Reklama

Reklama

Twardy jak skała. Czy to nowy trener Wisły?

106 meczów i 11 goli dla Argentyny opisują karierę piłkarza, który wychodził do gry z nożem w zębach. W zaledwie cztery lata pracy trenerskiej Diego Simeone zasmakował już i nieba, i piekła.

Jeśli Wisła Kraków potrzebuje człowieka do zadań specjalnych, to 40-letni Diego Pablo Simeone zdecydowanie się do tego nadaje. Wciąż kipi energią, starając się potwierdzić teorię, że większy talent do pracy szkoleniowej mają piłkarze defensywni.

Dla swoich był jak komandos, dla rywali to wyrafinowany boiskowy zabijaka, którego jednak wszyscy woleli mieć po swojej stronie. Charakter wojownika zaprowadził go na szczyty klubowej piłki.

Z Atletico Madryt Simeone zdobył mistrzostwo i Puchar Hiszpanii, z Interem Puchar UEFA, z Lazio potrójną koronę w Serie A (mistrzostwo, Puchar i Superpuchar Włoch), a także Superpuchar Europy. Znaczące było to, że gdy przed igrzyskami w Atlancie selekcjoner Argentyny wybierał do kadry trzech starszych piłkarzy - nie postawił na jakiegoś wirtuoza, tylko właśnie na niego.

Reklama

Simeone nie sprawiał, że drużyna grała płynniej czy piękniej, ale potrafił pokierować nią w walce. Srebrny medal po finałowej porażce z Nigerią 2-3 nie był jednak dla "Albicelestes" sukcesem. Z pierwszą reprezentacją Diego dwa razy wygrał Copa America i raz Puchar Konfederacji, trzy razy wystąpił na mundialu (1994, 1998, 2002) - za każdym razem wracając na tarczy.

Jak każdy rasowy zabijaka, lubił bezwstydnie wcielać się w rolę ofiary. Najbardziej znanym motywem z piłkarskiej kariery Simeone było oczywiście starcie z Davidem Beckhamem podczas meczu Anglia - Argentyna na mundialu we Francji. Diego prowokował, David kopnął - po czym argentyński pomocnik z satysfakcją patrzył, jak jego angielski rywal ogląda czerwoną kartkę. "Niedostrzegalne faule i wymuszanie fauli" - to był piłkarski arsenał, którym posługiwał się genialnie.

Kibice w Polsce wspominają gola Marka Citko w meczu Widzew - Atletico w Champions League, w 1996 roku. Klub z Łodzi przegrał wtedy 1-4 - także przez dwie bramki głową zdobyte przez Simeone.

Bezwzględny, bezpardonowy, twardy jak skała - taki jest też jako trener. W zaledwie cztery lata potrafił wynosić drużyny na szczyty, by za chwilę prowadzić je w przepaść. W Racing Club zaczął pracę tuż po ogłoszeniu, że przestaje grać w piłkę. Seria niewiarygodnych zwycięstw w końcówce sezonu ocaliła drużynę. Szefowie Racingu nie chcieli jednak, by został.

Poszedł do Estudiantes la Plata i po 23 latach zdobył z nimi mistrzostwo kraju - w cudowny sposób odrabiając do Boca Juniors cztery punkty w dwóch ostatnich kolejkach. Zaraz potem, w grudniu 2007 roku, opuścił klub bez słowa wyjaśnienia, zrywając jeszcze przez rok ważny kontrakt, by podjąć pracę w wielkim River Plate. Z nim także zdobył tytuł mistrzowski. Wtedy właśnie jego nazwisko pojawiło się wśród kandydatów na selekcjonera Argentyny, którym został ostatecznie Diego Maradona.

Dla Simeone zaczęła się za to równia pochyła. Już w kolejnym sezonie odszedł z River, zostawiając drużynę na ostatniej pozycji w tabeli! Praca w San Lorenzo też nie przyniosła mu sukcesów - opuścił stanowisko w marcu i po raz pierwszy w karierze został na jakiś czas bezrobotny. Dziś znów wymieniany jest wśród kandydatów na selekcjonera - po odejściu Maradony Argentyna potrzebuje człowieka z twardą ręką.

Zalety Argentyńczyka doceniają też szefowie Wisły. Jego kandydaturę popiera Mauro Cantoro, znający Simeone z reprezentacji młodzieżowej. Nie wiadomo jednak, czy klub z Krakowa będzie w stanie sprostać jego oczekiwaniom finansowym.

Zobacz również:

Bogdan Basałaj: Za granicę po fachowca

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL