Reklama

Reklama

T-Mobile Ekstraklasa: ŁKS - Lech Poznań 0-5

Beniaminek T-Mobile Ekstraklasy ŁKS dostał srogą lekcję futbolu już na starcie nowego sezonu. W rozegranym w Bełchatowie meczu 1. kolejki łodzianie przegrali z Lechem Poznań aż 0-5 (0-3).

Napastnik ŁKS-u Marcin Mięciel nie zdołał wyleczyć się na mecz z Lechem Poznań. W Bełchatowie siedział więc na trybunach, a jego miejsce w pierwszym składzie zajął Maciej Bykowski. I to on od początku spotkania był bardzo aktywny.

Najpierw prawą stroną ruszył odważnie Cezary Stefańczyk, dośrodkował w pole karne, a tam Bykowski wygrał walkę w powietrzu. Jego uderzenie głową było minimalnie niecelnie. Chwilę później ten sam piłkarz założył "siatkę" Manuelowi Arboledzie, dograł przed pole karne do Marcina Smolińskiego, który jednak nieczysto trafił w piłkę.

Reklama

Pierwszą groźną akcję przeprowadzili goście w 22 minucie i od razu zdobyli gola. Rafał Murawski zagrał do Mateusza Możdżenia, ten świetnym prostopadłym podaniem obsłużył Artioma Rudneva. Napastnik z Łotwy, pozostawiony bez jakiejkolwiek opieki, bez najmniejszych problemów umieścił piłkę w siatce. Sytuacja była jednak bardzo kontrowersyjna, bo - zdaniem wielu - piłkarz znajdował się na pozycji spalonej.

Lech poszedł za ciosem. Z prawej strony boiska piłkę do Rudnevsa dogrywał Możdżeń, ale Łotysza uprzedzili obrońcy. Ta niefortunnie odbiła się od Stefańczyka i wpadła do siatki. Niespełna trzy minuty wystarczyły, aby poznaniacy objęli dwubramkowe prowadzenie.

Kilka chwil później podopieczni trenera Jose Mari Bakero zadali trzeci cios. Cios zabójczy. Pięknym strzałem w samo okienko bramki Bogusława Wyparły popisał się Semir Stilić. Załamani ełkaesiacy padli na kolana. To był nokaut.

Łodzianie potrzebowali kilku chwil, aby ochłonąć. Potem spróbowali zaatakować. Piłkę w polu karnym otrzymał Marek Saganowski, uderzył z pół obrotu, ale trafił w jednego z obrońców. Gospodarzom ciężko było się podnieść.

Po przerwie tempo gry znacznie spadło. Lechici spoczęli na laurach, a ŁKS stracił wiarę we własne umiejętności. Podopiecznym trenera Andrzeja Pyrdoła ciężko było stworzyć jakąkolwiek składną akcję. Niespecjalnie pomogły też zmiany.

Najbliżej szczęścia był Stefańczyk, który mocnym strzałem zza pola karnego uderzył w okienko. Świetną paradą popisał się jednak Kotorowski, który rozwiał nadzieję łodzian.

Lech wrócił natomiast do strzeleckiej zabawy. Po ładnym podaniu z głębi pola i nie najlepszym zachowaniu obrońców, Rudnev znalazł się w sytuacji sam na sam z Wyparłą i trafił do siatki. Chwilę później Łotysz skompletował hat-tricka. Piłka po jego strzale głową odbiła się od poprzeczki i na linii bramkowej. Czy piąty gol dla poznaniaków powinien być uznany? Podobnie, jak pierwszy, wzbudza sporo kontrowersji. Ale, że szczęście sprzyja lepszym, to Lech prowadził 5-0.

Podopieczni Bakero cofnęli się pod własną bramkę w końcówce meczu. Grali spokojnie, konsekwentnie i utrzymali wysokie prowadzenie. Wygrali z ŁKS w pełni zasłużenie, choć wymiar kary był zbyt wysoki.

ŁKS - Lech Poznań 0-5 (0-3)

Bramki: 0-1 Artiom Rudnev (22), 0-2 Cezary Stefańczyk (24-samobójcza), 0-3 Semir Stilic (30), 0-4 Artiom Rudnev (70), 0-5 Artiom Rudnev (70)

Żółta kartka - ŁKS Łódź: Sebastian Szałachowski. Lech Poznań: Dimitrije Injac.

Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk). Widzów 1 000.

ŁKS: Bogusław Wyparło - Cezary Stefańczyk (84. Piotr Klepczarek II), Michał Łabędzki, Marcin Adamski, Bartosz Romańczuk - Radosław Pruchnik (65. Marcin Kaczmarek), Dariusz Kłus, Marcin Smoliński (46. Sebastian Szałachowski), Dawid Nowak - Maciej Bykowski, Marek Saganowski.

Lech Poznań: Krzysztof Kotorowski - Grzegorz Wojtkowiak, Hubert Wołąkiewicz, Manuel Arboleda, Luis Henriquez - Semir Stilic, Mateusz Możdżeń (60. Siergiej Kriwiec), Dimitrije Injac, Rafał Murawski (82. Marcin Kamiński), Jakub Wilk (75. Aleksandyr Tonew) - Artjoms Rudnevs.

Zdaniem trenerów

Jose Mari Bakero (trener Lecha): - Spodziewaliśmy się bardzo trudnego meczu. Jestem więc niezwykle zadowolony, że wygraliśmy. Wiedzieliśmy, że ŁKS ma dobrze taktycznie ułożony zespół. Spodziewaliśmy się przez pierwszy kwadrans mocnego pressingu ze strony gospodarzy. I tak rzeczywiście było. Łodzianie stworzyli sobie kilka groźnych sytuacji, ale ich nie wykorzystali. My z czasem zaczęliśmy za to coraz śmielej atakować. To my, co należy podkreślić, wykazaliśmy się wysoką skutecznością pod bramką rywali. Wykorzystaliśmy właściwie wszystko, co mieliśmy.

Andrzej Pyrdoł (trener ŁKS-u): - Na sześć sytuacji Lecha padło pięć goli. Dużo. Bodzio Wyparło nie miał szans, żeby cokolwiek złapać, popisać się jakąkolwiek interwencją. Nie ukrywam, że liczyliśmy, że inauguracja sezonu w naszym wykonaniu będzie inna. Spodziewaliśmy się na początku meczu spokojnej gry ze strony Lecha, więc zaatakowaliśmy. Może nie mieliśmy klarownych okazji, ale był widoczny zalążek bramki. Rudnev, Stilić, Murawski czy Arboleda pokazali, że ta drużyna grała na najwyższym poziomie w Lidze Europejskiej. Odsłonili nasze braki, a my dziś musimy być pokorni. Wiemy, ile czeka nas jeszcze pracy. Zakończyliśmy poprzedni sezon pięcioma bramkami (porażka z Flotą Świnoujście 1-5 - przyp. red.) i dziś ten zaczynamy też z pięcioma.

W dalszym ciągu szukamy piłkarzy do linii defensywnej. Może nie tak dobrego, jak Arboleda, ale stabilnego zawodnika. Wielokrotnie nie nadążaliśmy za akcją.

Zobacz zapis relacji na żywo z meczu ŁKS - Lech Poznań

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL