Reklama

Reklama

Smuda: Prujemy ile się da!

- Ostatni raz powtarzam, my nigdy nie gramy jednym napastnikiem. Zawsze ich jest trzech, czterech, ale takich zawieszonych, schowanych z tyłu - mówił przed piątkowym meczem z Odrą Wodzisław Franciszek Smuda, szkoleniowiec poznańskiego Lecha.

- Lewandowski w tyle to nie Lewandowski, a z przodu to jest prawdziwy Lewandowski. My zawsze chcemy grać ofensywnie - dodał popularny "Franz".

Reklama

- Panie trenerze, skoro Śląsk Wrocław w Poznaniu murował bramkę, to chyba Odra jutro ją zabetonuje?

- Mecz ze Śląskiem analizowała nam statystycznie jedna niemiecka firma. Lech był 60 procent przy piłce, a Śląsk 39, no na upartego damy im 40. Nie ma co jednak już wracać do tego meczu, bo to już jest historia.

- Na Odrę Wodzisław Lech z jednym napastnikiem?

- Ostatni raz powtarzam, my nigdy nie gramy jednym napastnikiem. Zawsze ich jest trzech, czterech, ale takich zawieszonych, schowanych z tyłu. Lewandowski w tyle to nie Lewandowski, a z przodu to jest prawdziwy Lewandowski. My zawsze chcemy grać ofensywnie.

- A Rengifo zagra z tyłu czy przodu?

- Nie wiem na razie jak będzie ustawiony, ale o Hernana się nie boję, bo to prawdziwy napastnik skarb, Lewandowski też, ale on się jeszcze wiele musi uczyć. Ze spokojem jednak, potrzeba mu czasu. On jest u nas raptem trzy miesiące.

- Jak piłkarze znoszą podczas treningów zmienną aurę ostatnio panującą?

- Wszystko jest ok. Nic im nie przeszkadza. Nie przeszkadza im nawet, że rozegrali już aż 22 mecze. Nie dyskutują o tym, nie narzekają, tylko robią swoje. My w sumie tych meczów rozegramy 33, a na przykład Śląsk Wrocław ma ich na razie jedenaście z Remes Pucharem Polski. Tak przykładowo oczywiście podaję.

- A co Pan sądzi o odpuszczaniu Remes Pucharu Polski przez Legię Warszawa? To wyraźnie widać, bo w większości spotkań występują w jedenastce wyjściowej zawodnicy rezerwowi?

- Nie wiem, nie interesuje mnie ta sprawa. My nie możemy teraz odpuścić i obrać jednego celu. Po prostu "prujemy" ile się da i ile sił będzie. Najważniejsze tylko, by piłkarze zdrowi byli.

- Pana piłkarze mobilizują się zazwyczaj na mecze z czołówką, ze słabszymi się męczą. Dlaczego?

- To jest w podświadomości piłkarzy. Poza tym moje zespoły zawsze tak grały, jak grały w pucharach. Graliśmy super mecze, takie jak choćby z Interem Mediolan, a liga była grana tak na siłę.

- Trener Białek zapowiada, że jutro przywiezie siedmiu wypoczętych piłkarzy. Nie obawia się Pan choć trochę?

- Nie, to bardzo dobrze. Będzie wtedy ciekawy, ofensywny mecz. Jest stadion, jest publika, przeciwnikowi się tu zawsze dobrze gra. Poza tym inni spekulują, kalkulują i czasem jakiś jeden błąd, jakaś jedna akcja i może coś wpaść. My nie spekulujemy, nie kalkulujemy. Chcemy w każdym meczu wygrać, strzelić bramkę. Zawsze będziemy grać ofensywnie.

- Naprawdę liczy trener na otwartą grę ze strony Odry Wodzisław?

- Nie wiem, ciężko mi teraz powiedzieć. Może poczuli dobry wynik w meczu Remes Pucharu Polski i tak zagrają.. Nie wiem, naprawdę, okaże się wszystko jutro. Najważniejsze jest, żeby teraz do końca rundy systematycznie gromadzić punkty. Styl jest już nie taki ważny. Nigdy jednak u mnie nie będzie stylu defensywnego czy kalkulacji.

- Ale trzeba znaleźć receptę na niemoc z teoretycznie słabszymi zespołami?

- Mamy taki materiał, jaki mamy i na nim musimy pracować. Nie da się teraz czegoś poważnie zmienić, zresztą nie ma nawet kiedy. Korekty możemy wprowadzić jakieś w zimie. Może jakiegoś piłkarza, ogniwo dołożyć. Na razie jest jak jest.

- A czuje trener może, że piłkarze mają jakiś mały spadek formy?

- Nie, raczej nie. Owszem nie gramy tak efektownie, nie strzelamy tylu bramek, co w tych powiedźmy 15 pierwszych spotkaniach, ale to wynika z braku świeżości, ze zmęczenia. Nie ukrywam, że też zależy to od koncentracji zawodników. Inna będzie koncentracja na Puchar UEFA, a inna teraz na Odrę Wodzisław. Tak to jest zawsze z tym. Są też piłkarze, którzy kalkulują. Zawsze powtarzam, każdy mecz jest tak samo ważny, każde spotkanie ja chcę wygrać. Tej kalkulacji jest coraz mniej.

- Nie martwi Pana trenera też słaba dyspozycja Semira Stilicia, który na początku imponował formą?

- Tak, na pewno, ale proszę pamiętać, że rywale też nas oglądają, rozpracowują. Rozmawiałem ostatnio ze Stiliciem i on sam już też wie, że musi zmienić styl grania, urozmaicić go.

- Pomimo ostatnich słabych występów, Lech nie odstaje od czołówki. Wygląda na to że "Franz" nadal ma też szczęście?

- Tak, wiem, chciałbym, aby to szczęście nie opuszczało mnie ani piłkarzy do końca sezonu. Szczęście też jest w sporcie, w piłce bardzo potrzebne.

- Ostatnio w klubie na testach jest młody Serb. Czy może Pan już o nim coś powiedzieć?

- Nie wiem. Nie przyglądałem mu się jeszcze dokładnie. Nie mam o nim zdania, ciężko mi się wypowiedzieć. Nie ma nawet okazji dobrze go sprawdzić. Jedynie co na gierce wewnętrznej, bo sparingu pod niego nie ma sensu robić. Zobaczymy w najbliższych dniach, usiądziemy. Przedyskutujemy wszystko.

- A kto w bramce?

- O tym zadecyduje trener Młynarczyk, bo on się nimi opiekuje, on ma ich pod sobą. Ja czasem tylko zerkam w ich stronę na zajęciach. Na mój nos to Ivan Turina, ale ja nie wiem dokładnie jeszcze. Nie chcę Wam żadnej złej informacji sprzedać. Przekonacie się jutro na meczu.

- Bosacki czy Tanewski zdaniem trenera?

- To są dwaj równorzędni piłkarze. Jak nie zagra Zlatko, to godnie zastąpi go Bosacki. Nie ma najmniejszego problemu w tej kwestii.

- Kiedy zapadnie decyzja czy Tanewski czy Bosacki.

- Dzisiaj wieczorem albo jutro rano. Nie ma za dużo czasu przecież...

- A Rengifo gotowy do gry?

- Tak.

Dowiedz się więcej na temat: remes | mecz | szczęście | mecze | Śląsk | Franciszek Smuda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje