich rządów o oczyszczenie polskiej piłki trwa już od 10 lat. Na razie kończy się porażką. Zaczął ją śp. Jacek Dębski, który w kwietniu 1998 r. zawiesił zarząd PZPN, by zablokować dalsze działania ówczesnego prezesa, śp. Mariana Dziurowicza. Miesiąc później wprowadzono kuratora, Wiesława Pakoca. Rząd skapitulował w sierpniu. Zgadnijcie dlaczego? Bo FIFA zagroziła zawieszeniem nas w rozgrywkach.

W styczniu zeszłego roku, gdy na jaw wyszła korupcja w polskiej piłce, kuratora do PZPN wprowadził ówczesny minister sportu w rządach PiS, Tomasz Lipiec. Został nim szef spółki Ekstraklasa S.A. Andrzej Rusko. 1 lutego Rusko zrezygnował, zastąpił go prawnik Marcin Wojcieszak. 5 marca, po interwencji FIFA (rozmowy prezydenta Josepha Balttera z prezydentem RP Lechem Kaczyńskim), kuratora z PZPN wycofano. Teraz FIFA wywiera presję na rząd premiera Tuska.

Kibice namawiają rząd, by konsekwentnie czyścił sytuację w PZPN. "Prawda jest taka, że PZPN to nie tylko państwo w państwie, to także organizm beznadziejnie chory, gnijący i infekujący korupcją inne obszary życia publicznego" - napisał na naszych łamach RAFAŁ ZIEMKIEWICZ. "Jeśli natomiast rząd spęka, to owszem, wystąpimy i w tych, i w kolejnych mistrzostwach, tylko zawsze jak dotąd: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor i do domu.

Poza tym, jeśli okaże się, że do rzucenia tego rządu na kolana wystarcza jakiś tam Blatter czy Platini, to co mówić o Putinie czy Merkel?"

Do niereagowania na groźby Blattera i spółki namawia też na naszych łamach ekspert programu "Futbol Cafe" Polsatu Sport WOJCIECH KOWALCZYK. Nie wierzy władzom PZPN, choć te, w ostatnich dniach - w trakcie negocjacji z ministrem Drzewieckim - zobowiązały się do naprawy uchybień. Do powołania brakujących trzech członków zarządu, a także do wyeliminowania innych braków, na które powoływał się w 38-stronicowym dokumencie minister Drzewiecki, wnioskując o wprowadzenie kuratora do PZPN.

- Ja już tym ludziom nie wierzę - podkreśla Wojciech Kowalczyk. - Teraz niby coś naprawią, ale za chwilę prezesem zostanie wybrany Grzegorz Lato i będzie to samo! Dlatego w tym wypadku popieram PO, żeby wykorzystała jedyną szansę na oczyszczenie polskiej piłki, na zrobienie porządku z ludźmi, którzy są we władzach PZPN.

Czy tym razem polski rząd wygra wojnę o futbol?

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje