Reklama

Reklama

Tomasz Pękala: Żałuję, że nie gram dla Polski

- Nie udało mu się zagrać w reprezentacji Polski, ale wystąpił w młodzieżowej kadrze Austrii. O perypetiach z tym związanych, o ojcu Mirosławie, byłym graczu polskiej drużyny narodowej - opowiada 26-letni Tomasz Pękala, piłkarz Rivelli SC Bregenz.

- W Polsce nazwisko Pękala kojarzone jest przede wszystkim z pana ojcem, dawnym zawodnikiem Śląska Wrocław i Lechii Gdańsk.

Tomasz Pękala: Jestem dumny z taty (Mirosław Pękala ma 48 lat i też mieszka w Austrii - przyp. red), wiem jakim był piłkarzem i jestem przekonany, że gdyby nie pewne sprawy, zrobiłby międzynarodową karierę.

- Pana futbolowe początki miały miejsce w Polsce?

- Zacząłem treningi w wieku 5 lat w Śląsku. Nikt mnie nie musiał namawiać, sam chciałem grać tak jak tata. Już po dwóch latach wyjechaliśmy do Bregencji, gdzie trafiłem do klubu Viktoria Bregenz, w którym był mój ojciec.

Reklama

- Grał pan w austriackiej młodzieżówce, ale w seniorskiej kadrze już nie.

- Wystąpiłem w 15 meczach, m.in. przeciwko Niemcom, w składzie ze Schweinsteigerem, Lellem, Rensingiem, Gomezem. Z nimi nawet wygraliśmy. Obserwował mnie w tym czasie selekcjoner, ale byłem bardzo młody i to nie był chyba jeszcze właściwy moment na powołanie do dorosłej ekipy narodowej.

- Dlaczego Tomasz Pękala nie broni polskich barw?

- Zanim zagrałem pierwszy raz dla Austrii, była opcja polska. Moim marzeniem był występ z białym orzełkiem na piersi. Mając 19 lat i będąc zawodnikiem pierwszoligowego SV Bregenz skontaktował się ze mną trener Edward Klejndinst (prowadził młodzieżówkę, w kadrze "A" był asystentem - przyp. red). Byłem zachwycony, decyzję też podjąłem, oczywiście korzystną dla Polski.

- Dlaczego więc nie doszło do debiutu w "Biało-czerwonym" zespole?

- Szkoleniowiec był na spotkaniu z Rapidem Wiedeń, potem znów zadzwonił i powiedział, że chce mnie zaprosić na zgrupowanie. Okazało się, że jest problem z moim polskim paszportem. Aby go odzyskać szukaliśmy pomocy u polityków. Niestety, w PZPN nie było wtedy takiej chęci zabiegania o Polaków grających na co dzień za granicą, jak ma to miejsce teraz. Z kolei Austriacy bardzo się interesowali, a w klubie naciskali, abym występował dla tego kraju, a nawet usłyszałem: albo grasz dla Austrii, albo siadaj na ławkę. Dla młodego gracza to była ciężka sprawa. Żałuję, że się nie udało.

- Gdyby teraz miał pan wybór, jaka byłaby decyzja?

- Sprawa jest jasna, zawsze marzyłem i chciałem grać dla Polski.

- Jak się panu wiedzie w Bregencji?

- Klub miał problemy finansowe, opuścił ekstraklasę (przez trzy lata Pękala rozegrał 45 meczów - przyp. red) i gra zaledwie w trzeciej lidze. Celem jest powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, a mnie ściągnęli ponownie po to, abym pomógł to osiągnąć.

- Niewielu kibiców pamięta, że parę lat temu mógł pan pójść śladami ojca i zagrać w Lechii.

- To było latem 2005 roku. Po długiej podróży z ojcem, stawiliśmy się w Gdańsku. Niestety, testy nie były najlepiej zorganizowane. Który zawodnik jedzie swoim autem 15 godzin? Nie trenowałem z Lechią, miałem tylko sprawdzian motoryczny, zagrałem jakiś mecz na sztucznej murawie z amatorami i może kwadrans w sparingu "Zielonych". Tak naprawdę nie dostałem szansy pokazania się. Ale z drugiej strony spędziłem kilka fajnych dni w Gdańsku i za to jestem wdzięczny działaczom Lechii. Kibicuję temu klubowi.

- Były inne propozycje z polskiej ligi?

- Był kontakt z LKS Łomża, lecz nic z tego nie wyszło po ich spadku z drugiej ligi. Praktycznie byłem dogadany z Górnikiem Łęczna, jednak wyszła sprawa afery korupcyjnej i temat upadł. Oczywiście, rozmawiałem też ze Śląskiem, jednak z różnych względów nic z tego nie wyszło. Generalnie nie miałem za bardzo szczęścia.

- Czyli do Polski przyjeżdża pan tylko na wakacje?

- Zawsze chętnie wracam do ojczyzny. Jeżdżę do rodziny do Wrocławia i Kłodzka. Uwielbiam też odpoczywać na plaży w Sopocie czy spacerować po starówce w Gdańsku. To przepiękne rejony Polski, którymi zdążyli się zachwycić także moi zagraniczni koledzy klubowi.

- W Austrii jest cała rodzina Pękalów?

- Tak, rodzice oraz 29-letni brat mieszkają również w Bregencji, u stóp Alp i nad jeziorem Bodeńskim. W lecie kąpię się w jeziorze, a zimą jeżdżę na nartach. Mama z tatą są po rozwodzie, ale żyją w zgodzie. Z ojcem często się widujemy i dyskutujemy o futbolu, a nawet gramy w siatkonogę oraz rywalizujemy jeden na jeden. Zawsze jest fajna zabawa. Tata szkoli młodych chłopaków, poza tym chodzi na wszystkie moje mecze. A potem analizuje, bo jest niezwykłym fachowcem. W ogóle jest w znakomitej formie, biega, wędruje po górach.

- Dobrze zna pan stadion w Kufstein, na którym w środę Polska zmierzy się towarzysko z Serbią?

- Grałem tam i w tym sezonie, bo FC Kufstein to nasz rywal, ale i w drugiej lidze, w barwach Altach. Stadion jest malutki, z tylko jedną trybuną. Zawsze wieje wiatr. Kabiny dla rezerwowych są stare i ogólnie nie jest to stadion czysto piłkarski.

Rozmawiał: Radosław Gielo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje