Reklama

Reklama

Te zasady rządzą piłką i portfelami zawodników

Spóźnienie? Kara! Czerwone buty? Kara! Przedmeczowy seks? Kara! Piłkarze do kieszeni muszą sięgać znacznie częściej niż się wydaje, a niektóre obostrzenia się zapisami ocierającymi się o absurd. No bo kto z was w umowie o pracę ma wpisany zakaz lotów w kosmos?

Spóźnienie na trening - 100 tys. zł, niezgłoszenie urazu - 50 tys. zł, dźwięk z telefonu podczas odprawy lub posiłku - 5 tys. zł - oto niektóre z wielu kar, na jakie narażeni są piłkarze Chelsea Londyn.

Dokładny taryfikator przygotowywany jest przed każdym sezonem, wieszany przed wejściem do szatni i dokładnie egzekwowany. Osoba odpowiedzialna za ściąganie zaległości w Chelsea działa skuteczniej niż fiskus, bo jeśli zawodnik w ciągu 14 dni nie zapłaci, to kara zostaje podwojona.

Reklama

Chelsea nie jest jednak klubem prowadzonym przez dziwaków, ale jednym z tysięcy sportowych przedsiębiorstw, które rygorystycznie egzekwują zapisy kontraktowe.

W czerwonych butach nie zagrasz

Piłkarze kary często mają wpisane w kontrakt, ale na papierze nie da zawrzeć się wszystkiego. O ile zakaz jazdy na nartach, uprawiania sportów ekstremalnych, czy nakaz "godnego reprezentowania klubu" można powielać na zasadzie "kopiuj - wklej", to jednak zdarzały się zakazy, które nie były codziennością.

Przykład? Rafael van der Vaart w Betisie nie mógł występować w czerwonych butach, ponieważ takie są barwy lokalnego rywala - Sevilli. Z kolei lista zakazów Mario Balotellego w Liverpoolu była tak długa jak wydania świątecznych angielskich gazet, ale i tak nie wyczerpywała wszystkich pomysłów Włocha, który np. odpalał fajerwerki w toalecie.

Niektórzy trenerzy podczas dużych turniejów (np. mistrzostwa świata czy Europy) zabraniają swoim zawodnikom uprawiania seksu i wyjątku nie ma nawet dla małżeństw z najdłuższym stażem. Czy piłkarze się do tego stosują? Podejście jest tak różne, jak różne jest naukowe wytłumaczenie tej kwestii. Jedni lekarze twierdzą, że współżycie rozluźnia, inni że odbiera koncentrację i siły. Wyznawcą tej drugiej teorii był np. legendarny polski trener - Kazimierz Górski. Inni szkoleniowcy otwarcie zawodnikom na seks pozwalają, ale oficjalnie zastrzegają, że ma się odbywać "bez ekwilibrystyki, bo to może skończyć się kontuzją".

Jak zawodników sprawdzano i jaki był taryfikator kar - tego do dziś nie podano.

"Musisz rozmawiać z dziennikarzami"

Piłkarzom oczywiście zabrania się palenia tytoniu oraz picia alkoholu w nadmiernych ilościach, np. 48 godzin przed meczem. Coraz częściej zakazy dotyczą również żywienia, a w pierwszej kolejności z jadłospisów wypadają fast-foody.

Choć piłkarza trudno przyłapać w świątyni niezdrowego jedzenia, to musi się on liczyć, że zbyt częste odwiedziny w takich miejscach odbiją się na tkance tłuszczowej. A każdy kilogram nadwagi to oczywiście kara finansowa.

Jakiś czas temu ciekawy zakaz wprowadzono w Wiśle Kraków, a dotyczył on nieudzielania wywiadów. W skrócie - jeśli piłkarz odmówił rozmowy z dziennikarzem, musiał wpłacić do kasy 1000 zł. Żaden z dziennikarzy z donosem na zawodników jednak nie poszedł, bo np. Radosław Sobolewski - unikający wówczas mediów jak ognia - musiałby oddawać pokaźną część swojej wypłaty.

- To może od razu umówić się z "Sobolem" na 500 zł? On odpali nam tylko połowę kary, a my nie musimy latać z donosami - żartowali dziennikarze, ale żaden w ten sposób do wypłaty nie dorabiał.

Przeciwnik klapków

Swego czasu uosobieniem zakazów w Polsce był trener Stefan Majewski, z którego rygoru śmiało się pół ligi. Były reprezentant Polski od zawsze wzorował się na niemieckiej myśli szkoleniowej, gdzie kluczem do sukcesu była dyscyplina. I to nie tylko na boisku, ale także poza nim.

Jedną z ważniejszych zasad "Doktora" był zakaz przychodzenia na stołówkę w klapach. Piłkarze śmiali się, że to czepiactwo, ale trener po latach tłumaczył, że nie chodziło o samą zasadę, ale o zagrożenie nabawienia się kontuzji podczas przemieszczania się w tak niestabilnym obuwiu. Tłumaczył również, że chodzenie w klapkach po pięciogwiazdkowych hotelach jest po prostu nietaktem. Jakby nie było - za miłość do luźnego obuwia u Majewskiego trzeba było zapłacić.

U "Doktora" biedniejsi byli też przeklinający piłkarze. Choć futbol nierozerwalnie łączy się z bluzgami, to Majewski za te bluzgi kazał płacić. Zaczynał od 10 groszy, później stawka szła w górę. Ganiał zawodników również za picie kawy oraz czarnej herbaty.

Podobnie jak za bezmyślnie otrzymane kartki, choć to w wielu klubach jest norma. U Majewskiego za niepotrzebną żółtą należało wpłacić 500 zł, czerwona mogła kosztować i kilka razy więcej.

W kosmos nie polecisz

Czasem zakazy wykraczają jednak daleko poza sport. Ba, nawet poza orbitę okołoziemską. Przekonał się o tym Stefan Schwarz, który podpisując umowę z Sunderlandem musiał obiecać, że nie będzie... latał w kosmos.

Zapis ten znalazł się w kontrakcie po tym, gdy Anglicy dowiedzieli się, że opuszczenie Ziemi jest jednym z marzeń szwedzkiego pomocnika.

Piotr Jawor

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama