Reklama

Reklama

Ważna zmiana przepisów na mundialu w Katarze. "Błędy i tak będą"

- Dla sprawiedliwości wyniku meczu, ograniczenia liczby błędów sędziowskich to będzie dobrze. Dla autorytetu arbitrów niekoniecznie - mówi Interii Michał Listkiewicz oceniając pomysł FIFA, by wprowadzić system półautomatycznej oceny spalonego już na mundialu w Katarze.

Dariusz Wołowski: Czujniki w piłkach, 12 kamer zamontowanych pod dachem stadionu śledzące najmniejszy ruch każdego z piłkarzy i program oparty na sztucznej inteligencji, by analizować czy był spalony, czy nie. VAR nie wystarczy? FIFA chce wprowadzić półautomatyczną analizę spalonego już na mundialu w Katarze.

Michał Listkiewicz (były sędzia międzynarodowy, był asystentem w finale MŚ Italia’90): To jest system bardzo drugi. Nie będzie więc powszechnie stosowany. Można go wykorzystywać na mundialu, na Euro, w Lidze Mistrzów, czy w najbogatszych ligach świata, czyli tam, gdzie gra toczy się o wielkie pieniądze. Ale 95 proc meczów rozgrywanych na świecie wciąż będzie się toczyło w starej formule, gdzie decydująca jest klasa sędziego, jego refleks, doświadczenie i oko. Nikt nie wyda ogromnej kasy, by półautomatyczną analizę spalonego wprowadzić w biednych krajach, do rozgrywek juniorskich, czy w niższych ligach.

Reklama

Jak panu się ten nowy system podoba? Przecież asystenci od VAR też analizują, czy był spalony, czy nie.

- Ale robią to na podstawie zapisu wideo. Wciąż więc oceny i interpretacji zdarzeń na boisku dokonuje ludzkie oko. Stąd wciąż zdarzają się pomyłki, które wywołują tyle kontrowersji. VAR nie zastępuje sędziów, on jest narzędziem, które ułatwia ich pracę. Półautomatyczna ocena spalonego jeszcze bardziej ograniczy liczbę błędów. Zdejmie presję z asystentów arbitra. Od tego czy podniosą chorągiewkę, czy nie, nie będą zależały losy meczów i tytułów.

Pana syn Tomasz będzie asystentem na mundialu w Katarze.

- Jeszcze z nim nie rozmawiałem na temat tego nowego systemu. Muszę to zrobić, bo sam jestem ciekawy jak FIFA będzie szkolić asystentów. Kiedyś asystent widząc spalonego natychmiast podnosił chorągiewkę. Dziś ma czekać, co bardzo irytuje kibiców, którzy widzą pięciometrowy spalony, a nie mogą się doczekać reakcji asystenta. "Gamoń" - krzyczą. A przecież asystent postępuje według zaleceń FIFA.

Co nowe technologie dały piłce nożnej?

- Z pewnością mniejszą liczbę błędów sędziowskich. Odbierają jednak arbitrom trochę autorytetu, bo kibice się irytują kiedy widzą, że jest karny, sędzia tego nie dostrzega, a potem zmienia decyzję po konsultacji z VAR. Robi tak kilka razy w meczu i wygląda na bardzo słabego arbitra. Nowe technologie są jak sufler w teatrze. Dają aktorom komfort, zabezpieczają ich przed kompromitacją, ale też powodują, że aktorzy są mniej skoncentrowani na swojej robocie.

Czyli jest pan za?

- Dla sprawiedliwości meczu i poprawności decyzji sędziowskich to będzie na pewno dobrze. Pamiętajmy jednak, że ostateczną decyzję wciąż będą podejmowali żywi ludzie, więc błędów i tak całkowicie się nie wyeliminuje. Pamiętamy system "hawk-eye" do oceny, czy piłka minęła linię bramkową. Był rewolucją, pomagał arbitrom, ale sprawił, że w ogóle przestali zwracać uwagę na to, czy piłka minęła linię. Uznali, że "jastrzębie oko" ich wyręczy, zrobi to za nich. Dziś już odchodzi się od tego, bo można to sprawdzić przy pomocy VAR.

Rozmawiał Dariusz Wołowski

ZOBACZ TEŻ:

Rewolucja technologiczna na mundial w Katarze. Nowa pomoc dla sędziów

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL