Reklama

Reklama

Ukraina chciała zorganizować Euro 2012 z... Rosją. Ta poczuła się zagrożona

Z perspektywy dzisiejszych wydarzeń i agresji Rosji na Ukrainę wydawać się to może dziwne, ale 20 lat temu Ukraina zwróciła się z wnioskiem o organizację Euro 2012 do... Rosji. Ta odmówiła. Wkrótce przekonała się, że organizacja turnieju z Polską przesuwa Ukrainę mocno w sferę wpływów zachodnich i wyrywa z rąk post-radzieckich i rosyjskich.

Jarosław Kaczyński wzywa do bojkotu Euro 2012 na Ukrainie, Unia Europejska ten bojkot wspiera, a rosyjski przywódca Władimir Putin uważa, że takie traktowanie Ukrainy jest karygodne i stanowi mieszanie polityki ze sportem. Alternatywna wizja historii? Ależ skąd, to prawdziwe wydarzenia z poprzedzającej tamten turniej wiosny 2012 roku, gdy władze ukraińskie aresztowały i uwięziły byłą premier Julię Tymoszenko (straciła gabinet w 2010 roku). 

To zresztą nie była jedyna sytuacja wokół tamtego Euro, którą z dzisiejszej perspektywy trudno jest zrozumieć. Weźmy chociażby fakt, że gdy na Ukrainie zrodził się pomysł zorganizowanie pierwszej w dziejach dużej imprezy piłkarskiej za dawną "żelazną kurtyną" i w krajach dawnego bloku wschodniego, z ideą ta zwróciła się ona do... Rosji. Do dzisiaj nie jest jasne, którzy dokładnie oligarchowie z Ukrainy stali za tą koncepcją. Najwięcej wskazuje na Hryhorija Surkisa, który walczył o pozostanie u władz ukraińskiego futbolu, którym kierował od 2000 roku, walczył z ówczesną opozycją. Związany z Dynamem Kijów Surkis skutecznie lobbował za tym turniejem, który stanowił absolutny przełom mentalny w światowej piłce nożnej.

Dotąd nie uważano bowiem w UEFA czy FIFA, aby kraje zza "żelaznej kurtyny" były w stanie zorganizować taki turniej. To już prędzej ktoś z Afryki czy Ameryki Łacińskiej, ale cała wschodnia Europa pozbawiona była infrastruktury i zaplecza - gdy Lazio Rzym przyjechało np. do Polski na mecz z Wisłą Kraków w marcu 2003 roku, starcie trzeba było odwołać z powodu błotnistej murawy.

Reklama

Euro 2012 w Ukrainie i Rosji?

Ukraina początkowo wsparcia szukała właśnie w Rosji, z którą w radzieckich latach przeprowadzała turniej piłkarski igrzysk olimpijskich w 1980 roku (na stadionach Moskwy, Leningradu, Kijowa i Mińska triumfowała wówczas Czechosłowacja). Tym razem Rosja odmówiła. Uznała ukraiński pomysł za niedorzeczny, a nade wszystko - za nie swój. Ponadto Rosja miała na głowie organizację zimowych igrzysk w Soczi w 2014 roku, które miały być pokazem możliwości organizacyjnych i potęgi putinowskiej Rosji.

Drugim wyborem Ukraińców do organizacji Euro 2012 była Polska. Pierwsze rozmowy na ten temat miały miejsce we Lwowie w 2003 r. podczas ceremonii nadania Kazimierzowi Górskiemu statusu członka honorowego Lwowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej. Polska była wtedy krajem, który rozglądał się za możliwością sprowadzenia do siebie jakiejś dużej imprezy - autorstwo pierwszej takiej koncepcji przypisuje się w 1999 roku Jackowi Dębskiemu. Ukraińska propozycja trafiła na podatny grunt. Decyzja została podjęta w Lubyczu Królewskiej i oba kraje zgłosiły się razem.

Euro 2012. Platini wprowadził Polskę na turniej

Kiedy w kwietniu 2007 roku Michel Platini wyjął z koperty kartkę z napisem "Pologne/ Ukraine", został okrzyknięty pierwszym trenerem, który wprowadził Polską na Mistrzostwa Europy, wcześniej niż awans wywalczyła reprezentacja Leo Beenhakkera na Euro 2008.

CZYTAJ TAKŻE: 15 lat temu Michel Platini ogłosił: "Pologne, Ukraine"

Konsekwencje tego wydarzenia były ważkie. Turniej bardzo zbliżył Polskę i Ukrainę, chociaż tuż przed nim omal nie doszło do lansowanego przez Warszawę bojkotu politycznego Kijowa. Ukraińcy byli twórcami i głównymi lobbystami pomysłu przyznania Europie Wschodniej mistrzostw, przez co Włochy - ku swojemu kompletnemu zdumieniu - przegrały rywalizację o Euro 2012. Warto dodać, że równolegle o mistrzostwa ubiegały się Węgry z Chorwacją, też zza "żelaznej kurtyny". Ich kandydatura nie odegrała jednak żadnej roli.

Dla Rosji fakt, że Ukraina przeprowadziła turniej z Polską był pewnego rodzaju policzkiem. Stanowił sygnał, że Kijowowi zależy na zbliżeniu z zachodnią częścią Europy, co z punktu widzenia Moskwy było nie do zaakceptowania. Rosjanie szybko pożałowali, że tak łatwo spławili Ukrainę - inna rzecz, że rzeczywiście nie byli w stanie połączyć Euro 2012 z igrzyskami w Soczi. Ubiegać zaczęli się dopiero o mundial w 2018 roku, który przyznano im w grudniu 2010 roku. Mieli dość czasu na przygotowanie, ale prestiżowa okazja bycia pierwszym z tej części Europy czy chociażby nawet z byłego ZSRR, który zorganizuje dużą imprezę piłkarską, zniknęła.

Ukraińcy nie byli do końca zadowoleni z tego, że śmietankę, splendor, nie mówiąc o pieniądzach z Euro 2012 zgarnęli Polacy. To w Polsce zatrzymała się większość uczestniczących ekip, to do Polski przyjechała i wydawała tu pieniądze większość kibiców. Nawet podczas meczów Anglii w Doniecku czy Kijowie liczba kibiców z Wysp była mocno ograniczona, mniejsza niż chociażby zielona fala irlandzkich fanów, która zalała Poznań i Gdańsk w Polsce.

Euro 2012 i starania o nie były przykładem poważnego pęknięcia między Ukrainą i Rosją, pewnym manifestem Ukraińców co do tego, do której części świata chcą należeć. I to mimo tego, że jeszcze w 2012 roku Ukraina i Surkisowie byli gotowi zwrócić się o pomoc do Rosji przy przygotowaniach do mistrzostw, a w 2014 roku oferowali swoją pomoc przy Soczi. 

Dwa lata po turnieju wybuchła wojna w Donbasie, a armia rosyjska zajęła Krym. Dokładnie 15 lat po przyznaniu Ukrainie (i Polsce) organizacji Euro 2012 mamy wojnę.

CZYTAJ WIĘCEJ TEKSTÓW NA 10. ROCZNICĘ EURO 2012:

 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL