Reklama

Reklama

Technologicznej rewolucji w futbolu nie będzie

Niesłusznie dyktowane rzuty karne, gole ze spalonych - mimo licznych pomyłek w polskim i europejskim futbolu na razie nie będzie technologii wideo dla sędziów. - Nie ma szans, FIFA i UEFA są przeciwne - mówi działacz tych organizacji Michał Listkiewicz.

Ostatnie tygodnie w piłce nożnej to pasmo pomyłek sędziowskich. W rewanżowym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów Borussia Dortmund - Malaga (3-2) arbiter najpierw uznał kontrowersyjną bramkę dla gości, a w ostatniej minucie w podobny sposób Borussia zdobyła gola na wagę awansu (jak pokazały telewizyjne powtórki, czterech piłkarzy z Dortmundu było na spalonym).

Z kolei działacze Barcelony po pierwszym meczu ćwierćfinałowym LM z Paris Saint Germain (2-2) złożyli do UEFA skargę na arbitra głównego. 

Temat błędów sędziowskich pojawia się również w polskiej lidze. W meczu Wisły Kraków z Legią Warszawa (1-2) niesłusznie uznano pierwszego gola dla gości. Stojący tuż przy linii końcowej arbiter nie zauważył, że piłka tuż przed dośrodkowaniem zdecydowanie wyszła poza boisko. Kilka tygodni wcześniej - w spotkaniu Wisły z Podbeskidziem Bielsko-Biała (0-0) - sędzia bramkowy nie dostrzegł, że został sfaulowany zawodnik z Krakowa. Arbiter główny początkowo podyktował "jedenastkę", ale po konsultacji wycofał się z tej decyzji.

Reklama

Coraz częściej słychać głosy, że sposobem na pomyłki arbitrów jest np. umożliwienie im podejmowania decyzji na podstawie powtórek wideo. Coś podobnego funkcjonuje m.in. w polskiej lidze siatkarzy (tzw. system challenge). Czy w futbolu również może zaistnieć?

- Absolutnie nie, przynajmniej na razie. W tej sprawie jest kategoryczne stanowisko FIFA i UEFA. Uważam, że w ciągu pięciu lat nie ma żadnych szans - powiedział Listkiewicz, były arbiter i prezes PZPN, obecnie m.in. członek Komisji Sędziowskiej FIFA.

- Piłka nożna jest inną grą, płynniejszą, szybszą. Siatkówka czy tenis mają zupełnie inną specyfikę. Poza tym, jak to miałoby wyglądać? Zbierałoby się jakieś konsylium? Kto miałby podejmować decyzję? No i pamiętajmy, że nawet w tych dyscyplinach, które korzystają z techniki, wciąż zdarzają się błędy - dodał Listkiewicz.

Jego zdaniem, w futbolu trudno wprowadzić technologię wideo choćby z powodu... pogody.

- Proszę sobie wyobrazić, że mecz odbywa się w temperaturze minus dziesięć stopni, pada śnieg. Nagle sędzia przerywa grę, aby podjąć decyzję w sprawie kontrowersyjnej sytuacji. Co mają zrobić piłkarze? Pozostać na boisku i marznąć? I jak długo miałoby to potrwać? W siatkówce jest inaczej - ciepłe, kameralne hale, mniejsza przestrzeń. W takich warunkach łatwiej o korzystanie z technologii - stwierdził Listkiewicz.

Za tworzenie i nowelizację przepisów gry w piłkę nożną odpowiada Międzynarodowa Rada Piłkarska (International Football Association Board).

- To jest ciało konserwatywne - podkreślił były prezes PZPN, przypominając, że dużo do powiedzenia mają w nim przedstawiciele federacji Anglii, Irlandii Północnej, Szkocji oraz Walii (posiadają cztery z ośmiu głosów).

Na razie FIFA zdecydowała o wprowadzeniu technologii goal-line, pozwalającej ocenić, czy piłka minęła linię bramkową. System będzie użyty podczas tegorocznego Pucharu Konfederacji w Brazylii oraz w trakcie przyszłorocznych mistrzostw świata w tym kraju. Od nowego sezonu goal-line pomoże również arbitrom w meczach angielskiej ekstraklasy.

Zdecydowanym przeciwnikiem wszelkich nowinek technologicznych jest prezydent UEFA Michel Platini, co podkreślił m.in. podczas mistrzostw Europy 2012 w Polsce i na Ukrainie.

- Gdyby FIFA wprowadziła goal-line, byłaby to historyczna pomyłka - powiedział w czerwcu Francuz, bagatelizując znaczenie sędziowskiej wpadki podczas spotkania Euro 2012 Anglia - Ukraina. Wówczas nie została uznana bramka dla współgospodarzy turnieju, choć piłka przekroczyła linię całym obwodem.

- Wcześniej był spalony. Gdybyśmy wprowadzili technologię goal-line, bramka zostałaby uznana, ale nieprawidłowo. Za chwilę więc zostałaby wprowadzona technologia oceniającą, czy był spalony. A potem nastąpiłyby kolejne kroki. Jak wówczas wyglądałby futbol? - dodał.

Platini przyznał, że jest ogólnie przeciwko wprowadzaniu jakiejkolwiek technologii do meczów piłkarskich. - Trzymam się swojego zdania, pozostańmy przy ludziach - podkreślił.

Francuz woli rozwiązanie stosowane m.in. w Lidze Mistrzów i Lidze Europejskiej, czyli z dwoma dodatkowymi sędziami, tzw. bramkowymi. W Polsce ten eksperyment był prowadzony od listopada 2012 roku, ale okazał się nietrafiony.

W poniedziałek przewodniczący Kolegium Sędziów PZPN Zbigniew Przesmycki poinformował, że od następnej kolejki piłkarskiej ekstraklasy nie będzie już arbitrów bramkowych.

- Kończymy ten eksperyment. Miał pokazać, czy warto korzystać z dodatkowej pomocy arbitrów stojących za bramkami. Dziś już wiemy, że nie warto. Na boiskach ekstraklasy było zbyt wiele kontrowersji - powiedział Przesmycki.

Jeśli w rozgrywkach międzynarodowych błędy będą się powtarzać, zwolennicy wprowadzenia technologii zyskają kolejny argument.

Jeszcze kilka lat temu prezydent FIFA Sepp Blatter był przeciwny wszelkim nowinkom (opowiadał się za "czynnikiem ludzkim"), ale zmienił zdanie, przynajmniej w kwestii goal-line.

Czy Platini kiedyś też się ugnie? I czy to mogłoby oznaczać początek prawdziwej rewolucji w futbolu?

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL