Reklama

Reklama

Vamara Sanogo. Napastnik znikąd pomógł Zagłębiu, teraz pytają o niego kluby Ekstraklasy

Przez rok w ogóle nie grał w piłkę, bo działacze francuskiego FC Metz nie zgodzili się na jego transfer do innego klubu. Potem występował m.in. w szóstoligowym angielskim Nuneaton, żeby latem trafić do Zagłębia. Śmiano się, że sosnowiczanie biorą piłkarza znikąd, tymczasem Vamara Sanogo okazał się jednym z najlepszych transferów, jakie pierwszoligowe kluby przeprowadziły latem.

Tuż przed startem ligowego sezonu kontuzji nabawił się Michał Fidziukiewicz. W Sosnowcu szybko trzeba było szukać innego napastnika. Ostatecznie wybór padł na 21-letniego Sanogo. Urodzony we francuskim Saint-Denis, piłkarskiego abecadła uczył się w FC Metz, gdzie jako nastolatek zaliczył kilka spotkań w rezerwach.

Reklama

Potem jego kariera stanęła pod znakiem zapytania. 

- Miałem 18 lat, skończył mi się kontrakt i chciałem odejść do innego klubu. Gdzie? Próbowałem w wielu miejscach, ale Metz nie chciało mnie puścić żądając pieniędzy. W końcu, po roku, podpisałem zawodowy kontrakt w Anglii, gdzie odszedłem, jako wolny gracz. Cieszę się, że tak się stało. Do dziś nie wiem, dlaczego Metz stwarzał mi takie problemy. Byłem tam w zespole młodzieżowym i rezerwach. Nie chciano się jednak zgodzić na moje odejście - opowiada. 

Dziękuje trenerowi Magierze i dyrektorowi Stankowi

Na Wyspach Sanogo trafił do trzecioligowego klubu Fleetwood Town FC.

- Grając w Anglii nabawiłem się kontuzji kolana i nie mogłem grać przez trzy miesiące. W tym czasie w zespole zmienił się trener. Było mi ciężko wrócić, bo nowy szkoleniowiec nie widział mnie w składzie. To był dla mnie ciężki sezon, ciężki okres. Pracowałem, robiłem co mogłem. W trudnych dla mnie chwilach pomagała mi rodzina - mówi o swoich perypetiach. 

Potem grał jeszcze niżej, bo w zaledwie szóstoligowym Nuneaton.

- Zagrałem tam w sumie w siedmiu meczach, ale byłem zadowolony, że gram, bo dla każdego zawodnika najważniejsze są regularne występy. To było dobre doświadczenie, wiele walki na boisku, wiele fizycznej gry. Sporo się nauczyłem - zaznacza. 

Latem niespodziewanie pojawiła się oferta z Polski.

- Rozmawiałem ze swoim angielskim menedżerem. Zadzwonił do niego Polak Chris [Krzysztof Maciejczuk - przyp. red.] i powiedział, że Zagłębie szuka napastnika. Tak przyjechałem do Sosnowca. Przyznam, że przed przyjazdem tutaj o Polsce nic nie wiedziałem. Znam ze słyszenia Lewandowskiego, Grosickiego, ale o kraju nie miałem pojęcia - opowiada. 

Sanogo potrenował z pierwszym zespołem i z rezerwami. Szybko przekonał do siebie trenera Jacka Magierę, bo to on prowadził wtedy jeszcze pierwszoligowca, a także dyrektora Roberta Stanka.

- W końcu i trener, i dyrektor zdecydowali, żebym podpisał dwuletni kontrakt z Zagłębiem. Przy tej okazji chciałbym im za to podziękować. To dzięki Jackowi Magierze i Robertowi Stankowi dostałem w Zagłębiu swoją szansę. Teraz staram się, jak mogę - podkreśla czarnoskóry napastnik. 

W Sosnowcu mieszka kilkanaście minut na piechotę od Stadionu Ludowego. - Nie spodziewałem się, że znajdę się w miejscu, gdzie wszyscy ci pomagają i starają się, żebym się dobrze tutaj czuł - mówi. 

Jesienią wystąpił w 15 ligowych spotkaniach , w których strzelił pięć bramek. Należał do najlepszych w zespole i w całej lidze. 

Już stara się o niego wicemistrz Polski Piast Gliwice, który wysłał swoją ofertę. Wspomina się też o Legii, Zagłębiu Lubin... - Transfer? Nic o tym nie wiem i nie koncentruję się na takich spekulacjach. Ja mam podpisany dwuletni kontrakt z Zagłębiem i staram się, jak mogę. Skupiam się tylko na grze - tłumaczy krótko. 

Cała rodzina pochodzi z Abidżanu

Sanogo ma iworyjskie pochodzenie. Z Wybrzeża Kości Słoniowej pochodzą jego rodzice. W Abidżanie, największym mieście tego położonego w Afryce Zachodniej kraju, mieszka zresztą cała jego rodzina. - Byłem tam siedem raz, pierwszy raz, jak miałem trzy latka, a ostatni raz w grudniu zeszłego roku. Z Abidżanu pochodzi cała moja rodzina - podkreśla. 

Pytamy kim czuje się bardziej, Francuzem czy Iworyjczykiem? Ma zresztą obywatelstwa tych dwóch krajów. - We Francji się urodziłem i wychowałem, z drugiej strony i moi rodzice i cała rodzina pochodzi z Wybrzeża, więc czuję się zarówno Francuzem, jak i Iworyjczykiem. To dla mnie to samo - tłumaczy. 

Grę w których barwach by wybrał? - Za wcześnie o tym mówić, bo nie dostałem takiego powołania. Na pewno jednak, gdyby ktoś w Wybrzeżu mnie zauważył, to byłbym bardzo szczęśliwy. To samo z Francji, bo znaczyłoby, że moja praca została doceniona - podkreśla. 

Didiera Drogby, słynnego napastnika "Słoni", jak na afrykańskim kontynencie nazywa się reprezentację WKS, jeszcze nie zna. - Świetny piłkarz! Nie znam go osobiście, ale może któregoś dnia będzie okazja do poznania go - ma nadzieję.  

Wiosną, jeżeli dalej będzie grał w Zagłębiu, zamierza powalczyć o awans do Ekstraklasy. A inne cele? - Jak grasz w piłkę, to wiadomo, chcesz osiągnąć ile się da. Grać w rozgrywkach Champions League, w finałach mistrzostw świata - mówi odważnie.  

Michał Zichlarz, Sosnowiec   

Dowiedz się więcej na temat: Vamara Sanogo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje