Reklama

Reklama

Trenerzy Kasperczak i Zieliński po meczu Wisła - Lech

- Mecz określany jako hit kolejki, rundy rozczarował. Z dużej chmury mały deszcz, żadnego wielkiego futbolu, mało sytuacji. Widowisko rozczarowało. Padł remis, który dzisiaj niewiele nam daje, ale sytuacja jest dynamiczna i za trzy tygodnie może się zmienić - ocenił spotkanie na szczycie z Wisłą trener Lecha Jacek Zieliński.

- Piłkę meczową miał Kriwiec w drugiej połowie, ale nie trafił czysto w piłkę - żałował trener Zieliński, który nie zgadzał się, że piłkarze oszczędzali się w II połowie. - Pogoda dała się piłkarzom we znaki, być może nie było z czego pociągnąć. Poza tym zespoły panicznie się bały przegrać - podkreślał trener Lecha Jacek Zieliński.

Reklama

Szkoleniowiec "Kolejorza" powiedział, że wierzy w dwa ewentualne potknięcia Wisły, które przy zwycięstwach jego zespołu dałyby Lechowi mistrzostwo Polski.

Zapytaliśmy trenera Zielińskiego o to, czy ma poczucie, że zarówno on, jak i jego podopieczni zrobili wszystko, by pokonać Wisłę, która miała osłabioną obronę. - To trudne pytanie, ale wydaje mi się, że czegoś nam brakło, żeby Wisłę docisnąć do końca. Wydaje mi się, że wszystko przez to, iż nasza druga linia nie funkcjonowała należycie. Wisła, po powrocie Sobolewskiego postawiła nam bardzo wysoko poprzeczkę i szybko przerywała nasze ataki. Robert Lewandowski był odcięty od podań - analizował Jacek Zieliński.

Z kolei trener Wisły Henryk Kasperczak stwierdził, że przed meczem zakładał walkę o zwycięstwo, ale z jego przebiegu zadowolony jest z remisu. - Obie drużyny chciały wygrać, my szczególnie w pierwszej połowie mieliśmy sytuacje, choć Lech też zagroził bramce.

- W drugiej połowie drużyny nastawiły się na taktyczną grę, było dużo walki w środkowej strefie boiska. Niektórzy zawodnicy Lecha zostali wyeliminowani z gry, mam tu na myśli Stilicia i Lewandowskiego. Brakowało nam trochę zaskoczenia w ofensywie, choć staraliśmy się, ale rywal też był mocny w obronie. Z gry mogę być zadowolony. Tak samo jak z występu Mariusza Jopa, który dzielnie zastąpił Arka Głowackiego. Mógł strzelić nawet zwycięską bramkę, ale spóźnił się z uderzeniem - analizował Henryk Kasperczak.

Zapytaliśmy trenera Wisły o to, kiedy jego piłkarze będą biegać tak szybko jak Sławomir Peszko, który w 75. min uciekł prawą flanką i wypracował groźną sytuację Siergiejowi Kriwiecowi. - To pan chce, żeby wszyscy w Wiśle tak biegali? Peszko jest szybkościowcem i trudno, by wszyscy moi biegali tak szybko jak on. Nie wszyscy są szybkościowcami, niektórzy są wytrzymałościowcami. Owszem, dynamiki nam czasem brakuje, ale nie jest z nią źle u Łobodzińskiego, Małeckiego, czy Boguskiego - odpowiedział popularny "Henry".

Gdy jeden z dziennikarzy powtórzył Kasperczakowi, że Lech liczy na potknięcia Wisły i zapytał o to, w których meczach mogą one nastąpić, pan Henryk tak oto zareagował: - Ja bym odwrócił to pytanie: my też czekamy na potknięcia Lecha, a walkę o mistrzostwo będziemy kontynuować, losy tytułu będą się ważyły do końca sezonu. Każdy następny mecz jest trudny, ale Lechowi też nie będzie łatwo. Gra z zespołami, które bronią się przed spadkiem - zauważył Henryk Kasperczak.

Notował w Krakowie: Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: mecz | trenerzy | kasperczak | Wisła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama