Reklama

Reklama

Stefan Żywotko - jedyny taki trener! Dwa razy po klubowy Puchar Afryki

Dzisiaj wieczorem na Cairo International Stadium najważniejszy mecz w klubowej piłce na Czarnym Lądzie. W grze o African Champions League zmierzą się dwa kluby z jednego państwa, chodzi o jedenastki z Kairu, Al-Ahly oraz Zamalek SC. W przeszłości klubowe mistrzostwo kontynentu dwa razy zdobywał polski trener. O kogo chodzi? O stuletniego dziś Stefana Żywotko.

Jeśli chodzi o pracę w Afryce, to wszyscy od razu kojarzą Henryka Kasperczaka, który z wielkimi sukcesami prowadził kilka tamtejszych reprezentacji. Natomiast jeśli mówimy o klubowej piłce na Czarnym Lądzie, to nikt nie dorównuje pochodzącemu ze Lwowa, a od zakończenia II wojny światowej mieszkającemu w Szczecinie Stefanowi Żywotko.

Prezydent na boisku

Reklama

Ten urodzony 9 stycznie 1920 roku trener, piłkarskiego abecadła uczył się na Kresach, gdzie kopał piłkę w małym dzielnicowym klubie ze Lwowa Zniesieńczanka. Po wojnie grał w Gwardii Szczecin, żeby zająć się pracą szkoleniową. Do I ligi (ekstraklasy) wprowadzał w latach 60. Arkonię Szczecin i Pogoń Szczecin, a w połowie lat 70. Arkę Gdynia. Pod koniec 1977 roku wyjechał pracować do Algierii, miał tam zostać na dwa, trzy lata, a pracował przez... 14 sezonów! I to w jednym klubie, JS Kabylie. To klub dumnych Kabylów z górskich terenów z miasta Tizi Ouzou. Okres pracy Żywotki w JSK to niekończące się pasmo sukcesów - siedem tytułów mistrza kraju, Puchar Algierii, a przede wszystkim sukcesy międzynarodowe. Polski trener, który w tym roku skończył 100 lat, jest tam żywą legendą, znają go wszyscy od małych dzieci po taksówkarzy czy sprzedawców.

W 1981 roku z JS Kabylie, wtedy klub nosił nazwę JE Tizi-Ouzou, zdobył pierwsze klubowe mistrzostwo kontynentu. W finale Algierczycy, czy raczej Kabylowie, bo na każdym kroku podkreślają swoją odrębność, rozprawili się z AS Vita Club z Zairu. U siebie wygrali 4-0, a na wyjeździe 1-0. W styczniu 1982 z JSK sięgnął po Superpuchar Afryki pokonując w decydującej grze w Abidżanie kameruński Union Douala po serii karnych 4-3 (po 120 minutach było 1-1).

Niedługo minie z kolei 30 lat od ostatniego kontynentalnego triumfu JS Kabylie w najważniejszym z piłkarskich pucharów na Czarnym Kontynencie. W decydującej grze w finałowym dwumeczu (teraz jest to tylko jedno spotkanie) rywalem jedenastki z Tizi Ouzou ze Stefanem Żywotko na ławce rezerwowych, był zambijski klub Nkana Red Devils. Kabylskie "Kanarki" okazały się wtedy lepsze od "Czerwonych Diabłów" z południa kontynentu w serii jedenastek wygrywając 5-3. Na boisku kończyło się dwa razy po 1-0, raz w jedną, raz w drugą stronę. Drugie decydujące spotkanie rozegrano 22 grudnia 1990 roku w Lusace, a mecz symbolicznym kopnięciem rozpoczął... prezydent Zambii Kenneth Kaunda.

Urządzili im piekło

Tych kontynentalnych triumfów Żywotko i JS Kabylie mogli mieć na koncie więcej, gdyby nie... generałowie z Zamalek SC. O co chodzi? Egipskie kluby słyną z tego, że często pomagają im przysłowiowe ściany. To zresztą nie gdzie indziej niż w Kairze znajduje się siedziba Afrykańskiej Konfederacji Piłkarskiej (CAF). W 1984 roku JSK wygrywało kolejne spotkania. Było już w półfinale rozgrywek o klubowe mistrzostwo kontynentu, kiedy przyszło się mierzyć z Zamalek, dziś - z pięcioma klubowymi Pucharami Afryki na koncie - jednym z najbardziej utytułowanych klubów na Czarnym Lądzie. Rywalizacja w 1/2 finału Pucharu Afryki Mistrzów Krajowych, jak w Europie poprzedniczki Ligi Mistrzów, zelektryzowała kontynent. W pierwszym meczu drużyna Żywotki triumfowała 3-1. Jedną z bramek zdobył Ali Fergani, kapitan reprezentacji Algierii na mundialu w 1982 roku, kiedy to  sensacyjnie, bo 2-1 pokonali Niemców. Fergani w zespole był  zresztą prawą ręką polskiego szkoleniowca.

Z przygotowanej do publikacji książki "Stefan Żywotko. Ze Lwowa po mistrzostwo Afryki": 

"Rewanż w Kairze zaplanowano na 11 listopada 1984 roku. Mecz ogląda aż 112 tysięcy kibiców. Ważniejsze jest jednak to co dzieje się przed samym spotkaniem.

- To było coś niesamowitego. Ich fani byli na naszym treningu, obrażali i lżyli nas, a wspierani byli przez policję. Byli też obecni przed naszym hotelem. Przed wyjazdem tam wiedzieliśmy, że możemy się spodziewać takiego "przyjęcia". W Kairze siedzibę ma przecież CAF. Mogliśmy oczekiwać tego, że nie przegramy na piłkarskim boisku, ale poza nim i tak się faktycznie stało - opowiada mi w Algierze Nacer Bouiche, wtedy najlepszy strzelec zespołu.

- Zakwaterowali nas w takim wojskowym budynku. Był położony w takim miejscu, że wokół była ulica, a tam pieprzone Araby całą noc jeździły samochodami z włączonymi klaksonami. Nie szło spać. To chamstwo cały czas jeździło w kółko. Tak nas wtedy ulokowali i załatwili. W końcu wściekli piłkarze zaczęli z okien rzucać plastikowe butelki z wodą. Nie mogliśmy tam wygrać. Oni w zarządzie mieli siedmiu generałów, do tego na trybunach 30 tysięcy żołnierzy. Wyszliśmy na boisko, mecz się rozpoczął i zaraz zaatakowano naszego bramkarza. Skończyło się tym, że został wyrzucony z boiska... Spotkanie prowadził sędzia Picon, który później gwizdał mecze w mistrzostwach świata. Sędziował nam kiedyś w Zimbabwe. Bardzo uprzejmy facet, porozmawialiśmy. Przed meczem z Zamalek nawet nie podszedł, żeby się przywitać - wspomina tamten nieszczęsny mecz Żywotko.    

Gospodarze pierwszego gola zdobyli z "jedenastki". Karnego wykorzystał Gamal Abdel-Hameed. Zamalek kolejne dwie bramki dołożył w drugiej części, do siatki trafił Nasser Ibrahim i pochodzący z Ghany Emmanuel Quarshie. Skończyło się więc na 3-0 i awansie jedenastki z Kairu do finału African Champions’ Cup.

- Nie przegraliśmy w sportowej rywalizacji, a w tym, co działo się poza piłkarskim boiskiem. Nie mieliśmy tylko do czynienia z rywalem, ale też z innymi przeciwnościami, w tym głównie z sędzią, który to co wyczyniał na boisku, to była całkowita katastrofa. Oj mocno bolało wtedy to, że nie awansowaliśmy do finału, ale mieliśmy świadomość, że stało się tak nie wskutek tego, że byli od nas lepsi, ale przez nieczyste zagrania rywala - mówi z kolei bez ogródek bramkarz Mourad Amara".

W finale zeszli z boiska!

Dziś wieczorem Zamalek ma szanse na swoje szóste klubowe mistrzostwo Afryki, ale łatwo nie będzie, bo naprzeciwko stanie jeszcze bardziej utytułowana ekipa, a mianowicie Al-Ahly, które kontynentalną rywalizację wygrywało aż osiem razy. Oby wszystko pomiędzy dwoma jedenastkami z Kairu odbyło się w sportowej rywalizacji na piłkarskim boisku, a nie jak w 1984 roku pomiędzy JS Kabylie a Zamalek, czy w finałowym starciu rok temu pomiędzy tunezyjskim Esperance Tunis a marokańskim Wydad Casablanca. Ci drudzy, w proteście, kiedy nie uznano im bramki w rewanżowym meczu, zeszli z boiska. Ostatecznie o triumfie Esperance zdecydował... Sportowy Trybunał Arbitrażowy w Lozannie.

Michał Zichlarz



Dowiedz się więcej na temat: Stefan Żywotko

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama