Reklama

Reklama

Świerczewski: Chcę robić to, co sprawia mi przyjemność

Ten gość jest stworzony do tego, aby zbudować dobrą atmosferę w zespole. O Piotrze Świerczewskim znowu zrobiło się głośny, po tym jak został trenerem piłkarzy Znicza Pruszków.

Popularny "Świr" chrzest trenerski ma już za sobą. W pierwszym meczu prowadzona przez niego drużyna bezbramkowo zremisowała z OKS 1945 Olsztyn. Świeżo upieczony trener w rozmowie z INTERIA.PL przyznał jednak, że nie jest jeszcze do końca przekonany, czy trenerka jest właśnie tym, czym chciałby się zająć po zakończeniu sportowej kariery.

Reklama

- Moją nową rolę ocenią wyniki. Powiedzmy sobie szczerze - jeszcze nie miałem wielkiego wpływu na drużynę. Każdego trenera rozlicza się jednak z wyników i nikt nie będzie patrzył, jak długo przygotowywał on zespół - stwierdził w rozmowie z naszym portalem 70-krotny reprezentant Polski.

W obowiązkach pierwszego szkoleniowca II-ligowej drużyny Świerczewskiemu pomaga inny były kadrowicz - Maciej Śliwowski. Zarząd klubu z Pruszkowa przed duetem trenerskim nie postawił jednak wygórowanych celów.

- Cel, który postawił przed nami zarząd jest jasny - nie spaść z ligi. Jeżeli wywalczymy awans, to będziemy wiedzieć, że nie spieprzyliśmy roboty. W sporcie wszystko jest możliwe, jeśli w zespole panuje dobra atmosfera. A ja właśnie od tego jestem, aby taką właśnie wytworzyć. A jeżeli znacznie spadniemy w tabeli, to będzie oznaczać, że nie nadajemy się na trenerów - przyznał Świerczewski.

- Na razie próbuje skosztować trenerki i obiektywnie powiedzieć, czy mnie to kręci czy nie. Możliwości po zakończeniu kariery jest przecież naprawdę dużo. Można zostać jakimś tam menedżerem, dyrektorem sportowym. Jak mnie będzie kręcić coś innego, to będę to robił. Nie mam jakiegoś ciśnienia. Ja zawsze chcę robić to, co sprawia mi przyjemność i cieszyć się z tego. Miałem super, bo byłem piłkarzem, robiłem to z przyjemnością i jeszcze mi za to płacili fajne pieniądze - dodał.

- Czekam na swoją życiową okazję i być może się doczekam. Niebawem czekają nas nowe wybory PZPN. Może ten beton w końcu zostanie skruszony i ktoś da szanse młodym graczom. Niektórzy ludzie pracują tam już od komuny, a zawodnikom, którzy grali za granicą nikt nie daje szansy. Mam nadzieję, że to się szybko zmieni - podkreślił były piłkarz m.in. St. Etienne, Bastia, Olimpique Marsylia, Birmingham City.

Uczestnik mistrzostw świata z 2002 roku i srebrny medalista olimpijski z Barcelony otwarcie przyznał, że jeszcze nie zdążył dobrze poznać swoich nowych podopiecznych.

- Muszę się jeszcze nauczyć imion i nazwisk wszystkich zawodników. Myślę jednak, że już większość znam. Jeśli nie z imienia, to przynajmniej z ksywki. Jestem jednak po to, aby przekazać tym zawodnikom swoje doświadczenie. Ja się będę cieszył, jeśli choćby jeden z tych piłkarzy w przyszłości trafi do lepszego klubu niż Znicz Pruszków. Jestem takim człowiekiem, który nie boi się wyzwań. Lubię sprawdzić swoje siły w trudnych zadaniach. Wiele lat spędziłem na boisku jako piłkarz i myślę, że jako trener też mogę podjąć się wyzwania - zaznaczył wybitny reprezentant Polski.

Świerczewski w rozmowie z naszym portalem nie wykluczył definitywnie swojego powrotu na boisko. - Być może jeszcze pojawię się gdzieś na V-ligowych obiektach. Cały czas zresztą gram w piłkę w oldboyach i mi się to podoba. Fakt, nie dostaję już za to pieniędzy, ale nie oznacza to, że nie lubię tego robić - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: Piotr Świerczewski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje