Reklama

Reklama

Stefan Żywotko jest legendą. Od jego imienia chcą nazwać ośrodek treningowy

Niecodzienny gość w Szczecinie. Do miasta nad Odrą przyjechał dziennikarz z algierskiego portalu La Matin d’Algerie Hamza Amarouche. Wszystko po to by porozmawiać z legendarnym trenerem. O kogo chodzi?

- Przyjechałem do Szczecina spotkać się z trenerem Stefanem Żywotko, który jest jednym z najbardziej znanych i popularnych trenerów, jacy pracowali w Algierii. Był związany z klubem JS Kabylie, to klub Kabylów. Zostawił swój trwały ślad w historii klubu. Przyjechałem spotkać się z nim i porozmawiać o jego doświadczeniach w pracy u nas - tłumaczy dziennikarz z Algierii.

Pytamy czy można powiedzieć, że 99-letni obecnie Stefan Żywotko, to legenda dla JS Kabylie, najbardziej utytułowanego klubu w Algierii, który mistrzostwo kraju zdobywał czternaście razy, w tym siedem razy pod okiem polskiego szkoleniowca?  

Reklama

- To wielka legenda! Trzeba podkreślić, ze jest jedynym zagranicznym trenerem, który może poszczycić się takimi wynikami, a przede wszystkim dwukrotnym klubowym mistrzostwem kontynentu. Poza tym kilkoma mistrzostwami kraju, Pucharem Algierii. Tak, że z jednej strony wyniki, a z drugiej nowa metodologia praca. Dużo zrobił dla nasze piłki. Trzeba też powiedzieć, że przyjechał do pracy na dwa lata, a trenerem JS Kabylie był lat czternaście! - zaznacza Amarouche.

Żywotko pracował w JS Kabylie w latach 1977-1991. W tym czasie prowadził zespół razem z Mahieddine Khalefem, miejscowym szkoleniowcem. W tym czasie JSK zdobył siedem tytułów mistrza kraju, dwa klubowe Puchary Afryki, w 1981 i 1990 roku, Superpuchar Algierii, a także Puchar Algierii.

Hamza Amarouche mówi, że kibice klubu JS Kabylie z Tizi Ouzou, to 100 km od Algieru chcą, żeby od imienia Stefana Żywotki nazywało się centrum szkolenia JSK. - To Centre de Formation de la JSK miałoby nosić nazwę polskiego trenera, tak, żeby na trwałe upamiętnić jego imię. Zresztą wszyscy tam najbardziej życzyliby sobie, żeby pan Stefan jeszcze raz do nas przyjechał. Kibice go nie zapomnieli! - podkreśla Amarouche.

Michał Zichlarz, Szczecin

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL