Reklama

Reklama

Wisła wygrała derby!

Prawie wypełniony stadion, ładny gol Głowackiego, trafienie Kmiecika i aż cztery bramki nieuznane przez spalone - tak wyglądały derby Krakowa. W Pucharze Ekstraklasy Wisła wygrała z Cracovią 2:0.

Używając terminologii hokejowej można podsumować, że przez większość meczu Cracovia była zamknięta w zamku, jakby grała w liczebnym osłabieniu. Wygrana wiślaków powinna być znacznie wyższa, ale zawodziła ich skuteczność.

W I połowie najlepszą okazję zmarnował w 41. min Małecki, po znakomitym dograniu Piotra Brożka ("Mały" nie trafił). Za moment Małecki próbował się zrehabilitować dośrodkowaniem z prawego skrzydła, ale tym razem głową chybił Andre Barreto. Sytuacji było na trzy, a nawet czterobramkowe prowadzenie wiślaków.

Reklama

Fani Cracovii mogli się pocieszać drobiazgami, jak np. tym, że Mateusz Klich minął ładnie Mauro Cantoro, czy tym, że w 27. min Dariusz Kłus strzelał z 18 m groźnie, lecz obok bramki.

W 45. min za faul Barreto kartkę dostali Kłus i próbujący wymierzyć sprawiedliwość Barreto. Kartonik należał się wówczas również trenerowi gości Stefanowi Majewskiemu, który schował za siebie piłkę przed próbującym wznowić grę Cleberem, a za moment odrzucił mu ją na bok. Oj, nie było to w duchu fair play.

72. min: Grzegorz Kmiecik wziął potężny zamach i z 14 m z woleja strzelił tak niecelnie, że skaut Wisły Ryszard Czerwiec zakrył twarz w rękach, a dyrektor sportowy Jacek Bednarz odwrócił się na pięcie. Dyrektor nie spodziewał się, że jeszcze bardziej wyprowadzi go z równowagi Andrzej Niedzielan - na 10 minut przed końcem "Wtorek" ładnie zwiódł obrońcę, ale z 5 m wypalił nad poprzeczką, Bednarz aż kopnął w metalowe kraty trybuny honorowej.

Nerwy nie tylko Bednarza, ale wszystkich zwolenników Wisły ukoił dopiero w samej końcówce celną główką Arkadiusz Głowacki po wrzutce z wolnego Marka Zieńczuka. To trzeci gol "Głowy" w ostatnich trzech meczach. Sęk w tym, że z Tottenhamem zaliczył "samobója".

Wygraną "Białej Gwiazdy" przypieczętował Kmiecik, który dołożył nogę do piłki strzelając do pustej bramki po akcji Małeckiego.

A "Pasy"? Mogły sobie pluć w brodę, bo dwa razy wbiły piłkę do siatki. Tyle że Kaszuba i Wasiluk byli na spalonych. Zresztą wiślacy też zaliczyli mieli dwa spalone gole.

W Cracovii mógł się podobać ledwie 18-letni pomocnik Mateusz Klich, mistrz Polski juniorów. Nie miał żadnych kompleksów w stosunku do utytułowanego rywala.

W II połowie, gdy do efektów świetlnych doszły atmosferyczne (nad boiskiem pojawiła się mgła), zapanował klimat niczym na koncercie.

Puchar Ekstraklasy

Grupa A

Wisła Kraków - Cracovia 2:0 (0:0)

Gole: 1:0 Głowacki (82. głową z podania Zieńczuka), 2:0 Kmiecik (90. + 1 z podania Małeckiego).

Wisła: Juszczyk - Marcelo, Głowacki, Cleber (46. Zieńczuk) - Baszczyński, Sobolewski, Cantoro, Barreto (46. Kmiecik), Piotr Brożek - Małecki, Niedzielan.

Cracovia: Olszewski - Kulig, Milosević, Tupalski, Wasiluk - Szeliga (90. Baliga), Kłus (64. Karwan), Klich (46. Krzywicki), Pawlusiński - Witkowski (46. Dynarek) Dudzic (46. Kaszuba).

Sędziował Jacek Granat z Warszawy. Żółte kartki: Barreto, Kmiecik, Marcelo, Tupalski oraz Witkowski, Kłus, Krzywicki.

Widzów: 13 tys.

Wisła - Cracovia w liczbach

Strzały: 19-6

Strzały celne: 8-2

Faule: 8-12

Rzuty rożne: 5-2

Spalone: 6-3

Michał Białoński, Rafał Walerowski, Kraków

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje