Reklama

Reklama

Transfer numer "dwa" trenera Bakero

Zatrudnienie w klubie dietetyka trener Lecha Poznań, Jose Mari Bakero, nazwał drugim najważniejszym transferem tego lata. Tymczasem dietetyk Wojciech Zep nie ukrywa, że łatwiej mu się pracuje z juniorami niż z pierwszą drużyną.

W polskiej lidze wspólne obiady w klubach pod kontrolą specjalisty nie są normą. - W Evertonie wszystko podane jest na tacy. Kilka boisk treningowych, posiłki jada się w klubie, człowiek o nic nie musi się martwić - mówił po powrocie z niedawnych testów medycznych w Anglii bramkarz Jagiellonii Białystok Grzegorz Sandomierski.

Kiedy Lech grał tydzień temu w Austrii sparing z Panathinaikosem Ateny, Grecy też mieli swoją dietetyczkę, a także przygotowany bogaty zasób artykułów żywnościowych, gotowych do spożycia zaraz po meczu.

Reklama

- Byli świetnie przygotowani i widać, że mają doświadczenie w tym aspekcie. Po meczu mieli cały bufet, sandwicze i owoce. My też tak się zabezpieczamy - mówi Wojciech Zep, opiekujący się lechitami dietetyk. W Lechu ma wprowadzić dwa wspólne posiłki w klubie, dobrać właściwą dietę dla każdego piłkarza, zadbać o suplementację.

INTERIA.PL: W czym klubowi i piłkarzom może pomóc dietetyk?

Wojciech Zep: - Ma wprowadzić specyfikację dla zawodników z różnych boiskowych pozycji. Inną dietę będzie miał na przykład napastnik, a inną bramkarz czy pomocnicy. To zależy od charakteru zawodnika, czy jest walczakiem, ile biega po boisku. Widać mniej więcej, kto biega, a kto opiera grę na technice. Wszystkie te umiejętności można w jakiś sposób doszlifować, stosując odpowiednią dietę, optymalną dla każdego zawodnika.

- Chodzi o to, by dieta sportowca opierała się na węglowodanach, które powinny stanowić około 60 proc. zapotrzebowania piłkarzy, dopiero później jest białko, które powinno stanowić 25 proc. i tłuszcze - to 15 proc. Najczęściej jest tak, że proporcje zmieniają się na 40-30-30 albo 30-40-30. Piłkarzom potrzebna jest więc pewna świadomość co do tego, co jedzą, jak jedzą, ile jedzą. Każdy sukces jest szczytem piramidy. Niżej jest w niej przygotowanie psychiczne, psychologiczne, praca nad stroną mentalną, później trening fizyczny, dalej kondycja, a na samym dole bazą jest odżywianie i suplementacja. To punkt wyjściowy. Chodzi o to, by piłka nożna nie była hazardem, ale żeby całe przygotowanie piłkarza do meczu było przemyślane od A do Z. I żeby nie było wypadkową jakiegoś zbiegu okoliczności.

Czym się różni dieta ruchliwego skrzydłowego od diety bardziej statycznego środkowego obrońcy?

- Zwiększa się zużycie energii w trakcie meczu. Gdy ktoś jest bardzo aktywny, a do tego dochodzi stres psychologiczny, który też towarzyszy ważnym zawodom, to zużycie energii jest na poziomie 15 kilokalorii na kilogram masy ciała na minutę. I to jest ogromny wysiłek. Bardzo duży określa się na poziomie 12, a średni to 6, który większość z nas wykorzystuje. Dlatego osoba, która biega bardzo szybko tam i z powrotem, będzie miała większe zapotrzebowanie i będzie musiała jeść zdecydowanie więcej niż taka, która gdzieś tam w środku truchta i szuka dobrego podania.

Czy przed pana przyjściem piłkarze Lecha byli z dietą na bakier?

- Nie, większość jest świadoma tego, co powinna robić. Będąc w lepszych klubach, bo w gorszych raczej nie jest to jeszcze szeroko realizowane, mają jakąś świadomość, jak to powinno wyglądać. Cieszę się, że niektórzy przestrzegają diety, pilnują się. Wiedzą, że to, co im podajemy, jak powinien wyglądać jadłospis, ma bezpośredni związek z ich wynikami.

Teraz nie ma problemu z upilnowaniem piłkarzy, bo jesteście na obozie, skoszarowani w jednym miejscu. Ale wracacie i macie pewność, że piłkarze będą wiedzieli, jak się dobrze odżywiać?

- Dlatego właśnie jest potrzeba budowania w nich jakiejś świadomości i pokazywania, że między dietą i ich wynikami jest bezpośredni związek. Oczywiście, starsi zawodnicy mają swoje przyzwyczajenia, które jest bardzo ciężko modyfikować. I jeśli już, to zgadzają się na niewielkie zmiany. Zdarzają się też jednak chętni i świadomi.

Co powinni piłkarze jeść, a czego im nie wolno?

- Pewne produkty są dla nich wskazane znacznie bardziej niż dla normalnego człowieka. Do nich zaliczają się wszelkie produkty z wysokim indeksem glikemicznym. Zwłaszcza po treningu, po wysiłku fizycznym, bo to pomaga odbudować zapasy glikogenu, z którego w trakcie wysiłku czerpią energię do pracy mięśni itd.

Tak po ludzku, to co się kryje pod tym pojęciem indeksu glikemicznego?

- To na przykład rozgotowany makaron, on ma wtedy wysoki indeks glikemiczny. Makaron "al dente" już go nie ma. Może być jasne pieczywo. Efekt jest taki, że po bardzo obfitym posiłku z rozgotowanym makaronem idziemy po prostu spać, bo jesteśmy znużeni. Nagle spada poziom glukozy we krwi, a odbudowuje się w mięśniach i wątrobie. Tak powinno być zwłaszcza po wysiłku , bo przez dwie godziny mamy okienko transferowe, które ułatwia odbudowanie glikogemu.

Czego piłkarze nie powinni jeść?

- Powinni unikać tłustych potraw. Wołowinę jeść mogą, z wieprzowiny mogliby zrezygnować, chyba że to chudy schab. Raczej zalecałbym drób: kurczaki, indyki, bez żadnych skórek. Ważna jest forma obróbki kulinarnej - raczej trzeba zrezygnować ze smażenia, bo takie potrawy są bardziej kaloryczne, ale ta kaloryczność jest związana tylko i wyłącznie z tłuszczem w tej potrawie.

- Istotne jest też przygotowanie bezpośrednio przed meczem. Warto wtedy bazować na produktach, które lubią, a które są lekkostrawne. Gdy coś zalega w żołądku, to mogą wystąpić problemy z bólem żołądka, a nawet biegunka.

A pizza ma wysoki indeks?

- Średniowysoki, zdaje się.

Pytam, bo w przedostatniej kolejce poprzedniego sezonu Lech grał w Bytomiu, a po meczu do autokaru zostało zamówionych 10 kartonów z pizzą.

- Ten indeks glikemiczny jest ważny, ale ważne jest też to, by 2-4 godziny po wysiłku spożyć pełnowartościowy posiłek.

Nie ma więc przeciwwskazań do pizzy?

- No nie, chyba że to będzie Quattro Formaggi z 80 procentami sera w pizzy. To wtedy można powiedzieć, że jej zjadanie nie ma sensu.

A co z fast foodami? Dziś sportowcy często się tam stołują, zwłaszcza w tych sieciowych. Jak to działa na ich organizmy?

- To zależy. W pierwszej kolejności taki posiłek może owocować problemami gastrycznymi. Wiele zależy od jakości tych potraw, ich świeżości. Nie można tu jednoznacznie powiedzieć, że jest tak albo tak, ale jednak fast foody mają w większości niekorzystne działanie, bo te produkty zawierają wiele tłuszczu. Ale jeżeli jest to pizza na cieście orkiszowym i do tego z szynką oraz jakimiś owocami morza, to też może być nazwane fast foodem, ale nie musi być niewskazane.

Mówimy tu o hamburgerze z frytkami i coli.

- Powinni to wykluczyć ze swojego jadłospisu.

Jaka jest różnica między sportowcem, który nie jest świadomy tego, co je, a takim, który się zdrowo odżywia? Czy ten drugi może np. więcej przebiec kilometrów?

- Wtedy mamy do czynienia z hazardem. Jeden jest przygotowany od samej podstawy do osiągnięcia tego szczytu, którym jest sukces. A drugi jest wypadkową zbiegów okoliczności, i może coś osiągnie, bo będzie miał akurat świetny dzień albo zje coś dobrego przed zawodami. Ten sukces nie jest w jego przypadku wykluczony, ale ma bardzo ograniczone prawdopodobieństwo. Druga rzecz, która różni te dwa typy sportowców - świadomych i nieświadomych - jest taka, że warto popatrzeć na innych zawodników, którzy grają w piłkę na wysokim poziomie. Taki Diego Forlan, który zatrudnił własnego trenera personalnego i dietetyka - wszystko ma pod kontrolą, może wtedy kontynuować karierę na bardzo wysokim poziomie przez wiele lat. Są osoby, które nie mają świadomości, że i ta kariera, jeśli nie mają silnej woli, to szybko się dla nich skończy.

W Lechu pana rola to przygotowanie pierwszej drużyny czy także młodzieży?

- Wcześniej współpracowałem z juniorami, znacznie bardzie wolę działać z młodzieżą. Oni słuchają, od razu próbują coś robić, stosować to, co się do nich mówi. Wiedzą, że każda wskazówka jest dla ich dobra, może gdzieś tam skutkować w osiągnięciu sukcesu, podpisaniu kontaktu. Dlatego starają się to robić. A starsi jakiś tam sukces odnieśli i mają swoje przekonania, ciężko to wówczas zmienić.

Jaka jest szansa, że stałe wspólne posiłki w klubie wejdą w życie i jaka będzie ich rola?

- Te wspólne śniadania są ważne. Jak piłkarz nie zje odpowiedniego śniadania, przyjdzie głodny, to zasoby jego glikogenu będą na niskim poziomie. A przecież oni trenują 5-6 razy w tygodniu, do tego dochodzi mecz. Śniadanie i lunch w klubie to bardzo dobre rozwiązanie, do tego dążymy.

Ile musi pan mieć smaków tego napoju izotonicznego, by wszystkich zadowolić?

- Myślę, że nawet jakbym miał dwa razy tyle smaków, ile mam, to i tak bym wszystkich nie zadowolił.

Dużo czasu zajmuje przygotowanie tych wszystkich napojów?

- Około 30-40 minut. Z racji tego, że dopiero zaczynam z nimi pracę, to jednak stworzenie napojów dla 26 piłkarzy musi chwilę potrwać. Mniej więcej już pamiętam, kto jaki lubi smak. Jest kilku takich, którzy lubią tylko jeden smak, a są tacy, którzy tylko jednego nie piją.

Inny jest chyba napój przed meczem, inny w trakcie, a inny po?

- Tak, dążymy do tego, by w trakcie treningu jak najlepiej zawodnika nawodnić, powinny to być napoje izotoniczne. A po treningu węglowodanowo-białkowe.

Są tacy, którzy twierdzą, że nie muszą się do tego stosować. W Lechu chyba podobnie myślał Tomasz Bandrowski.

- I proszę spojrzeć, jak długo dochodzi do siebie po kontuzji. Nie wiem, jak wyglądała jego dieta, ale dlatego, że pił tylko wodę i nie zabezpieczał się energetycznie w trakcie treningu, to teraz jest mu tak trudno dojść do sprawności. To ma wpływ i przełożenie na funkcjonowanie.

Mamy śniadanie w klubie. Co piłkarz może zjeść?

- Grzanki z miodem, z czekoladą, białe pieczywo. Wielu lubi płatki, fajnie jak dorzucają rodzynki, suszone owoce czy orzechy. Chcemy wprowadzić koktajle, np. na mleku z bananami.

A jajecznica?

- Akurat nie mieliśmy jej jeszcze, ale może będą jakieś omlety czy naleśniki.

Czyli nie jest wskazana?

- Nie, że nie jest wskazana, mogłaby być, ale najczęściej jest mało apetyczna, gdy już długo stoi.

Kawa też?

- Jak piłkarze potrzebują, to proszę bardzo, niech piją. Jeśli organizm jest przyzwyczajony do picia kawy, do tego pobudzenia psychoruchowego, to jak najbardziej. Bo inaczej człowiek jest ospały, nie daje z siebie tyle, ile mógłby. Kawa ma działanie lekko diuretyczne, ale jak organizm jest przyzwyczajony, to ta diureza jest niewielka.

Kolację piłkarz powinien sobie odpuścić?

- Jak najbardziej powinien ją zjeść. Czasem jak mają dwa treningi dziennie i zapotrzebowanie energetyczne jest na poziomie 4-5 tysięcy kilokalorii, to wtedy nie jesteśmy w stanie z dwóch czy trzech posiłków dostarczyć tyle energii, by zbilansować to na zero. Kolacja może być bardziej oparta na produktach białkowych, na dwie godziny przed spaniem można spokojnie jeść, w żadnym wypadku nie odpuszczać.

Rozmawiał w Miesbach Andrzej Grupa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje