Reklama

Reklama

Trener Borussii unikał dziennikarzy, alarm w Bayernie

Z chęci pozostała frustracja i zawód. Borussia Dortmund w sobotę mogła świętować piłkarskie mistrzostwo Niemiec, ale przegrała z walczącą o utrzymanie imienniczką z Moenchengladbach 0-1. Trener Juergen Klopp, zazwyczaj rozmowny, tym razem unikał dziennikarzy.

Niemiecki szkoleniowiec, jak każe tradycja, zjawił się na konferencji prasowej. Odpowiedzi udzielał jednak niechętnie, a na dodatkowe pytania nie chciał się zgodzić. Nie zatrzymał się także przy zebranych poza salą dziennikarzach, którzy chcieli dowiedzieć się o szczegółach porażki. Na mecie rozgrywek puszczają nerwy nie tylko piłkarzom.

Reklama

Na oficjalnym spotkaniu pomeczowym nie obwiniał podopiecznych, chwalił za to rywali.

"W pierwszej połowie zrobili wszystko, by utrudnić nam na murawie życie i znakomicie im to wychodziło. My z kolei nie potrafiliśmy wyjść z pewnego schematu. Zawodnicy z Moenchengladbach postawili wszystko na jedną kartę i z wielkim poświęceniem grali w obronie. Martwiłbym się, gdybyśmy nie stworzyli żadnej sytuacji podbramkowej, ale tak nie było. Już po 30 sekundach mogliśmy być na prowadzeniu. Oczywiście był to dla nas bardzo ważny mecz. W kolejnych tygodniach na pewno nie będzie łatwiej" - ocenił.

Piłkarze nie wydają się być załamani i uważają, że "co się odwlecze to nie uciecze". "Może to i lepiej? Przegraliśmy jeden mecz i dzięki temu nie urosną nam zbyt wcześnie skrzydła" - skomentował pomocnik z Dortmundu Kevin Grosskreutz.

"Zmartwień nie mamy żadnych, ale złościmy się na siebie, że nie potrafiliśmy pokonać znacznie słabiej notowanego rywala" - przyznał bramkarz Roman Weidenfeller.

W przegranym 0-1 meczu w pierwszym składzie dortmundczyków znalazło się trzech Polaków: Robert Lewandowski, Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek. Całe spotkanie rozegrał tylko ostatni z nich.

Po remisie z Eintrachtem Frankfurt 1-1 alarm zarządzono z kolei w Bayernie Monachium. Bawarczycy zajmują czwarte miejsce w tabeli, pierwsze, które nie promuje grą w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Dla broniących tytułu zawodników jest to tym bardziej przykre, że w przyszłym sezonie finał Champions League ma odbyć się na ich własnym stadionie.

Do trzeciego Hanoveru 96 tracą wprawdzie zaledwie punkt; muszą nie tylko sami wygrywać, ale i liczyć na ich potknięcie.

"Jesteśmy na czwartej pozycji i jest to dla nas jedna z największych porażek. Możemy nie wystąpić nawet w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Nie mamy niczego we własnych rękach, niewiele zależy w tej chwili od nas, a musimy zerkać na rywali. Zawiedliśmy siebie i kibiców. Co z tego, że prezentujemy się na boisku całkiem nieźle, skoro nie potrafimy wygrać?" - powiedział Thomas Mueller.

W najbliższej kolejce Bayern podejmie Schalke Gelsenkirchen.

Wyniki, terminarz i tabela Bundesligi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje