Reklama

Reklama

​Uderzyli w największe szychy ze świata futbolu. Kim są ludzie z Football Leaks?

Twierdzą, że mają ponad 500 GB tajnych dokumentów. Jedyne, co o nich wiadomo, to że są z Portugalii i - jak twierdzi ich anonimowy przedstawiciel - wszyscy kochają piłkę nożną. Organizacja Football Leaks mocno uderzyła w świat futbolu. Czy jednak można im zaufać?

Pierwsze wpisy na stronie Football Leaks pojawiły się pod koniec listopada 2015 roku i dotyczyły głównie ligi portugalskiej. Strona szybko jednak zyskała rozgłos po tym, jak w grudniu pojawiły się tam dokumenty ujawniające szczegóły kontraktu między holenderskim Twente a szerzej nieznaną firmą Doyen Sports, która najpierw pomagała finansowo w zakupie piłkarzy, a później żądała ich sprzedaży. W efekcie klub praktycznie nic nie zarabiał na transferze, bo większość udziału w prawach do zawodnika miał tzw. podmiot trzeci, w tym przypadku firma Doyen.

Reklama

Ujawnienie dokumentów brutalnie zobrazowało wady systemu Third Part Ownership, który pozwalał klubom na korzystanie z pomocy podmiotów trzecich przy transferach piłkarzy. Ta praktyka została zakazana przez FIFA w maju 2015 roku, ale według Football Leaks wciąż jest nielegalnie wykorzystywana.

Sprawa z Doyen Sports to tylko jeden z przykładów wielkich afer ujawnionych przez Football Leaks. O organizacji było też głośno przy okazji upublicznienia rzekomych kontraktów Angela di Marii z Manchesterem United, Garetha Bale’a z Realem Madryt czy licznych umów Neymara m.in. właśnie z Doyen Sports czy Pokerstars.

Światowa piłka stanęła na głowie

Publikacje Football Leaks mają praktyczne skutki w świecie futbolu. Za ich sprawą m.in. we wszystkich rozgrywkach europejskich na trzy lata zostało zawieszone Twente, di Maria stał się największym transferem na Wyspach, a Gareth Bale - najdroższym piłkarzem świata. Pytanie tylko brzmi czy rzeczywiście ich dokumenty można uznać za wiarygodne źródło informacji?

Wątpliwości jest dużo. Pojawiły się one m.in. przy transferze Bale’a. Porównano bowiem podpisy piłkarza na umowie z podpisami na innych dokumentach. Okazało się, że znacząco różnią się one od siebie. Przedstawiciel Walijczyka z agencji "Stellar Group" Jonathan Barnett, który dopinał szczegóły transferu, po wycieku kontraktu, domagał się nawet niezależnego śledztwa i określił sytuację jako hańbiącą.

Warto więc zadać sobie kilka ważnych pytań związanych z organizacją Football Leaks.

Skąd mają informacje?

Doyen Sports, które mocno ucierpiało na starciu z Football Leaks zarzuciło organizacji, że informacje pomagają im zbierać hakerzy, którzy rzekomo zaatakowali dane ich firmy. Anonimowy przedstawiciel Football Leaks udzielił jednak kilku mailowych wywiadów m.in. dla niemieckiej gazety "Der Spiegel", w których zdementował te doniesienia. Twierdził, że dokumenty są im dostarczane od "różnych źródeł". Jeśli to prawda, to w grę mają wchodzić np. agenci piłkarzy, przedstawiciele klubów czy też związków piłkarskich. Twardych dowodów na to jednak nie ma.

Rosyjskie serwery w akcji

Organizacja ma założoną stronę na rosyjskich serwerach. Jej operatorzy bardzo chronią swoją tożsamość. Z udzielonych wywiadów wiadomo tylko, że są Portugalczykami i fanami futbolu. Dlaczego to robią?

"Na początku naszym głównym celem było ujawnienie kłamstw i kontrowersji w portugalskim futbolu. Chcieliśmy pomóc ludziom zrozumieć, jak to naprawdę funkcjonuje i skupiliśmy się na zdemaskowaniu nieprawidłowości. Na szczęście dzięki naszym źródłom mogliśmy rozszerzyć działania" - mówił w wywiadzie dla magazynu "11 Freunde" przedstawiciel organizacji.

Czy na tym zarabiają?

Organizacja twierdzi, że działa charytatywnie i nie pobiera żadnych pieniędzy od swoich informatorów. Na początku stycznia tego roku firma Doyen Sports posądziła jednak Football Leaks o szantażowanie. Organizacja miała żądać miliona złotych za nieujawnianie kolejnych obciążających firmę dokumentów. Policja wszczęła w tej sprawie śledztwo.

Jak ich sprawdzić?

Obecnie jest to praktycznie niemożliwe. Nie udało się na razie dotrzeć do nikogo, kto poświadczyłby o rzetelności wszystkich dokumentów.

"Zdajemy sobie sprawę z podejmowanego ryzyka, zwłaszcza jeśli chodzi o legalne sprawy. W futbolu też jednak mają znakomitych lobbystów, którzy wpływają na światowe organy ścigania. Nigdy nie mielibyśmy szans na sprawiedliwą rozprawę w sądzie" - twierdzi anonimowy przedstawiciel organizacji.

***

Działanie Football Leaks to tak naprawdę jedna wielka niewiadoma. Dzięki ich niektórym akcjom udało się chociaż trochę otworzyć ludziom oczy na to, jakie przekręty można robić w świecie piłki. Z drugiej jednak strony, w wielu przypadkach nie ma nawet możliwości wyjaśnienia spornych albo budzących wątpliwości kwestii. Za każdym razem walczące ze sobą strony idą w zaparte. Najlepszym rozwiązaniem byłoby konfrontowanie dokumentów Football Leaks z oryginalnymi dokumentami np. klubów piłkarskich. Odpowiednie organy mogą takich działań zażądać, ale muszą mieć do tego odpowiednie podstawy. Dla przeciętnego kibica dotarcie do takich informacji jest natomiast niemożliwe.

Football Leaks na pewno jest znakomitym straszakiem dla ciemnych charakterów ze świata piłki. Teraz muszą się lepiej pilnować, bo wrogowie, mając odpowiednie dokumenty, mogą w łatwy sposób na nich donieść. Wystarczy jeden mail wysłany do organizacji. Na pewno w wielu przypadkach ujawnionych przez Football Leaks takie sytuacje miały miejsce. Szkoda tylko, że my w żaden sposób nie możemy w stu procentach potwierdzić ich wiarygodności.

Autor: Adrianna Kmak

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama