Podczas niedawno zakończonych mistrzostw świata pojawiły się pierwsze informacje o konflikcie na linii FIFA - UEFA. Sprawa miała być na tyle poważna, że europejska federacja nie chce poprzeć w kolejnych wyborach na prezydenta FIFA obecnego sternika Gianniego Infantino.
O co poszło?
Szef światowej federacji chciał jeszcze bardziej niż dotychczas sprywatyzować mistrzostwa świata. To wywołało sprzeciw w Europie, ale nie tylko. Po stronie UEFA stanęła między innymi Azjatycka Federacja Piłkarska.
Doszło nawet do tego, że w mediach błyskawicznie pojawiły się nazwiska kandydatów, którzy mogliby zastąpić Infantino. O ile nazwisko szefa Paris Saint-Germain nie dziwiło, o tyle już pojawienie się w tej układance Dariusza Mioduskiego, właściciela Legii, mogło szokować.
Oczywiście szybko stało się jasne, że Mioduski nie ma realnych szans, by walczyć z Infantino, ale to nie oznacza, że UEFA porzuciła plany zmiany szefa FIFA. Wręcz przeciwnie, Aleksander Ceferin i inni europejscy działacze aktywnie pracują, a ich najnowsze plany ujawnili dziennikarze "The Independent".
Zakulisowe rozmowy podczas Superpucharu Europy
Okazało się, że UEFA chce przeforsować plan, by szef FIFA zmieniał się rotacyjnie i na nową kadencję wybierany był kandydat z innego kontynentu. To miałoby zakończyć monopol na władzę jaki w tej chwili ma Infantino, a wcześniej Joseph Blatter.
Pomysł nie jest oderwany od rzeczywistości, bowiem według dziennikarzy "The Independent" UEFA ma zyskiwać kolejnych sojuszników.
W Salzburgu, w dniu meczu o Superpuchar Europy (PSG wygrało z Aston Villą 2:1) miały nawet odbyć się rozmowy między Ceferinem a szefem Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej, Patrice'a Motsepe. Jest to o tyle zaskakujące, że jeszcze do niedawna Afrykańczycy popierali Infantino.
Wybory szefa FIFA zaplanowano na marzec 2027 roku.












