Reklama

Reklama

Szymkowiak: Bramka dla babci i dziadka

Mirosław Szymkowiak znów należał do najlepszych piłkarzy na boisku, podczas ligowego spotkania dwóch Wiseł - krakowskiej i płockiej.

To właśnie bramka "Szymka" sprawiła, że worek z bramkami dla mistrzów Polski rozwiązał się i Wisła z Krakowa odniosła zwycięstwo 3:1. Po zdobyciu bramki (strzał z około 20 metrów) Szymkowiak czule kogoś pozdrawiał na trybunach. Po meczu rozgrywający Wisły zdradził, komu dedykował bramkę.

- Na meczu była moja babcia i mój dziadek, którzy przyjechali z Łodzi. Oboje są po siedemdziesiątce, a babcia była pierwszy raz na meczu. To dla nich dedykuję tą bramkę - powiedział uśmiechnięty pomocnik.

Szymkowiak, jak zwykle skromnie, nie uważał siebie za bohatera meczu. - Ja zawsze powtarzam, że na sukces pracuje cały zespół. Na pewno pomogła nam ta wyrównująca bramka, bo później poszliśmy za ciosem i padły kolejne. W przerwie byliśmy trochę źli, bo mielismy 3-4 dobre sytuacje i ich nie wykorzystaliśmy. Wisła Płock miała jedną i zdobyła gola - dodał Szymkowiak.

Reklama

Rozgrywający Wisły kilka ciepłych słów powiedział również pod adresem trenera Henryka Kasperczaka.

- W przerwie trener nie powiedział nam jakie błędy popełniliśmy, ale kazał konsekwentnie grać dalej to samo. Już dawno nie miałem takiego trenera, jak Kasperczak, który kiedy gramy źle nie krzyczy, nie klnie, ale spokojnie tłumaczy nam jak mamy grać dalej. No, może kilka razy krzyczał na nas, ale to było wtedy, kiedy graliśmy już coś naprawdę okropnego - zakończył "Szymek".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje