Szalona bitwa w Porto, Polacy wśród bohaterów. Zadecydował gol w 99. minucie
Trudny bój po przerwie na mecze reprezentacji stoczyli zawodnicy FC Porto. Lider portugalskiej ekstraklasy z Janem Bednarkiem, Jakubem Kiwiorem oraz Oskarem Pietuszewskim w składzie po zaciętym, momentami brutalnym spotkaniu zaledwie zremisował 2:2 z Familicao. Gospodarze po trafieniu w doliczonym czasie gry rozpoczęli już świętowanie, lecz w ostatniej akcji meczu przyjęli zabójczy cios.

Misja awansu na Mistrzostwa świata 2026, które latem odbędą się w USA, Meksyku oraz Kanadzie, zakończyła się niepowodzeniem. Po porażce w Szwecji Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Oskar Pietuszewski wrócili do FC Porto, który wciąż jest faworytem w wyścigu po mistrzostwo Portugalii. W przypadku "Smoków" byłby to pierwszy tytuł mistrzowski od 2022 roku.
Drużyna Francesco Farioliego pozostaje liderem portugalskiej ekstraklasy. FC Porto przed tym spotkaniem utrzymywało czteropunktową przewagę nad drugim Sportingiem. Trzecia w klasyfikacji Benfica musiała liczyć się już ze stratą siedmiu "oczek" do lidera. Kolejnym rywalem Porto było Famalicao, drużyna wciąż licząca się w walce o grę w europejskich pucharach w następnym sezonie.
Tuż przed spotkaniem polscy kibice otrzymali bardzo pozytywne wieści. Od pierwszej minuty w Porto mogliśmy obserwować trzech Polaków - Bednarek i Kiwior tradycyjnie stanowili trzon defensywy, a Pietuszewski na skrzydle miał rozruszać kolejne ataki "Smoków".
Trudna przeprawa FC Porto. Familicao postawiło się liderowi. Szalona końcówka i ekstaza kibiców
Dość nieoczekiwanie bramkarz Porto już na początku meczu musiał się wykazać. W 3. minucie spotkania Diogo Costa interweniował po groźnym uderzeniu Sorriso. Z czasem jednak gospodarze zaczęli przejmować kontrolę nad wydarzeniami na murawie, lecz długimi fragmentami brakowało konkretu.
Kolejny sygnał alarmowy gospodarze odebrali w w 29. minucie, gdy futbolówka po płaskim uderzeniu Gustavo Sa minimalnie minęła bramkę FC Porto. Goście finalnie nie potrafili wykorzystać tych okazji, które sobie stworzyli. W 36. minucie po serii błędów defensorów Famalicao, a również i odrobinie szczęścia, pierwszego gola w tym sezonie ligowym strzelił Alberto Costa.
Zacięty bój już w przerwie zakończył Oskar Pietuszewski. 17-letni reprezentant Polski pozostał w szatni, a w jego miejsce na placu gry pojawił się William Gomes. Nie był to łatwy mecz dla Polaka, który miał swoje przebłyski, lecz kilkukrotnie wikłał się w ostre starcia z przeciwnikami. Idealnie wpisywało się w to w specyfikę sobotniej rywalizacji, w której momentami głównym punktem programu był gwizdek sędziego przerywającego grę po kolejnych przewinieniach.
Ataki Famalicao w tym spotkaniu sprawiały sporo problemów zawodnikom FC Porto. W 54. minucie przyniosło do skutek w postaci wyrównującego trafienia. Po stracie w środku pola Victora Froholdta goście wyszli z szybkim kontratakiem, który ostatecznie sprytnym uderzeniem głową sfinalizował Sorriso, przechytrzając kryjącego go Bednarka.
Zawodnicy FC Porto bardzo długo dążyli do trafienia na wagę bezcennych trzech punktów. Gdy Seko Fofana mierzonym uderzeniem doprowadził publikę do ekstazy, wszystko wskazywało na to, że cel został osiągnięty. Ta sama publika jednak momentalnie umilkła, gdy w dziewiątej minucie doliczonego czasu gry gola na 2:2 strzelił Rodrigo Pinheiro.
Zobacz również:













