Reklama

Reklama

Wiceprezes PZPN: Nie wierzę w winę Łukasza M.

Wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa młodzieżowego Eugeniusz Nowak opowiedział wczoraj w siedzibie związku historię, jaka miała miejsce po ostatnim meczu MME w Finlandii, kiedy to aresztowano jednego z polskich piłkarzy.

Wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa młodzieżowego Eugeniusz Nowak opowiedział wczoraj w siedzibie związku historię, jaka miała miejsce po ostatnim meczu MME w Finlandii, kiedy to aresztowano jednego z polskich piłkarzy.

Nowak był wtedy szefem polskiej ekipy i odpowiadał za całą grupę młodych piłkarzy.

- Po wygranym przez nas finałowym meczu odbyło się przy kolacji spotkanie działaczy UEFA z wszystkimi drużynami. Trwało to około półtorej godziny. Przed godziną 22:00 cała drużyna, łącznie z trenerami opuściła to miejsce i udała się do hotelu. Ja zostałem jeszcze około 15-20 minut, gdyż siedziałem jako nasz reprezentant z przedstawicielami UEFA.

- Około 22:20 zjawiłem się w hotelu i wówczas zgłosiło się do mnie trzech lub czterech zawodników z prośbą o wyrażenie zgody na pójście na dyskotekę. W pierwszej chwili stwierdziłem, że nie warto iść na dyskotekę, bo przecież na drugi dzień wyjeżdżaliśmy i trzeba było się pakować. Po dalszych naleganiach i prośbach tych chłopców, po konsultacji z trenerem Globiszem wyraziłem zgodę na pójście na dyskotekę pod dwoma warunkami. Pierwszym było to, że pójdzie z nimi trener i w tym przypadku był to pan Dariusz Wójtowicz, a drugim warunkiem było określenie godziny powrotu na 1:15. Wyjaśnię, że była to godzina 22:30, a w Finlandii było wtedy jeszcze jasno.

Reklama

My około godz 24:00 poszliśmy spać i rano spotkała nas ta niemiła niespodzianka, że jednego z chłopaków pod zarzutem dokonania gwałtu na Fince aresztowała policja.

- Wbrew temu o czym się szeroko pisało nie zostawiliśmy tego chłopca bez wsparcia ze strony PZPN. Sam rozmawiałem nawet z konsulem, wyrażając wolę zostania w Finlandii, aby pomóc temu piłkarzowi. Konsul stwierdził, że ja i tak będę musiał siedzieć w hotelu, a piłkarza zabrano w miejsce zatrzymania w celu zrobienia testów DNA i do czasu ich wykonania nie będzie możliwości z nim kontaktu. W tym kontekście podjąłem decyzję, że cała ekipa wraca do kraju.

- Po powrocie do kraju, nie ukrywam, że biorąc pod uwagę ewentualny najazd dziennikarzy na jego rodziców, czy dziewczynę, że będzie to kłopot dla jego rodziny i znajomych, podjąłem taką decyzję, że nie będę informował o tym szerokiego ogółu.

- Zarzuca nam się w sposób niewybredny tuszowanie sprawy. Ja myślę, że tuszowanie sprawy to jest przede wszystkim udzielanie nieprawdziwych informacji oraz wywieranie nacisku na organy prowadzące śledztwo, w celu "ukręcenia łba" sprawie. A tymczasem PZPN w osobie sekretarza generalnego cały czas był w kontakcie z panią mecenas, która prowadziła sprawę.

- Później otrzymaliśmy informację, że chłopak wraca oczyszczony z zarzutów. Dla nas w tym momencie sprawa sensie formalnym się zakończyła. Byliśmy szczęśliwi, że okazało się, że chłopiec jest niewinny.

- Dlatego szokiem dla mnie było aresztowanie Łukasza na lotnisku w Lipsku. Nie chce mi się wierzyć w jego winę, a przede wszystkim w to, że mógł dokonać takiego odrażającego czynu, jakim jest gwałt.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL