Reklama

Reklama

Szymon Marciniak: Moje nazwisko jest brane pod uwagę

Najlepszy z polskich sędziów piłkarskich, Szymon Marciniak, ma duże szanse na wyjazd na Euro 2016, ale wciąż nie jest tego pewien.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Marciniak opowiada o sędziowaniu w piłkarskiej Lidze Mistrzów na Old Trafford, liderach rankingu FIFA oraz żartach Giorgia Chielliniego.

Po takim meczu jak w Manchesterze trudno wraca się do polskiej Ekstraklasy?

Szymon Marciniak: - Nie miałem z tym problemów. Kilka dni przed spotkaniem Manchesteru United z CSKA, prowadziłem mecz w Szczecinie pojedynek Pogoń - Górnik Zabrze. To było dobre spotkanie, obfitujące w walkę. To nie był dla mnie łatwy mecz, bo wiedziałem w jakiej sytuacji są oba zespoły. Pogoń przegrała poprzedni mecz, a Górnikowi nie układa się od początku sezonu, choć dorobek punktowy nie odzwierciedla potencjału. Również musiałem być maksymalnie skoncentrowany. To nie jest tak, że na Lidze Mistrzów w pełni się angażuję, a w naszej Ekstraklasie sędziuję na... pół gwizdka. Zawodnicy szybko to wyczują, a o szefie nawet nie wspomnę. Piłkarze wiedzą, że do każdego meczu podchodzę na sto procent i zależy mi na takim odbiorze. Nie może być tak, że w moim mniemaniu Patryk Małecki jest słabszy od Wayne'a Rooneya, bo w danym meczu Polak może zrobić tak niestandardową sytuację, że mogę mieć problem z podjęciem decyzji. Do wszystkich muszę podchodzić tak samo.

Reklama

Czyli mecze w Polsce wymagają takiego samego wysiłku?

- Czasami ludzie żartują, że w polskiej lidze już nie trzeba tak dużo biegać. Nie rozumiem tego. Przecież zawodnicy nagle się nie położą, nie przestaną strzelać bramek. Zawsze będą walczyć o zwycięstwo. Mam nadzieję, że nie nadejdzie taki dzień, że do meczów w Polsce będę podchodził inaczej. Cały czas jestem głodny sędziowania. Wiem, że każdy dobry mecz przybliża mnie do kolejnych wielkich imprez. To działa jak narkotyk. Po dobrym spotkaniu dostaję kopa i chce mi się ciężej pracować.

W piątek prowadził pan spotkanie towarzyskie Belgia - Włochy (3-1). Jak sędziuje się liderom rankingu FIFA?

- Jadąc na ten mecz miałem mieszane uczucia. Punkty do tego rankingu są różnie przyznawane i czasami budzi to kontrowersje. Byłem zaskoczony pierwszą pozycją Belgów, choć wiem, że mają świetną generację piłkarzy. Po tym meczu muszę przyznać, że nie przez przypadek znajdują się na pierwszym miejscu. Ten zespół dysponuje niewyobrażalną siłą ofensywną. Wyjście na pozycje, gra jeden na jeden, itp. mają opracowane do perfekcji. Obejrzałem ten mecz ponownie i to była wielka przyjemność, bo Włosi również prezentowali się bardzo dobrze. Cieszę się, że miałem okazję pogłębić swoje doświadczenie w takiej potyczce. Pod względem wartości to tak jakbym sędziował kilkanaście innych. Miałem w nim około 12 trudnych sytuacji w polu karnym. Starałem się zabiegać Edena Hazarda, bo on kreował najwięcej sytuacji. Ciężko jest ustawić się do takiego zawodnika, ponieważ jest bardzo niekonwencjonalny. Trochę podświadomie w takich meczach koncentracja wchodzi u mnie na wyżyny.

Do Włochów przylgnęła opinia symulantów. Był pan na to wyczulony?

- Tutaj ma znaczenie przygotowanie taktyczne. Wiemy np., że Skandynawowie to twardziele i nigdy nie narzekają. Niedawno prowadziłem mecz Walijczyków i to też była prawdziwa przyjemność. Przede wszystkim chcieli grać w piłkę, a po meczu przyszli do mnie i podziękowali, że pozwoliliśmy na twardą walkę. Mam taki styl, że jeśli wiem, że zespół będzie preferował grę wymuszającą dyktowanie fauli, to przez pierwsze 10-15 minut pokazuję, jaki rodzaj fauli będę odgwizdywał. Pokazuję, że nie będę przerywał gry z byle powodu.

Czyli Włosi musieli zaakceptować ten stan?

- Nie miałem z nimi żadnego problemu. Mają przecież w reprezentacji kilku dobrych graczy, na których bazuje ofensywa. Wystarczy spojrzeć na Graziano Pelle, który jest bardzo silny i wysoki. Dałem im pograć i wszyscy byli zadowoleni. Szczególnie sympatycznie opisał słowami naszą pracę Giorgio Chiellini, który w moim debiucie w Lidze Mistrzów żartował ze mnie. We wrześniu ubiegłego roku prowadziłem spotkanie Juventusu z Malmoe. Stroje sędziowskie były wtedy trochę inne - jasne spodenki wyglądały nieco jak pidżama. Chiellini w tunelu powiedział do mnie: "panie sędzio, widzę, że stresik jest przed debiutem, bo nie zdjął pan jeszcze piżamy". Obaj się uśmialiśmy. Teraz powiedział, że ucieszył się, że zobaczył mnie z moimi kolegami, ponieważ śledził moje spotkania i wie, że pozwolimy na walkę. Po spotkaniu pierwszy do mnie przybiegł i powiedział, że chętnie zobaczy mnie na Euro 2016.

A kiedy zostaną powołani sędziowie na przyszłoroczne mistrzostwa Europy?

- Tego nie wiem. Według nieoficjalnych informacji ma to się stać w grudniu. Tak było przy ostatnich imprezach. Wiem, że moje nazwisko jest brane pod uwagę, ale póki co nie znam żadnych szczegółów.

Rozmawiał: Marcin Cholewiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama