Reklama

Reklama

Szwedzkie media: Płomienna mowa Ibrahimovicia

​Szwedzcy piłkarze doprowadzili we wtorek cały kraj do euforii, kiedy ze stanu 0-4 doprowadzili do remisu 4-4 w meczu eliminacji piłkarskich MŚ z Niemcami w Berlinie. Bohaterem jest Zlatan Ibrahimović, który w przerwie wygłosił w szatni płomienną mowę.

Kapitan szwedzkiej reprezentacji już w piątek w meczu z Wyspami Owczymi, który Szwedzi "ledwo" wygrali 2-1 bardzo ostro strofował swoich kolegów z drużyny. W Berlinie przy stanie 3-0 dla Niemców, podczas przerwy, w szatni nastąpił wybuch Ibrahimovicia, który w chuligańskim slangu imigranckiej dzielnicy Malmoe Rosengard, gdzie się wychował, powiedział co myśli.

Piłkarze nie chcieli zdradzić w szczegółach co i w jakim tonie powiedział Ibrahimović, za to obecny w szatni selekcjoner Erik Hamren nie krył swojego podziwu.

- To było niesamowite, jak orędzie do narodu. Po raz pierwszy byłem świadkiem czegoś takiego. Zlatan wygłosił dramatyczne, płomienne przemówienie o dumie i honorze, które tak zmieniło drużynę, że nikt z nas nie rozumie co się właściwie stało. To prawdziwy kapitan - podkreślił szkoleniowiec.

Słowa te potwierdził pomocnik reprezentacji Szwecji Anders Svensson.

- Zlatan wyjaśnił nam krótko i soczyście, że zawodowi piłkarze grają do ostatniej minuty meczu i wierzą, że wynik, jaki by nie był, do ostatniej minuty spotkania można zmienić i że zawsze, jak w pokerze, gra się do końca - przyznał piłkarz.

Piłkarze po meczu udali się do jednego z kasyn w Berlinie. Szwedzkie media znajdują się w euforii i nazwały już stadion olimpijski w Berlinie nową areną narodową Szwecji i proponują, aby przyznać drużynie nagrodę Nobla w nowej dziedzinie - "zespołowej psychiki".

Podkreślają, że w Berlinie okazało się jak wielką rolę odgrywa w zespole kapitan, lecz musi być prawdziwy i wiarygodny. Dają za przykład dwóch "bardzo znanych" dowódców. Pierwszym jest Włoch Francesco Schettino, który w styczniu jako jeden z pierwszych uciekł z tonącego statku pasażerskiego "Costa Concordia". Drugi to były kapitan lotnictwa Szwed Thomas Salme, który przez 13 lat pilotował samoloty pasażerskie trzech linii europejskich na podstawie licencji, którą sam sobie zrobił na kopiarce, a "latać" nauczył się na komputerze. Przed dwoma laty na lotnisku w Amsterdamie na oczach pasażerów został wyprowadzony w kajdankach z kabiny Boeinga 737.

"Być może ten mecz właśnie zadecydował o awansie do finałów mistrzostw świata w Brazylii za dwa lata - nie tylko z powodu wyniku, lecz wielkiej psychicznej przemiany naszych piłkarzy. Mamy teraz nieustraszoną drużynę, którą dowodzi kapitan Zlatan" - skomentował dziennik "Aftonbladet".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL